Menu Region

Smuda: Grają dobrze, bo ich gwałciłem

Smuda: Grają dobrze, bo ich gwałciłem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Maciej Lehmann

Prześlij Drukuj
Z Franciszkiem Smudą, trenerem Lecha Poznań, o sposobie na zbudowanie czołowej drużyny Ekstraklasy, rozmawia Maciej Lehmann
Dziś wieczorem rewanż poznaniaków w Pucharze UEFA z Grasshoppers, na wyjeździe. Czy 6:0 w pierwszym meczu nie jest trochę wynikiem na wyrost? Teraz każdy występ Pana zespołu będzie porównywany do tamtego spotkania. Tak jak to było w przypadku reprezentacji Polski po pamiętnym 2:1 z Portugalią w Chorzowie.
Zdecydowanie więcej jest plusów niż minusów. Moi zawodnicy przede wszystkim uwierzyli, że grając z pełnym zaangażowaniem przez 90 minut, mogą wygrać z dobrym zespołem europejskim. Grasshoppers to nie ogórki. Grali z zespołami angielskimi, hiszpańskimi i niemieckimi i jeszcze nigdy nie przegrali tak wysoko. Chciałbym, żeby we wszystkich spotkaniach Lech grał na takim poziomie, ale wiadomo, że żaden zespół na świecie nie jest w stanie w każdym meczu wznieść się na wyżyny.


Lech jest na fali. O jego stylu gry pisze się i mówi w samych superlatywach. Leo Beenhakker dzwoni, gratuluje i pyta, ilu zawodników może zabrać do kadry.
Gratulacje? Na razie to na nie za wcześnie. Będę je przyjmował w czerwcu, po ostatnim meczu ligowym, jak zdobędziemy mistrzostwo Polski. Na razie do tego droga daleka. A jeśli chodzi o powołania, to nie jest to moja zasługa, tylko piłkarzy. Niektórym rzeczywiście udało się zrobić duże postępy. Można nawet powiedzieć, że zrobili je na gwałt, bo ich do tego zmuszałem gwałtem! Gdyby nie to, w Lechu byłby taki sam bigos jak dawniej. Teraz nawet sam cieszę się, że do jednego czy drugiego wreszcie dotarło, że aby dobrze grać, trzeba być profesjonalistą pełną gębą . A najważniejszą rzeczą jest dyscyplina. I ta taktyczna na boisku, i ta osobista po treningu.

Dlaczego po wygranych meczach jest Pan taki poważny? Im wyższa wygrana, tym ma Pan smutniejszą minę.
Zdaję sobie sprawę z naszych mankamentów i chcę uświadomić piłkarzom, że nawet gdy wygrywamy wysoko, popełniamy jeszcze dużo błędów. Najbardziej martwi mnie to, że po strzeleniu gola oddajemy inicjatywę. Tak nie może być. Mój zespół ma pracować przez cały mecz jak maszyna.

Mówi Pan tak ze strachu, że piłkarze potraktują wyjazd do Szwajcarii jak wycieczkę? Możemy Pana pocieszyć. Jeszcze nikt, kto wygrał pierwszy mecz w pucharach 6:0, a było w historii 46 takich przypadków, nie zmarnował takiej zaliczki.
Moglibyśmy ten mecz tak potraktować i przegrać niewysoko. Ale to nie w moim stylu. Lech jedzie tam, by zagrać jeszcze lepiej niż w Poznaniu i wygrać. Te punkty mogą przydać się w przyszłości do rozstawienia. Nie tylko nam, ale i innym polskim drużynom. Dochodzi do tego jeszcze prestiż. Chcemy, by szanowali nas w Europie.

Kiedy przed dwoma laty obejmował Pan Lecha, często powtarzał Pan, że na tym "składaku" z Amiką trudno ujechać. Teraz w podstawowej jedenastce jest aż czterech nowych zawodników i wszystko funkcjonuje jak w szwajcarskim zegarku. Na czym to polega?
Na pracy i jeszcze raz pracy. Potrzeba czasu, by wprowadzić system, który będzie dobrze funkcjonował. Już wiosną wyglądało to nieźle. Latem wymieniliśmy kilka ogniw i ci nowi zawodnicy dobrze się wkomponowali. Sami jednak nie byliby w stanie nic zrobić. Podstawą naszej gry jest to, co zrobiłem z tymi, którzy są ze mną od początku roboty w Poznaniu.

Pogodził się Pan już ze stratą Henry'ego Quinterosa? Z nim w składzie Lech byłby jeszcze groźniejszy.
Szkoda chłopaka, bo przy tej ilości spotkań trzeba liczyć się z kontuzjami, a my przecież nie mamy kadry 30 piłkarzy. Cóż, na pewne sprawy nie mam wpływu. Chciał wracać do Peru i nie udało się go przekonać, że popełnia błąd.

Powołanie aż pięciu zawodników do kadry to również zmartwienie. Przed najważniejszym meczem rundy, z Wisłą, nie będzie kogo trenować, bo na zgrupowania swoich reprezentacji wyjeżdżają też Rengifo, Stilić i Henriquez.
To nie jest problem. Gdy pracowałem w Widzewie, na kadrę jeździło nawet jedenastu zawodników. Nikomu przecież nie mogę powiedzieć, że ma się oszczędzać, reprezentując swój kraj. Niech grają jak najlepiej, sił na pewno im nie zabraknie. Najważniejsze, by wszyscy przyjechali zdrowi. Jak podejdziemy do swoich obowiązków profesjonalnie, to zagramy w Krakowie bardzo dobry mecz. Poza tym będę mógł odwiedzić swoich piłkarzy we Wronkach, bo na kawę zaprosił mnie Leo. Skorzystam z tego zaproszenia, bo selekcjonerowi trzeba pomóc.

Reprezentacyjny atak: Paweł Brożek - Robert Lewandowski. Podpisałby się Pan pod tym?
Beenhakker zarabia 850 tysięcy euro rocznie i ja mam mu ustalać skład? Tego już ode mnie nie wymagajcie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się