Polska » Pieniądze » Polacy stracili głowę dla zakupów w lumpeksach

Polacy stracili głowę dla zakupów w lumpeksach

Data dodania: 2008-08-27 09:53:38 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2008-08-27 10:01:18

Monika Gocłowska

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Polacy stracili głowę dla zakupów w lumpeksach

(© Bartłomiej Międzybrodzki/POLSKA)

Ciucholandy, lumpeksy, second-handy, czyli sklepy z używaną odzieżą, kiedyś chowały się w oficynach, dzisiaj wychodzą na reprezentacyjne ulice wielkich miast. Można je spotkać w nowych apartamentowcach i w ekskluzywnych kamienicach.

Według szacunków Krajowej Izby Gospodarczej Tekstylnych Surowców Wtórnych liczba sklepów, gdzie można kupić ciuszki z drugiej ręki, przekroczyła właśnie 24 tys., podczas gdy jeszcze w 2004 r. działało ich niespełna 16 tys.

Rozwój lumpeksów można porównać jedynie do boomu na rynku aptek, których liczba w ciągu ostatnich 6 lat wzrosła z 10 do 13 tys. Wartość tego rynku szacuje się na 4-5 mld zł rocznie, co stanowi prawie 1/6 krajowego rynku nowej odzieży i obuwia.

Liczba sklepów z używanymi ubraniami rośnie, bo przybywa Polaków, którzy robią tam zakupy. Federacja Konsumentów szacuje, że już 1/3 Polaków powyżej 15. roku życia robi zakupy w lumpeksach.
∨ Czytaj dalej
To około 10 mln osób. Jedni kupują tam z oszczędności , ale rośnie też liczba zamożnych klientów, którzy szukają w second-handach rzeczy oryginalnych.

Pojedyncze sztuki, jakie można upolować w takim sklepie, dają gwarancję, że nasza kreacja będzie niepowtarzalna. - W lumpeksach nie ma dwóch takich samych rzeczy - przyznaje Krystyna Mnich, która od czterech lat prowadzi butik z używaną odzieżą w Katowicach.

Właściciele lumpeksów twierdzą, że Polacy doskonale znają się na markowej odzieży i wiedzą, ile jest warta. Armani, Dolce & Gabana czy Chanel to elita cenowa w second-handach. Za ubrania z metkami kreatorów, czyli te z segmentu cream, jak zwykli nazywać go bywalcy ciuchlandów, trzeba zapłacić często powyżej 80-100 zł za sztukę. Ale i tak jest to około 10 razy mniej niż w firmowym salonie, gdzie dżinsy od Armaniego kosztują 700-800 zł.

Krystyna Mnich raz na miesiąc jeździ po towar do Szwajcarii lub Anglii. Mówi , że tam w hurtowniach można spotkać najwięcej luksusowych marek. Trafiają się spodnie od Armaniego czy torebki od Prady. Mnich jest dumna, że na początku lata wielkie zakupy w jej sklepie zrobili aktorzy z "Klanu", a Barbara Bursztynowicz kupiła kilka torebek.
1 2 »

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", piątek 25.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42 00, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.