Menu Region

Niebiański głos Mike'a Boltona

Niebiański głos Mike'a Boltona

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Bożydar Brakoniecki

Prześlij Drukuj
Twoja wymarzona randka zmierza do katastrofy? Znudzone dziewczę zaczyna dyskretnie ziewać i coraz częściej zerkać na zegarek? Uratować cię może jedynie zaserwowany znienacka Michael Bolton.
Uwodzicielski, wibrujący namiętnością czterooktawowy głos Amerykanina z New Heaven sprawi, że nawet najbardziej zaprzysięgłej dziewicy natychmiast zmiękną nogi w kolanach.

Dlatego z radością informujemy, że 55-letni król romantycznej muzy, Paulo Coelho miłosnego popu, zawita do Warszawy już 30 października. W warszawskiej Sali Kongresowej odśpiewa nam jeden ze swoich niezapomnianych koncertowych majstersztyków, o którym jedynie zawistni i podli krytycy rozpisują się potem, że jedynym ich efektem jest to, że wycisnęły z oczu zakochanych fanek piosenkarza hektolitry łez.


Dlatego nie słuchajcie zazdrośników, którzy nie potrafią dostrzec artystycznej wielkości Boltonowskiego artyzmu (fizycznie muzyk mierzy skromne 174 centymetry, rekompensowane jeszcze niedawno wijącymi się na karku lokami). Nie słuchajcie frustratów i spójrzcie na naszego bohatera życzliwie. Bowiem to prawdziwa muzyczna złota rączka - często sam komponuje swoje hity, pisze do nich teksty i spędza długie godziny nad sceniczną aranżacją muzycznych dokonań (przydaje mu się do tego aktorski szlif z filmu "High Voltage", w którym zagrał w 2002 r.).

Efektem może nawet głuchego jak pień sceptyka przyprawić o zawrót głowy. 19 albumów spod ręki Boltona rozeszło się po świecie w prawie 65 mln egzemplarzy (stan na koniec 2007 r., bo potem statystyki zwariowały). Z tego płyta "Soul Provider" (1989) zgarnęła sześciokrotnie status multipłyty, a "Time. Love & Tenderness" (1991) ośmiokrotnie, a przy okazji wyśrubowała, tylko w Stanach Zjednoczonych, 20-milionowy nakład.

Także liczba przebojów, które muzyk wprowadził do popowo-romantycznego krwiobiegu bije na głowę konkurencję. Znacie przecież rozkołysane "Missing You Now", które od 17 lat króluje na klubowych parkietach, albo "When A Man Loves A Woman", które nasz bohater sprytnie pożyczył od klasyka soul Percy'ego Sledge'a i w 1995 r. uczynił swoją muzyczną wizytówką. Tak skutecznie, że to ten song brzmi na początku i na końcu każdego jego koncertu.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się