Menu Region

Odnaleziony kolega Pyjasa będzie zeznawał

Odnaleziony kolega Pyjasa będzie zeznawał

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marta Paluch

Prześlij Drukuj
Wojciech Radomski ma dzisiaj 55 lat. Tyle miałby Stanisław Pyjas, gdyby żył. Radomski, który prowadzi biznes budowlany w USA (mieszka w Winston Salem w Karolinie Północnej), był kolegą Pyjasa z roku.
Studiował z nim polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, byli w jednej grupie ćwiczeniowej. - Do dziś mam wyrzuty sumienia, że nie zeznawałem - mówi Radomski. Jak to możliwe, że na ślad kolegi zamordowanego przez SB studenta nie trafili śledczy?

Mogli nie chcieć trafić. Radomskiego przesłuchano tylko raz - na placu Szczepańskim, w siedzibie Służby Bezpieczeństwa. Był 7 maja 1977 r. - dzień, w którym znaleziono Pyjasa martwego. - Nie trwało to dłużej niż 10 minut. Śledczy sprawiali wrażenie, jakby nie chcieli się za wiele dowiedzieć - wspomina Radomski.

Dodaje, że pytali go tylko o to, czy Pyjas miał wrogów. - Powiedziałem, że nie wiem, i na tym się skończyło - dodaje nasz rozmówca. Żaden z esbeków nie spytał go o ostatni dzień Staszka, 6 maja. A wersja zdarzeń podana przez Radomskiego podważa tę z dotychczasowych śledztw.
Do tej pory prokuratura przyjmowała, że ostatnią osobą, która widziała Pyjasa żywego, był Stanisław Pietraszko (utonął w niewyjaśnionych okolicznościach kilka tygodni później). Miał widzieć Pyjasa około godz. 17.40 koło domu studenckiego Żaczek, "konwojowanego" przez nieznanego osobnika.

Tymczasem Radomski zapewnia, że to niemożliwe. - Wraz ze Staszkiem Pyjasem, Mirkiem Kwiekiem [dziś mieszka w USA - red.], kolegą zwanym Baryłą i studentem Mariuszem, którego nazwiska nie pamiętam, piliśmy piwo w knajpie Pod Płachtą na Błoniach do 18 - mówi. - Potem odprowadziliśmy Kwieka do pobliskiego Żaczka i w trójkę, ze Staszkiem i z Mariuszem, poszliśmy w stronę Rynku. Rozstaliśmy się około 18.30-18.45 na rogu Szewskiej i Podwala. Dalej Staszek poszedł sam z Mariuszem - dodaje.

Przy rozstaniu Staszek miał się umówić z Radomskim na wieczór, by przekazać mu podziemne wydawnictwa. Miał je wziąć od kogoś w mieście, a Radomski - przewieźć do Kielc.
- Miałem jechać tam nocnym pociągiem. Czekałem na Staszka w Żaczku. Nie przyszedł, więc nie pojechałem. A rano obudziła mnie esbecja pukająca do drzwi - opowiada świadek.

Według jego wersji to właśnie Mariusz mógł być ostatnią osobą, która widziała Staszka Pyjasa żywego. Radomski zastrzega, że Pietraszko nie mógł ich widzieć przed akademikiem. - Był moim sąsiadem, gdyby tam stał koło 18, zauważyłbym go - opowiada.

Z przesłuchania Radomskiego zachowała się w aktach jedynie mała notatka milicyjna. To na nią natrafił prowadzący śledztwo w Instytucie Pamięci Narodowej prokurator Ireneusz Kunert. Według Radomskiego jej treść jest nieprawdziwa. Zaprzecza on, że widział Pyjasa tylko ok. godz. 13-14 i potem ok. 15 w barze Pod Płachtą. - Nikt mnie nie pytał o tamten dzień - zapewnia. Rozmawiał na ten temat tylko raz, z Bronisławem Wildsteinem, przyjacielem Pyjasa, który w 1977 r. prowadził w jego sprawie prywatne śledztwo. Ten jednak doszedł do wniosku, że zeznania Radomskiego nie są przełomowe.

W 1984 r. świadek wyjechał do USA. O kolejnych śledztwach, już w wolnej Polsce, dowiadywał się od znajomych i z gazet. - Teraz chcę zeznawać. Czasem bywam w Polsce - deklaruje Wojciech Radomski. Nie wie jednak, kiedy przyjedzie następnym razem.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się