Menu Region

Dream Team 1992 kontra Redeem 2008

Dream Team 1992 kontra Redeem 2008

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marcin Zasada, Katowice

Prześlij Drukuj
W 1992 r. reszta świata przekonała się, że to, co nazywała koszykówką, na pewno koszykówką nie było. Na igrzyskach w Barcelonie amerykański Dream Team z Michaelem Jordanem, "Magikiem" Johnsonem i Larrym Birdem sięgnął po złoto, demolując rywali i wygrywając każdy mecz różnicą średnio ponad 40 punktów.
W tym roku Stany Zjednoczone znów przywiozły na olimpiadę zespół marzeń, który zgodnie z oczekiwaniami w wielkim stylu powtórzył sukces sprzed 16 lat. Czy Redeem Team - przekornie nazywany w Ameryce drużyną odkupienia po trzech kolejnych klęskach USA (na dwóch mistrzostwach świata i olimpiadzie w Atenach, na których nie zdobyli złota) - miałby szanse w starciu z legendarnym Dream Teamem? I czy ekipa gwiazd NBA z Barcelony wygrałaby w Pekinie równie łatwo, jak przyszło to Kobe Bryantowi, LeBronowi Jamesowi i Dwayne Wade'owi?

Na pierwszy rzut oka oba pytania mogą wydać się absurdalne. Do Dream Teamu wybrano przecież dziesięciu z 50 najwybitniejszych koszykarzy w historii basketu. A gdyby wybrać najlepszą piątkę w dziejach tej dyscypliny, nie sposób byłoby pominąć w niej Jordana, Johnsona i Birda - trzy największe gwiazdy ekipy z 1992 r.

Do tego Karl Malone i Charles Barkley, którzy zrewolucjonizowali grę na pozycji silnego skrzydłowego, John Stockton - perfekcyjny playmaker, Scottie Pippen - prototyp dzisiejszych wszechstronnych atakujących i jeszcze kilku innych, doskonałych zawodników. Nikogo nie dziwiło więc i nie dziwi do dziś to, jak absurdalnie łatwo Dream Team rozjeżdżał kolejnych przeciwników.

Z drugiej jednak strony, olimpijskie zawody w wykonaniu gwiazd NBA przypominały raczej piknik objazdowej trupy Harlem Globetrotters za żelazną kurtyną niż prawdziwą walkę o złoty medal igrzysk. Mecze Amerykanów z czołowymi drużynami reszty świata były tak groteskowe, że dziś wprost trudno w to uwierzyć.

Przez cały turniej trener Chuck Daly ani razu nie poprosił sędziów o czas. Po ostatnim gwizdku rywale doskakiwali do zawodników ze Stanów Zjednoczonych, prosząc o autograf i wspólne zdjęcie. Herlander Coimbra z Angoli, znokautowany w pojedynku z USA przez Charlesa Barkleya, na kolejnych igrzyskach w Atlancie dziękował mu, bo dzięki temu wydarzeniu stał się w swoim kraju gwiazdą.

Dream Team był nie tylko piekielnie mocny, był też po prostu drużyną marzeń, drużyną złożoną z zawodników, których wcześniej w Europie podziwiało się wyłącznie w telewizji. W Barcelonie, po raz pierwszy w historii igrzysk, Amerykanie wystawili największe gwiazdy NBA. Przeciwnicy byli dumni, gdy przegrywali z taką ekipą.

W Pekinie na Redeem Team czekało coś zupełnie innego. Reszta świata nie chciała już autografów od idoli z NBA. Reszta świata, rozochocona ostatnimi niespodziewanymi triumfami, chciała wygrywać. Pamiętajmy, że większość dzisiejszych silnych reprezentacji narodowych ma w swoim składzie przynajmniej jednego czołowego zawodnika NBA.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się