Menu Region

Szkoła musi dorosnąć do ucznia

Szkoła musi dorosnąć do ucznia

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

prof. Krzysztof Konarzewski

Prześlij Drukuj
Wraz z pierwszym dzwonkiem na lekcje rozpoczyna się kolejny etap reformy oświaty zapoczątkowanej przed 10 laty przez ekipę ministra Mirosława Handkego. Dobrze, że resort zdecydował się na kontynuację zmian. Jednak najważniejsze jest, jak zostaną one przeprowadzone. Pomysł wprowadzenia do szkół sześciolatków to rozwiązanie sprawdzone w niemal całej Europie.
W Skandynawii wybór wieku, w jakim pośle się dziecko do pierwszej klasy, zależy od rodzica. Jednak z badań statystycznych wynika, że z tego prawa korzysta ponad 50 proc. społeczeństwa. Pomysł, by polskie dziecko trzymać "na chudej zupce" zerówki o rok dłużej niż dziecko słowackie, nie ma sensu. Nasze dzieci nie są ani głupsze, ani słabsze, ani genetycznie upośledzone.

Jednak obawy rodziców o to, czy ich dzieci są gotowe do przejścia w reżim szkolny, są ze wszech miar uzasadnione. Problem w tym, że to szkoła ma być gotowa na ich przyjęcie, a nie odwrotnie. Dzieci nie muszą dojrzewać do szkoły, to szkoła musi dojrzeć do ich nauczania. W szkole powinna być dla sześciolatków wydzielona specjalna przestrzeń, dwie sale (do nauki i socjalna), odpowiednio przystosowane i wydzielone muszą być też toalety i stołówki, a nauczyciele powinni pracować w systemie przedszkolnym, czyli dużo ponad 18 godzin na tydzień.

Nie chodzi przecież o to, by uczniów wpędzić do zimnych, twardych ławek na trzy czy cztery lekcje, a potem przegonić do szkolnej świetlicy i w ten sposób skutecznie zrazić do uczniowskiego życia.
Obawiam się jednak, że resort edukacji nie ma dokładnego rozeznania co do liczby szkół przystosowanych do uczenia najmłodszych dzieci. Jeśli za rok okaże się, że 10 proc. z nich się do tego nie nadaje - czekają nas uzasadnione protesty rodziców.

Kolejny niezbędny krok to dalsza decentralizacja edukacji, zmierzająca do np. pozbawienia kuratorów prawa weta w określonych przypadkach. Jeśli to zrobimy, samorządy będą miały prawo przekazywać szkoły stowarzyszeniom. To droga do ominięcia skostniałego ustawodawstwa płacowego związanego z Kartą nauczyciela. Szkoła zachowa swój publiczny charakter, ale zarządzanie nią będzie dużo bardziej efektywne.

Wiadomo, że takie rozwiązanie nie podoba się związkom zawodowym. Dochodzą też głosy o możliwym wecie prezydenta. A byłby to cios w decentralizację edukacji, którą testujemy od wielu lat z pozytywnym skutkiem. Od czasu przekazania szkół samorządom, dbającym o tzw. substancję materialną, placówki oświaty są dużo lepiej wyposażone i świetnie się sprawdzają.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się