Menu Region

Barack Obama: musimy przywrócić nadzieję

Barack Obama: musimy przywrócić nadzieję Ameryce

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tom Baldwin, "The Times"

Prześlij Drukuj
75 tys. ludzi na stadionie w Denver, a miliony przed telewizorami, słuchały wystąpienia kandydata Demokratów na prezydenta.
W czwartkowy wieczór Barack Obama ostatecznie miał rozwiać obawy związane z jego przełomową kandydaturą, mówiąc Ameryce, że "najbardziej niebezpieczne" byłoby kontynuowanie polityki ostatniego czasu, która na osiem lat odsunęła Demokratów od Białego Domu.

Unikał jednak Obama jasnych deklaracji, nie chciał bowiem zrazić bardziej konserwatywnych wyborców. Mówiąc o konieczności wycofania wojsk USA z Iraku, nie określił terminu. Wspominając o małżeństwach homoseksualnych, nie powiedział , czy jest za ich legalizacją czy nie. Nie żałował za to słów krytyki swemu przeciwnikowi Johnowi McCain.

- Jesteśmy lepszym krajem, niżby na to wskazywało minione osiem lat - mówił i dodał, że listopadowe wybory "przywrócą Ameryce nadzieję", ponieważ wyborcy będą się domagali "nowych idei, nowego przywództwa, nowej polityki ".

Na scenę ustawioną w niecce Invesco Stadium wyszedł w 45. rocznicę słynnego przemówienia "Miałem sen" Martina Luthera Kinga, mając świadomość, że jego próba zostania pierwszym czarnoskórym prezydentem Ameryki budzi tak entuzjazm, jak i nieufność.

- Zdaję sobie sprawę, że nie jestem najbardziej typowym kandydatem na ten urząd. Nie mam odpowiednich korzeni i nie spędziłem całego życia zawodowego na waszyngtońskich salonach. Ale stoję przed wami, ponieważ w całej Ameryce coś się zaczyna zmieniać.

Według Obamy to samo poczucie kazało dr. Kingowi w 1963 r. odrzucić strach i powiedzieć ludziom "każdego wyznania i koloru skóry", że w Ameryce "nasz los jest nierozerwalnie spleciony - że razem możemy zrealizować marzenia".

Na zakończenie konwencji Obama pochwalił Hillary Clinton, z którą toczył zażartą walkę o nominację, i jej męża Billa. Swoją mowę w większości skierował do tych wyborców, którzy uważają, że jego korzenie są zbyt egzotyczne, program zbyt elitarny, a doświadczenie polityczne zbyt nikłe, aby sprawdził się w roli prezydenta.

Swoje nietypowe pochodzenie próbował połączyć z codziennym doświadczeniem zwykłych Amerykanów. W twarzach żołnierzy wracających z Iraku zobaczył twarz swego dziadka, który maszerował z armią George?a Pattona, a los studentów, łączących naukę z zarabianiem pieniędzy, skojarzył mu się z losem jego matki, która podczas studiów wychowywała dwójkę dzieci.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się