Na politycznej emeryturze też trzeba zarabiać. Jak radzą...

    Na politycznej emeryturze też trzeba zarabiać. Jak radzą sobie byli prezydenci i premierzy?

    Dorota Kowalska, Aleksandra Gersz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Aleksander Kwaśniewski, odkąd przestał być osobą publiczną, nie chce rozmawiać o swoich dochodach. Ale nie ukrywa, że wykorzystuje swoje doświadczenie

    Aleksander Kwaśniewski, odkąd przestał być osobą publiczną, nie chce rozmawiać o swoich dochodach. Ale nie ukrywa, że wykorzystuje swoje doświadczenie i wiedzę ©Fot. Wojciech Barczyński

    Jak napisał "Der Spiegel", Aleksander Kwaśniewski miał doradzać prezydentowi Kazachstanu, nie on jeden zresztą. Politycy, którzy schodzą z politycznej sceny, doradzają, przemawiają, wykładają. I zarabiają na tym całkiem sporo.
    Aleksander Kwaśniewski, odkąd przestał być osobą publiczną, nie chce rozmawiać o swoich dochodach. Ale nie ukrywa, że wykorzystuje swoje doświadczenie

    Aleksander Kwaśniewski, odkąd przestał być osobą publiczną, nie chce rozmawiać o swoich dochodach. Ale nie ukrywa, że wykorzystuje swoje doświadczenie i wiedzę ©Fot. Wojciech Barczyński

    Ta informacja kilka dni temu zelektryzowała Polaków, bo raz, że chodzi o Aleksandra Kwaśniewskiego, wciąż lubianego i wciąż rozpoznawalnego polityka lewicy, byłego prezydenta RP, a dwa - rzecz dotyczy wielkich interesów i ogromnych pieniędzy. Zresztą pytanie, ile zarabia Aleksander Kwaśniewski, i na czym konkretnie, od lat pojawia się w mediach. Tym bardziej że sam zainteresowany, odkąd przestał być osobą publiczną, nie zamierza na nie odpowiadać, a to - jak wiadomo - tylko podsyca ciekawość.


    Temat zarobków byłego prezydenta wrócił za sprawą publikacji, która ukazała się w niemieckim "Der Spiegel". Gazeta pisze, że prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew zabiegał, częściowo z powodzeniem, o pozyskanie europejskich polityków i przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości jako lobbystów mających poprawić wizerunek kraju uważanego za dyktaturę. Wśród tych osób miał być także Aleksander Kwaśniewski.

    Ponoć cała akcja rozpoczęła się w 2009 r., kierowała nią kancelaria adwokacka Lansky, Ganzger + Partner w Wiedniu, to stamtąd zresztą miał pochodzić przeciek do mediów. I tak jak pisze "Der Spiegel", na szefa Klubu Przyjaciół Kazachstanu awansował były kanclerz Austrii Alfred Gusenbauer. Dobrał sobie całkiem niezły zespół, wystarczy wspomnieć, że pomysł spodobał się takim politykom, jak Romano Prodi, Aleksander Kwaśniewski właśnie czy były minister spraw zagranicznych Hiszpanii Marcelino Oreja. "Der Spiegel" donosi, że starano się także o przychylność niemieckich polityków, a do grona tych pożądanych zaliczani byli: były kanclerz Gerhard Schröder, były prezydent Niemiec Horst Köhler i były szef MSW Otto Schily, a także posłowie i urzędnicy wymiaru sprawiedliwości. Schröder miał za przychylność dla Kazachstanu dostawać 300 tys. euro rocznie, wziął udział jako "specjalny gość" w dwóch spotkaniach Klubu Przyjaciół Kazachstanu pod koniec 2010 r., ale potem z "przyczyn osobistych" wycofał się z projektu.

    Kiedy dziennikarze tygodnika zaczęli dopytywać, biuro Schrödera oświadczyło, że były kanclerz nie jest i nigdy nie był członkiem sztabu doradców prezydenta Kazachstanu. Jego małżonka Doris Schröder-Köpf napisała na Twitterze, że materiał opublikowany przez "Spiegla" mija się z prawdą. Nie wyszło ze Schröderem, lobbyści chcieli zjednać sobie Köhlera, byłego prezydenta Niemiec. Horst Köhler chciał nawet do klubu dołączyć, ale dostał propozycję pracy dla ONZ i musiał zrezygnować. Opozycja już domaga się zbadania powiązań polityków z władzami Kazachstanu, a "Der Spiegel" pisze: "Bardzo rzadko udaje się zobaczyć lobbing w tak czystej postaci. Zasłużeni politycy demokratycznego kraju pozwalają wykorzystać się do upiększania wizerunku władcy, przy czym deptane są wartości ustawy zasadniczej".

    Rewelacje niemieckiego tygodnika nie powinny jednak nikogo dziwić. Już dwa lata temu Ryszard Kalisz, wówczas poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej, przyznał w Radiu Zet, że Kwaśniewski doradza w Kazachstanie. - On jest w takiej radzie jeszcze razem z Alfredem Gusenbauerem w Kazachstanie, z kilkoma byłymi premierami różnych krajów zachodnich i tam również doradza - mówił poseł Kalisz. A "Gazeta Wyborcza" pisała, że chodzi o Międzynarodową Niezależną Grupę Doradczą, do której Kwaśniewski należy. Członkowie grupy mieli spotykać się w Kazachstanie cztery razy w roku, a za swoją pracę otrzymywać pieniądze. Jakie? Dyrektor biura byłego prezydenta Anna Wnuk oświadczyła, że Aleksander Kwaśniewski nie ma obowiązku informować o wysokości swojego wynagrodzenia. Więc dziennikarze musieli przeprowadzić własne śledztwo, w każdym razie media spekulowały, że były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair dostawał za podobne usługi około 12 mln dol. rocznie, czemu współpracownicy Blaira stanowczo szybko zaprzeczyli.

    Warto w tym miejscu zauważyć, że Nazarbajew rządzi 17-milionowym Kazachstanem od 1991 r. i został wybrany właśnie na kolejną kadencje. W opinii świata to dyktator, który niepokornych wsadza do więzień, rządzi krajem twardą ręką, ale stara się uchodzić za wzór wszelkich cnót, a przede wszystkim za trzymającego się zasad demokratę.

    Ale umówmy się, byli prezydenci muszą zarabiać na życie. I wielu z nich robi to całkiem sprawnie. O swoje finanse nie musi martwić się małżeństwo Clintonów. Były prezydent i kandydatka na to stanowisko w wyborach w 2016 r. do biednych nie należą. Hillary Clinton wyznała, że w momencie opuszczania Białego Domu w 2001 r. ona i jej mąż Bill Clinton byli bankrutami. Ale od tego momentu zarobili co najmniej 125 mln dol. na samych wystąpieniach publicznych. Tym samym Clintonowie znajdują się wśród jednego procenta najbogatszych Amerykanów. Bill Clinton bierze średnio 250 tys. dol. za przemowę, podczas gdy jego żona - 235 tys. Największą gażą kandydatki na prezydenta było 335 tys. dol. otrzymane podczas wystąpienia w San Diego w październiku ubiegłego roku w firmie Qualcomm zajmującej się technologią mobilną. Hillary Clinton otrzymała także 100 tys. dol. za przemowę w California Medical Association, którą wygłosiła przez satelitę. Aktywniejszy w przemówieniach publicznych Clinton wciąż inkasuje większe honoraria od swojej żony. Największą gażą byłego prezydenta było 500 tys. dol., które zarobił podczas wystąpienia na EAT Stockholm Food Forum w Szwecji. - Przecież muszę płacić nasze rachunki - stwierdził szczerze w NBC News Bill Clinton. - Pracuję nad przemówieniami naprawdę ciężko, spędzam kilka godzin dziennie na zbadaniu danej sprawy. Ludzie lubią słuchać, jak mówię - dodał.

    Na konto Hillary wpłynęło także 5 mln dol. ze sprzedaży jej książki "Hard Choices". Teraz, kiedy Hillary Clinton oficjalnie wystartowała w wyborach prezydenckich, nie może już wygłaszać płatnych przemówień.

    Kontrowersję wzbudzają także zarobki byłego premiera Wielkiej Brytanii Tony'ego Blaira. Były lider Partii Pracy od razu po zakończeniu swojej 10-letniej kariery jako brytyjski szef rządu objął stanowisko międzynarodowego wysłannika ONZ, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i Rosji na Bliski Wschód. Blair przewodzi obecnie procesom pokojowym w regionie, między innymi w Izraelu i Palestynie. W maju "The Sunday Times" wziął pod lupę zarobki byłego szefa rządu Wielkiej Brytanii. Jak podawała brytyjska gazeta, wartość majątku Blaira szacuje się na 20 mln funtów. Za pełnienie funkcji dyplomatycznej na Bliskim Wschodzie Blair rezydujący obecnie w Abu Zabi może otrzymywać pensję w wysokości nawet od 25 do 35 mln funtów.

    Były premier, podobnie jak Clintonowie, czerpie największe zyski z wygłaszania przemówień. Są one jednak mniejsze niż wynagrodzenie byłej amerykańskiej pary prezydenckiej. Według "The Sunday Times" w 2007 r. Blair zarobił 327 tys. funtów za 20-minutową mowę skierowaną do 600-osobowej grupy złożonej z członków Komunistycznej Partii Chin, bankierów i biznesmenów. Zleceniodawcą była chińska korporacja deweloperska Dongguan Guangda. Z kolei dwa lata później Blair zainkasował 400 tys. funtów za 30--minutowe wystąpienie podczas swojej wizyty na Filipinach. Jednak w odróżnieniu od Billy'ego Clintona żądania byłego premiera wielkiej Brytanii mają swoje granice. W czerwcu Blair miał wystąpić na forum EAT Stockholm Food Forum w Sztokholmie poświęconym problemowi głodu na świecie, jednak jego organizatorzy zmienili zdanie po usłyszeniu żądań finansowych od agencji menedżerskiej Brytyjczyka. Za 20-minutową przemowę zażądano 330 tys. funtów. To większa gaża od tej, którą rok wcześniej otrzymał na tej samej imprezie Bill Clinton (327 tys. funtów za półgodzinną przemowę). - Blair to nie Clinton, a jego sława gaśnie. Menedżerowie przeceniają jego wartość - stwierdził anonimowo jeden z organizatorów forum w Szwecji.

    Były laburzysta czerpie także zyski z pełnienia funkcji doradców i konsultantów. Blair podpisał między innymi dwuletni kontrakt o wartości 16 mln funtów z rządem Kazachstanu oraz umowę z Kuwejtem opiewającą na 27 mln funtów: Brytyjczyk udzielał rządzącym rad dotyczących politycznych i ekonomicznych reform. Współpraca z krajami oskarżanymi o łamanie praw człowieka wywołała kontrowersje m.in. brytyjskiej opinii publicznej. - Moim celem nie jest zarabianie pieniędzy, ale zmienianie świata - odpowiadał Blair w wywiadzie dla "The Financial Times" w 2012 r.

    Innym politykiem, który mimo ustąpienia ze stanowiska państwowego dorobił się fortuny jest Gerhard Schröder, kanclerz Niemiec w latach 1998-2005. 71-letni były polityk, a obecnie biznesmen pod koniec swojej kadencji podpisał opiewający na 2,7 mld dol. kontrakt z Rosją w sprawie budowy Gazociągu Północnego pod dnem Morza Bałtyckiego. Współpraca polityka z Rosją wzbudziła kontrowersje, podobnie jak objęcie przez Schrödera stanowiska prezesa w radzie nadzorczej Nord Stream, konsorcjum niemieckich firm oraz rosyjskiego koncernu Gazprom prowadzącego budowę. Pojawiły się między innymi głosy potępiające fakt, że gazociąg o długości 1,2 tys. km omija terytorium Polski i Ukrainy. Zachodnią opinię publiczną zaniepokoiła też bliska zażyłość Schrödera z Władimirem Putinem, którą krytykowała między innymi obecna niemiecka kanclerz Angela Merkel. Z kolei, jak relacjonowało Associated Press, Tom Lantos, były przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, nazwał niemieckiego kanclerza polityczną prostytutką. Według gazety "The Financial Times" za nadzorowanie budowy Gazociągu Północnego Schröder inkasuje nawet od 1 do 1,2 mln dol. rocznie. Kontrowersje dotyczące intratnej posady polityka komentowali przedstawiciele konsorcjum, twierdząc, że "jego pensja nie będzie różnić się zarobków w banku czy korporacji". Schröder uznawany jest jednak za bardzo obrotnego biznesmena. W latach 90. zasiadał między innymi w radzie nadzorczej samochodowego koncernu Volksvagen. Obecnie Niemiec od kilku lat jest także doradcą w banku inwestycyjnym Rothschild, utrzymuje także stosunki dyplomatyczne z Turcją, Chinami czy krajami Zatoki Perskiej.

    Aleksander Kwaśniewski nie jest więc wyjątkiem w świecie polityki. Też musi coś dorzucić do domowego budżetu. Już dwa lata temu "Gazeta Wyborcza" pisała, że były prezydent zasiada w międzynarodowej radzie doradców firmy Kulczyk Investments, jest zresztą w świetnym towarzystwie, bo wraz z nim Kulczykowi doradzać mieli były prezydent Niemiec Horst Köhler i emerytowany generał James L. Jones, swego czasu doradca samego prezydenta Obamy. Jak pisała "GW", członkom tego typu ciał doradczych wypłacane jest około 200 tys. dol. rocznie.

    Ale to nie koniec zajęć Aleksandra Kwaśniewskiego. Dokładnie rok temu, kiedy na Ukrainie wciąż toczyła się wojna, amerykański serwis internetowy Buzzfeed podał, że syn wiceprezydenta USA Hunter Biden i Aleksander Kwaśniewski są członkami rady nadzorczej spółki Burisma Holdings, firmy gazowej powiązanej z ministrem energii z czasów prezydenta Janukowycza. Za tym newsem stał Max Seddon, amerykański dziennikarz serwisu Buzzfeed, wcześniej związany między innymi z agencją Associated Press i gazetą "The Moscow Times".

    Aleksandra Kwaśniewskiego, oczywiście, wywołano do tablicy. Nie widział w tym nic złego, że - z jednej strony - krytykował politykę Janukowycza, a z drugiej - doradza spółce, której właścicielem jest były minister z jego ekipy. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Kwaśniewski mówił, że zasiada w niezależnej radzie dyrektorów, która pełni funkcję doradczą, nie jest związana z działalnością operacyjną spółki, a on zajmuje się tam prognozami politycznymi.

    - Gdybym dziś kandydował, był aktywnym politykiem, to byłoby uzasadnione pytanie, czy można działać na dwóch płaszczyznach: realnej polityki i doradztwa. Ale jestem byłym politykiem, który to, co ma, to jego wiedza i doświadczenie. I jeżeli ktoś jest tym zainteresowany, a są to ludzie poważni, to nie widzę powodów, by nie dzielić się tym doświadczeniem czy wiedzą. I jeżeli jeszcze są to pieniądze, które mogę zarobić, to też nie widzę w tym żadnego problemu - tłumaczył były prezydent.

    Nie chciał zdradzić, ile pieniędzy zarabia u Ukraińców. - To tajemnica handlowa. Ale chcę powiedzieć, że wszystkie pieniądze trafiają do Polski, gdzie płacę 100 proc. podatku, a pieniądze są w państwowym banku, zatem transparentność jest całkowita - skwitował.

    Można jednak przypuszczać, że rola doradcy przynosi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu całkiem niezłe dochody. Do tego, jak w przypadku innych prezydentów czy polityków pełniących wysokie funkcje w państwie, Aleksander Kwaśniewski zarabia na przemówieniach i wykładach. 12 tys. zł na prowadzenie biura i 6 tys. zł za bycie byłym prezydentem - to kolejne wpływy na koncie Kwaśniewskiego, ale chyba jedne z mniejszych.

    Majątek państwa Kwaśniewskich zawsze rozpalał wyobraźnię. Tabloidy próbowały zajrzeć do kieszeni zwłaszcza Jolancie Kwaśniewskiej, bo była pierwsza dama też całkiem nieźle sobie radzi w biznesie. Nie tylko media zajmuje majątek Kwaśniewskich, politycy też próbują go zliczyć.

    Józef Oleksy podczas osławionej już rozmowy z Aleksandrem Gudzowatym opowiadał: "Tych zegarków miał od cholery i nosił je, kur..., nie wiadomo po co. (…) Wszyscy się dziwią, że chodzą tam wycieczki i oglądają to jego mieszkanie. To jest 400 metrów kwadratowych. (…) Dom w Kazimierzu - nie umiem tego wycenić, ale na pewno jest to droga sprawa. Jazgarzew: 6 ha działki z asfaltową drogą zrobioną do samego domu przez pola. I to nie jest wszystko. Ma tego majątku trochę. Jak zderzysz jego wynagrodzenia prezydenckie, a nawet Joli dochody, no to co z tego, że ona ma 100 tys. za ten program w telewizji [TVN Style - red.], by się wstydziła tam występować. Teraz on [Kwaśniewski - red.] ma dołączyć jeszcze na kolejne 10 tys., ale nie uzbiera, żeby nie wiem jak się naharował, to nie uzbiera tyle, ile potrzebuje na wylegitymizowanie tego. (…)".

    Domem w Kazimierzu, o którym wspomina Józef Oleksy, zainteresowało się nawet Centralne Biuro Antykorupcyjne za czasów, kiedy szefował mu Mariusz Kamiński. Sprawą legalności majątku państwa Kwaśniewskich zajmowała się także prokuratura, ale w 2010 r. postępowanie zostało umorzone. I jak tłumaczył potem prokurator generalny Andrzej Seremet, nie ma najmniejszych podstaw, aby do sprawy wracać.

    Cóż, pieniądze zawsze rozpalają wyobraźnię, a byli politycy, jeśli potrafią wykorzystać swoje talenty, doświadczenie i znajomości, zazwyczaj je mają. Bo przecież poza polityką też trzeba żyć na odpowiednim poziomie. Wielu z nich żyje wtedy nawet lepiej niż w czasach, kiedy służyli krajowi.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo