Siostra gotuje tak, że niebo w gębie

    Siostra gotuje tak, że niebo w gębie

    Robert Migdał

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Przez 15 lat siostra Aniela (pierwsza z lewej) gotowała dla kardynała Wojtyły. Przyszły papież uwielbiał makowiec

    Przez 15 lat siostra Aniela (pierwsza z lewej) gotowała dla kardynała Wojtyły. Przyszły papież uwielbiał makowiec ©FOT. archiwum prywatne siostry anieli, reprodukcja: p. relikowski

    - Kiedy człowiek jest głodny, to więcej dla niego zrobię stojąc przy garnkach i gotując mu obiad, niż gdybym przez 15 minut klęczała i modliła się za niego - opowiada siostra Aniela Garecka, salwatorianka, autorka książek kulinarnych, która na kanale Religia.tv prowadziła program "Anielska kuchnia". Rozmawia Robert Migdał.
    Przez 15 lat siostra Aniela (pierwsza z lewej) gotowała dla kardynała Wojtyły. Przyszły papież uwielbiał makowiec

    Przez 15 lat siostra Aniela (pierwsza z lewej) gotowała dla kardynała Wojtyły. Przyszły papież uwielbiał makowiec ©FOT. archiwum prywatne siostry anieli, reprodukcja: p. relikowski

    Gotuje siostra z sercem?
    A jakże inaczej? Tak trzeba. Kocham gotować, a jak się kocha to, co się robi, to wychodzi to dobrze.

    No i nazwisko zobowiązuje: Garecka, z garami, z gotowaniem się kojarzy...
    (śmiech) To moje gotowanie to dar Boży. Moje przeznaczenie. Tak odczytuję to od lat dziecięcych. Bo muszę panu powiedzieć, że do zakonu wstąpiłam przez gotowanie.

    Jak to?

    Miałam 16 lat, gdy mi się przyśniło, że jestem zakonnicą, gotuję dużo jedzenia i rozdaję je ludziom. I, chociaż ludzi jest coraz więcej, to moje jedzenie wcale się nie kończy.

    Sen proroczy.
    Jak widać. Chociaż muszę przyznać, że zawsze mnie ciągnęło do gotowania. Więc gdy już byłam w zakonie, to poprosiłam przełożonych, żebym mogła pracować w kuchni. Pokochałam tę pracę od samego początku. I tak jest do dzisiaj.

    Jakieś tradycje rodzinne były w domu: mama gotowała, ciotki, siostry?
    A gdzie tam! Żadna. Same krawcowe miałam w domu, i to dobre krawcowe. Ja jestem taki wyrodek. Od gotowania. Z czasem wszystkich w swojej rodzinie nauczyłam gotować. Niestety, żadna z nich nie ma talentu kulinarnego, więc jak się spotkamy, to one o szmatkach, a ja o kucharzeniu gadam.

    Oj, nie tylko siostra gada. Cuda potrafi ugotować. O, to ciasto na stole: dawno tak dobrego jabłecznika nie jadłem. A to drugie, ze śliwkami... Niebo w gębie. Jedzenie powinno być ważniejsze, czy życie duchowe?
    Modlitwa to jest pokarm duchowy, a jedzenie - fizyczny. I jedno, i drugie jest potrzebne do życia. Z tym że jeść musi każdy: i niewierzący, i ten wierzący. Tutaj nie ma wyboru.

    Przez swoją pracę człowiek może się modlić do Boga. Przez gotowanie też?
    Oczywiście. Czasem jest tak, że praca pochłania dużo czasu, ale tak jak pan mówi- pracą też można się modlić. Moje gotowanie jest bardzo chrześcijańskie: bo przecież jak ktoś jest głodny, to ja go swoją pracą, tym co zrobiłam, nakarmię. I więcej dla takiego człowieka zrobię, stojąc przy garnkach, niż gdybym przez 15 minut klęczała. Ale musi być równowaga między modlitwą a pracą - niczego nie może być w życiu za mało.

    Ale przez tyle lat w kuchni, już ponad 40, nie znudziło się siostrze stać przy garnkach?
    Oj, nie. W kuchni nie można się nudzić. Bo z tym gotowaniem jest jak z medycyną
    - cały czas się trzeba uczyć nowości, dokształcać. Kuchnia nie stoi w miejscu. Ciągle coś przy garnkach wymyślam i idzie mi to bardzo szybko. Wystarczy, że mi coś w ogródku urośnie - przynoszę to na stół i już w głowie rodzi mi się pomysł na nową potrawę. Jedno z drugim łączę i wychodzi. Tylko muszę przepis szybko spisać, bo zapomnę, a drugi raz mi się nie uda zrobić tego samego.

    Sama kuchnia też bardzo się zmieniła przez te 40 lat: inna była, kiedy siostra zaczynała, inna teraz.
    Wszystko się pozmieniało: i sposób przyrządzania, i podawania, i produkty. Dzisiaj więcej mamy warzyw, mięs do wyboru. Kiedyś nie było tak kolorowo, pięknie. A piękno w jedzeniu jest bardzo ważne - bo człowiek je nie tylko nosem, ustami, ale także oczami. Przywiązuję olbrzymią wagę do kolorów na stole: jak zupa jest jasna, to jarzyna musi być bardzo intensywna w barwie, deser - mocno kolorowy. Nie może być czerwona zupa pomidorowa, buraczki czerwone na surówkę i kisiel wiśniowy. To niedopuszczalne.

    Gotowanie, podawanie jedzenia - siostra opowiada o tym jak o malowaniu.
    Bo dla mnie jest to rodzaj sztuki: dobieranie składników, dekorowanie półmisków, dosmaczanie potraw. Z kuchni na stół nie wypuszczę półmiska, gdy jest on... blady. Musi być zielona dekoracja, jakiś element, który przyciągnie wzrok: jakieś jajeczko przekrojone na pół, które żółtkiem świeci. To są drobiazgi, ale bardzo dużo wnoszą do sztuki jedzenia. I to nie tylko od święta. Tak u mnie musi być na co dzień.

    Otoczka jest ważna.
    To niuanse, a jednak ważne. Tak samo jak niby drobiazgi w gotowaniu - przyprawy, których używamy. Wystarczy jednak szczypta jakiegoś wyjątkowego zioła i potrawa od razu zyskuje inny smak.

    Ma siostra jakieś swoje kuchenne tajemnice, jakieś sposoby, którymi nie dzieli się z innymi?
    Nie mam swoich tajnych receptur, o których wiem tylko ja. Całą swoją wiedzą dzielę się z innymi. Tak powinno być - trzeba sobie już następców szykować.

    A jakieś popisowe danie?
    Może to nie zabrzmi zbyt skromnie, ale wszystko to,co zrobię, jest dobre (śmiech). Moja potrawa może być skromna, ale zawsze musi być dobra. Nie mogę sobie pozwolić, żeby ugotować coś gorszego.

    Nie miała siostra żadnej porażki w kuchni?
    Małe się zdarzały. Ale zawsze z nich wychodziłam.

    Przypalone ziemniaki?
    Ziemniaki nie mają prawa się przypalić.

    Ja ostatnio przypaliłem, bo mi się woda wygotowała...
    A to już jest niedbalstwo. Niedopuszczalne! (śmiech). Ale i ja się przyznam: robiłam kiedyś ciasto francuskie i zrobiło mi się strasznie twarde. Zima była i to ciasto maślane się ścięło. A miałam kremówki zrobić. Więc, żeby ratować to, co miałam na stole, pokruszyłam je, ten krem, co miał być w środku, dałam na wierzch, wszystko wpakowałam w pucharki, na górę położyłam bitą śmietanę i wyszedł mi nowy deser. Nikt nie wiedział, co to jest, ja też nie. Ale smakowało (śmiech).
    1 »

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ,,mama gotowała, ciotki, siostry?

    ewa (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 24 / 31

    A gdzie tam! Żadna. Same krawcowe miałam w domu, i to dobre krawcowe. Ja jestem taki wyrodek. Od gotowania. Z czasem wszystkich w swojej rodzinie nauczyłam gotować. Niestety, żadna z nich nie ma...rozwiń całość

    A gdzie tam! Żadna. Same krawcowe miałam w domu, i to dobre krawcowe. Ja jestem taki wyrodek. Od gotowania. Z czasem wszystkich w swojej rodzinie nauczyłam gotować. Niestety, żadna z nich nie ma talentu kulinarnego, więc jak się spotkamy, to one o szmatkach, a ja o kucharzeniu gadam,,

    Dziwne, bo w swoim programie ,, Anielska kuchnia ,, czesto opowiada jak to jej mama gotowala.
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo