"Sprawa Grabarczyka" to najtrudniejszy test Kopacz

    "Sprawa Grabarczyka" to najtrudniejszy test Kopacz

    Agaton Koziński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Zamieszanie wokół ministra sprawiedliwości to najpoważniejsze wyzwaniedla Ewy Kopacz od czasu kryzysu wizerunkowego sprzed pięciu miesięcy. Zagraża fundamentowi, na którym zbudowała rząd, i może przesądzić o jej przyszłości.
    Ewa Kopacz czeka na ustalenia prokuratury i dopiero na ich podstawie zamierza zdecydować, co zrobi w sprawie Cezarego Grabarczyka i podejrzeń, że w nielegalny sposób zdobył pozwolenie na posiadanie broni. Jednak z decyzją prokuratury może być problem. Jeszcze w środę prokurator Krzysztof Drygas był gotów postawić ministrowi sprawiedliwości zarzuty w związku z poświadczeniem nieprawdy przy egzaminie, który trzeba zdać, chcąc uzyskać prawo do posiadania pistoletu.
    Jednak zanim do tego doszło, został odsunięty od śledztwa. Powód? Błędy przy jego prowadzeniu i niekompletny materiał dowodowy - zakomunikowała Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim, która zajmuje się tą sprawą.

    Dziś widać, że sprawa będzie się ciągnęła jeszcze co najmniej kilka dni. Grabarczyk, ustami rzeczniczki prasowej jego ministerstwa, podkreśla bowiem, że posiada pozwolenie na broń, a w całej sprawie jest świadkiem, a nie podejrzanym (choć na zadane wprost przez "Polskę" pytanie, czy minister przystąpił do egzaminu praktycznego, rzeczniczka odpowiedziała tylko, że minister nie komentuje sprawy). Trwa śledztwo wyjaśniające, jak było rzeczywiście. Chodzi przede wszystkim o egzamin praktyczny. Każda osoba starająca się o licencję na broń musi bowiem zdać część teoretyczną, a także zaliczyć egzamin ze strzelania. Jak relacjonuje portal TVN24.pl, prokuratura znalazła potwierdzenie, że Grabarczyka na tym egzaminie nie było. Ale nie ma na to twardych dowodów - jedynie poszlaki w postaci rozmów z osobami, które tego dnia były na strzelnicy i nie widziały go na niej oraz potwierdzenia od operatora sieci komórkowej dowodzące, że jego telefon tego dnia nie logował się do sieci w bezpośrednim sąsiedztwie strzelnicy (najbliższe logowanie miało miejsce w odległości 3,6 km od miejsca egzaminu). To solidne poszlaki do tego, by śledztwo kontynuować, ale - jak informują reporterzy TVN24.pl - kolejni prokuratorzy, którzy chcieli je kontynuować, byli od tej sprawy odsuwani.

    Właśnie przez to cała sytuacja stała się bardzo skomplikowana. Wprawdzie sprawa z daleka wygląda bardzo nieciekawie i stawia ministra w złym świetle, ale jak do tej pory nie widać twardych dowodów potwierdzających, że Grabarczyk poświadczył nieprawdę (fakt wzięcia udziału w egzaminie praktycznym trzeba potwierdzić podpisem) lub nadużył władzy. Pozostaje kwestia standardów - a więc de facto oceny dokonanej przez politycznego zwierzchnika. Czyli Ewę Kopacz. Biorąc pod uwagę, że trwa kampania wyborcza, a więc jakiekolwiek tego typu zamieszanie może tylko szkodzić, szefowa rządu i Platformy powinna jak najszybciej efektownie zdymisjonować ministra sprawiedliwości. Ale ona zamiast wykazać się i ciąć, decyzje odwleka. W sumie nic w tym dziwnego. Grabarczyk jest filarem jej rządu, cały pomysł konstruowania gabinetu oparła na nim oraz na Grzegorzu Schetynie. Gdyby więc nagle jednego filaru zabrakło, cała układanka bardzo niebezpiecznie by się przechyliła i zagroziła przewrotką. A Kopacz wie, że wcale nie ma gwarancji, że spod tych politycznych gruzów udałoby się jej wyjść cało.
    Na razie Grabarczyka broni to, że nie ma przeciw niemu dowodów. Ale poszlaki stawiają go w złym świetle
    Obecna sytuacja wygląda na poważniejszy polityczny test niż ten, który przeszła na samym początku swego premierowania. Na początku sama sobie komplikowała życie, ale głównie wpadkami wizerunkowymi. Po wymianie ekipy odpowiedzialnej za te sprawy w KPRM wszystko stanęło na nogach i wyraźnie było widać, jak premier krzepnie na swoim stanowisku. Teraz przekonamy się, jak bardzo okrzepła. Sposób, w jaki wybrnie z tej sprawy, zdefiniuje styl jej premierowania i przewodniczenia partii w wyborach parlamentarnych.

    W kuluarach zwolennicy Grabarczyka kolportują informację, że za tą sprawą stoi Schetyna. Nie ma na to dowodów, ale podobnie sytuacja wewnątrz Platformy wyglądała w czasach, gdy obecny szef dyplomacji rywalizował o wpływy w partii z Donaldem Tuskiem. Ówczesny premier zarzucał Schetynie, że kołysze Platformą, gra na osłabienie jego pozycji. Konsekwentnie też go osłabiał, m.in. doprowadzając do utraty przez niego stanowiska szefa dolnośląskiej PO (obecnie jest nim Jacek Protasiewicz, który wygrał ze Schetyną partyjne wybory na Dolnym Śląsku). Gdy do tego doszło, wyglądało, że kariera Schetyny w PO znalazła się w ślepej uliczce: w pewnym momencie na poważnie nawet rozważano plotki o tym, że zostanie on ambasadorem w Moskwie.

    Przy Ewie Kopacz Schetyna poszedł w górę. Premier uznała, że Platforma w okresie zmiany władzy potrzebuje stabilizacji, więc awansami rządowymi doceniła dwie najsilniejsze frakcje: spółdzielców Grabarczyka i schetynowców. Konflikt, który od zawsze miał miejsce między tymi dwiema grupami, został załagodzony, wyglądało na to, że obie są zadowolone ze status quo. Odwołanie Grabarczyka ze stanowiska ministra sprawiedliwości tę równowagę gwałtownie by załamało. Doprowadziłoby do poważnego osłabienia spółdzielni - a że życie nie znosi próżni, to pustą przestrzeń natychmiast zapełniłby Schetyna.

    Przed Kopacz są teraz trzy wyjścia. Pierwsze to zareagować zgodnie z tym, co podpowiada pierwsza myśl o tej sprawie, a więc zdymisjonować Grabarczyka. Zwleka z tym: być może dlatego, że wcześniej próbuje ustalić zasady współpracy ze Schetyną na nowych warunkach. Gdy tylko z nim się porozumie, na głowę ministra sprawiedliwości spadnie jej miecz. Brzmi dobrze. Pytanie tylko, czy można zbudować trwały sojusz z dążącym do władzy absolutnej Schetyną.

    Drugi scenariusz to pójście drogą Tuska, a więc próba wyrwania się z uścisku platformianych frakcji, stanięcia poza nimi i rozgrywania ich delikatnymi ruchami. "Przycinania" - jak określano styl Tuska. To rozwiązanie także nie wyklucza dymisji Grabarczyka, ale jego konsekwencją byłaby szybka potrzeba osłabienia jakimś zagraniem Schetyny. To rozwiązanie jest na pewno najbardziej atrakcyjne, najbardziej kuszące, ale też najtrudniejsze, gdyż oznaczałoby całą serię wstrząsów wewnątrz PO, które na pewno nie poprawiłyby jej notowań przed wyborami.

    Wreszcie scenariusz trzeci - zamiecenie sprawy pod dywan. Nie jest to niemożliwe. Wystarczy, że w czwartek, piątek pojawi się jakieś mocne wydarzenie, które przykuje uwagę mediów i da chwilę czasu na uporządkowanie spraw, by ten temat przestał być tak gorący i wymagać natychmiastowej reakcji.

    Przed Kopacz czas decyzji - musi wybrać jedno z trzech, bardzo trudnych w realizacji rozwiązań. Od tego, jak z tego wybrnie, zależy jej przyszłość w roli premiera i szefa Platformy.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    zbrodnicze panstwo

    59 latek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    stara locha

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo