Beata Szydło. Znajomi mówią na nią: generał. Ona o sobie:...

    Beata Szydło. Znajomi mówią na nią: generał. Ona o sobie: kobieta z prowincji

    Katarzyna Kachel

    Dziennik Polski 24

    Aktualizacja:

    Dziennik Polski 24

    Oto ona: Beata Szydło, szefowa sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości w kampanii prezydenckiej
    1/2
    przejdź do galerii

    Oto ona: Beata Szydło, szefowa sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości w kampanii prezydenckiej ©Fot. PIOTR SMOLIŃSKI

    Nie lubi kamer, salonów i rozmów o duperelach. Nienawidzi pozować do zdjęć i uśmiechać się na zawołanie. Niektórych drażni monotonnymi wypowiedziami. Bywa wierna. Przed najważniejszymi momentami kampanii fryzurę robiła u pani Kasi w Brzeszczach, a o 10.30 każdej niedzieli siedziała w swojej ławce w parafialnym kościele w Przecieszynie. Ma zagorzałych fanów i wrogów. Ci pierwsi świętują i głośno opiewają jej zalety, ci drudzy właśnie nabrali wody w usta. Jaka jest i co skrzętnie ukrywa Beata Szydło?
    Gdyby ksiądz proboszcz Jacek Paweł Przybyła miał określić swoją parafiankę jednym słowem, powiedziałby: skromna. Gdyby musiał dwoma, rzekłby: skromna i religijna. Gdyby trzeba było dodać jeszcze jedno, najbardziej ze wszystkich pasowałoby mu: merytoryczna. Właśnie taka.

    – Jest, a jakoby jej nie było – parafrazuje melancholijnie i ożywia się. – W telewizji to Beata jeszcze jako tako wygląda – zauważa.
    – Oko jej zrobią, podmalują. Na co dzień ona nie potrzebuje takich fajerwerków. Jest zwyczajna, choć mogłaby gwiazdorzyć. Gdyby pani weszła na mszę, toby pani zobaczyła jak inni się noszą. Pokazują. Nie ona.

    Grzechów pani poseł Szydło ksiądz zdradzić nie może. Tajemnica spowiedzi. Że wrogów ma, dobrze wie, bo „przecież jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził”. I cały czas jest pod wielkim wrażeniem.

    WIDEO: Beata Szydło: To sukces całej drużyny. Ta fala dobrej energii poniesie nas do jesiennych wyborów

    Źródło: TVN24/x-news

    – Jak ona to robiła, że podczas kampanii, co niedzielę, była na swoim miejscu na mszy świętej, a później, dosłownie za parę godzin, już ją w telewizji widziałem w różnych miejscach w Polsce? No jak?

    Zrozumieć tego nie sposób, bo w jej dar bilokacji nawet księdzu trudno uwierzyć.

    Od kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w Przecieszynie do Beaty Szydło będzie parę kilometrów. Najpierw drogą betonową, potem kamienistą i dziurawą. Rodzina posłanki mieszka pod lasem. W niebieskim domu, wśród równo przyciętych drzew sadzonych latami przez Edwarda, męża pani Beaty, człowieka lubianego w całej gminie.

    Zapalonego myśliwego i pszczelarza. Dodajmy: inteligentnego i rubasznego. Mariola Polak, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Przecieszy­nie: – Jak on pięknie potrafi dzieciom opowiadać o polowaniach i pszczołach! Otwierają buzie i słuchają bez mrugnięcia powiekami. Sama zresztą często daje się mu zaczarować.

    Raz w roku, zwykle na początku wakacji, w ogrodzie domu państwa Szydłów jest impreza dla ministrantów. Przychodzą wszyscy, a pani poseł wraz z mężem robią grilla i serwują różne przysmaki. – O jakim gwiazdorstwie tu mowa? Normalna, zwyczajna gospodyni – mówią sąsiedzi. I dodają, że czasem to nawet widywali ją w gumiakach.

    Obok domu posłanki stoi drugi, mniejszy z czerwonym dachem. Mieszka w nim mama pani Beaty, Wiktoria. O córce nie chce rozmawiać, bo tak się umówiły. Pewne rzeczy są przed obcymi skrzętnie skrywane. Tak więc cicho sza o dzieciństwie, także o karierze, którą zrobiła ta twarda kobieta z górniczej gminy.

    Czerwone paski na świadectwie i romantyczna dusza

    Nie siedział z nią w jednej ławce, ale chodzili do tej samej klasy. Zdzisław Filip, dziś przewodniczący Zarządu PiS w okręgu oświęcimskim, Beatę Szydło zna od 1970 roku. Wtedy rozpoczęli naukę w podstawówce w Brzeszczach. Klasa była zżyta: razem się uczyli, popołudniami bawili na podwórkach.

    – Kumpelka. Tak bym ją określił. Nie szefowa, liderka, która ma ochotę rządzić, rozstawiać po kątach, ale koleżanka. Równy druh – mówi.

    Prymuska. Uczennica z czerwonym paskiem, ale nie zadzierająca nosa. Jak trzeba było, dała odpisać zadanie.

    – Wymagająca od siebie i niesamowicie ambitna – dodaje Teresa Jankowska, była burmistrz Brzeszcz, koleżanka Beaty ze szkoły i przez kilka lat współpracowniczka.

    Czytali „Trylogię”, „Krzyżaków”, wierzyli w moc literatury romantycznej. – Bo to całkiem inne pokolenie było – zauważa Filip.

    Zamiłowanie do książek, zaszczepione Beacie Szydło przez mamę, pracownicę opieki społecznej, zostało w niej do dziś. Zawsze zresztą podkreślała w wywiadach, że niestraszne były jej nawet te lektury, przez które jej koledzy z humanistycznej klasy nie potrafili przebrnąć. Choćby „Lalka”.

    – Z drugiej strony pasjonował ją sport. Beata uwielbiała biegi, narty, pływanie – wymienia Teresa Jankowska. – No i oczywiście góry. Mieliśmy zgraną grupę, z którą wyruszaliśmy na tydzień w nasze ukochane Tatry. By się zmęczyć. Beata zakładała trapery, dresy. Ceniła sobie wygodę, nie lubiła się stroić. Malować? Nigdy.

    Studia rozpoczęła na Uniwersytecie Jagiellońskim. Etnografia była wówczas elitą: tylko piętnaście osób, tak więc trzeba było być wiecznie przygotowanym. Coś dla niej.– Była to wówczas oaza wolności. Wybitni profesorowie uczyli nas myśleć – mówiła kilka lat temu w wywiadzie dla „Dziennika Polskiego”, wspominając z ognikami w oczach historię sztuki z Tadeuszem Chrzanowskim i filozofię z księdzem Józefem Tischnerem.

    Swojego przyszłego męża poznała w Krakowie, studiował historię. – Duży, wesoły, erudyta, oddany pracy. Ciepły i rubaszny – wylicza Zbigniew Starzec, starosta oświęcimski. Na dodatek kapitan drużyny szczypiornistów i zapalony piłkarz. Ślub wzięli w 1987 roku, mieszkali w bursie. Beata Szydło pisała doktorat na Wydziale Filozoficzno-Historycznym i pracowała w dziale folkloru Muzeum Historycznego. Organizowała między innymi konkurs tradycyjnych szopek i pochody Lajkonika.

    Doktoratu nie napisała, a muzeum przestało jej wystarczać. W połowie lat 90. Szydłowie wrócili do Przecieszyna, gdzie wybudowali niebieski dom z wielkim ogrodem (oczko w głowie pana Edwarda) i rozdzielili role. Mąż zajął się pracą w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym, myślistwem i pszczelarstwem, ona powoli zaczęła angażować się w sprawy samorządowe.

    W 1998 roku została burmistrzem. Najmłodszym w Małopolsce (miała wówczas 35 lat) i pierwszą kobietą na czele gminy górniczej.

    – Tworzyliśmy bardzo fajny zespół. Byli w nim ludzie, którzy chcieli coś dobrego zrobić dla regionu. To nie była jeszcze polityka, tak tego nie nazywaliśmy, ale autentyczna praca samorządowa. Służba – wspomina ten okres Teresa Jankowska, wówczas dyrektorka Ośrodka Kultury w Brzeszczach.

    Do dużej polityki Beata Szydło dopiero dojrzewała.

    Buster Keaton sceny politycznej

    Potrafiła doskonale dzielić obowiązki między pracę i dom, urząd i dwóch synów, Tymoteusza i Błażeja. Problemów wychowawczych raczej z nimi nie miała.

    – Bo to świetni uczniowie byli, błyskotliwi, inteligentni, brali udział w konkursach, spektaklach, Tymek prowadził kabaret. Nie musieliśmy nigdy wzywać rodziców do szkoły – opowiada dyrektorka Mariola Polak. – Za to państwo Szydłowie chętnie angażowali się w życie podstawówki. Zawsze aktywni, skorzy do pomocy, bez żadnego przymusu.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (4)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Takiej nam trzeba

    myśl lenina (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 4

    Na premiera. Kobieta z prowincji potrafi. Był już taki ustrój, w którym podobno mogła rządzić kucharka. Ale się zbył.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    szydło

    as (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    co będzie jak wyjdzie z wora ?

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    SIE NIE POLI, ale...

    Kanka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    TA PANI POWINNA ZOSTAĆ PREMIEREM - gdyby Jarosław Kaczyński - najinteligentniejszy wśród polityków (choć nie inżynier, jak Ojciec) - ogłosił Jej desygnowanie jeszcze przed wyborami. Jeśli tego...rozwiń całość

    TA PANI POWINNA ZOSTAĆ PREMIEREM - gdyby Jarosław Kaczyński - najinteligentniejszy wśród polityków (choć nie inżynier, jak Ojciec) - ogłosił Jej desygnowanie jeszcze przed wyborami. Jeśli tego nie uczyni, to będzie to nie pierwsza szansa zmarnowana przez Kaczyńskiego.
    Droga zawodowa p. Beaty Szydło często wiodła przez straż pożarną. Choćby z tego względu ma Ona - jak sądzę - dobre stosunki z inżynierem Pawlakiem. Stad dla PiS szansa zdobycia oddanego koalicjanta po wygraniu jesiennych wyborów do nowego Sejmu. A DLA PSL SZANSA pozbycia się odium wiernego aż do przesady zaplecza SOBIEPAŃSTWA tych platfusów z PO, na które już "PORA ZE DWORA" (patrz: www. BAWELNA _ Twój nowy blog)

    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Kobitka ma talent

    kasienka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 7 / 3

    mam nadzieje, ze to przyszly premier.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo