Za duży ten zgiełk

    Za duży ten zgiełk

    Janina Paradowska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Najwyższa Izba Kontroli nie zostawiła suchej nitki na działalności Krajowego Biura Wyborczego przed wyborami samorządowymi. Nie zostawiła suchej nitki na kwestiach organizacyjnych, bowiem NIK nie kontroluje Państwowej Komisji Wyborczej ani samych wyborów.
    Janina Paradowska

    Janina Paradowska ©Fot. Polskapresse

    Że z kwestiami organizacyjnymi było marnie, widzieliśmy przez tydzień po wyborach i NIK w zasadzie potwierdziła, że z fachowością w przygotowaniu systemu informatycznego było bardziej niż marnie, błędów i zaniedbań na każdym etapie było mnóstwo, tak w zamówieniach, jak w realizacji. Czy przyczyną była rutyna, czy brak fachowych sił, czy też odwieczna nasza zasada, że jakoś to będzie, trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Zapewne wszystkiego po trochu. Czy było korupcyjnie, co zdaje się sugerować NIK, i co byłoby zarzutem poważnym, zobaczymy. Kontrolerzy czasem lubią zbyt ostre wejścia, z których później niewiele wynika. Konkluzja, a zarazem przestroga NIK jest jednak istotna, bowiem nakazuje, aby w najbliższych wyborach prezydenckich i parlamentarnych głosy liczyć ręcznie, a system informatyczny znajdzie się w tle. Nowa PKW z wnioskami się zgodziła. I dobrze, bo obyło się bez politycznej awantury, nawet jeśli NIK przesadziła, bo i tak zamieszania mamy dość.

    Najważniejsze, że - jak pokazały sądowe skargi na prawomocność wyborów samorządowych, w zdecydowanej większości oddalone - nikomu nie udało się podważyć ich legalności, choć w niektórych miejscowościach trzeba było je powtarzać. Kontrola sądowa zdała więc egzamin. Jednak ruch wokół liczenia głosów w wyborach prezydenckich narasta i należy się liczyć z próbami kwestionowania ich wyników. PiS nie może całkowicie odpuścić hasła permanentnego fałszowania wyborów i już powołuje całą strukturę specjalnego partyjnego biura kontroli, co nie jest zapowiedzią nową, bo podobne poprzedzają wszystkie wybory. Słabo się jednak sprawdziły, skoro fałszerstw nie wykazano. Ale przecież nie o rzeczywiste fałszowanie chodzi, ale o klimat wiecznej podejrzliwości. To PiS też wie.

    Tym razem jednak sama PKW wprowadza dodatkowe zamieszanie, alarmując, że mogą być kłopoty, tym razem nie z liczeniem głosów, ale ze spisami wyborców. Ponoć wadliwa jest wdrażana przez MSW aplikacja, z której pobierane są dane, spisy mogą więc być nieaktualne. PKW sygnalizuje to w pismach rozsyłanych do delegatur Krajowego Biura Wyborczego, także w wyjaśnieniach kierowanych do opinii publicznej. Szkoda, że PKW o ewentualnych kłopotach w pierwszym rzędzie nie zawiadomiła MSW, które odpowiada za bazę PESEL, bo ministerstwo raczej zdumione odpowiada, że w czasie, kiedy działa kwestionowany system, odbyło się już wiele uzupełniających wyborów samorządowych i nikt nie zgłaszał żadnych problemów. Przedstawiciele MSW mówią wręcz, że PKW niepotrzebnie wprowadza dodatkowe napięcie. Dobrze jest, kiedy instytucje odpowiedzialne za wybory najpierw rozmawiają ze sobą, bezpośrednio wyjaśniając wątpliwości. Unika się wtedy podejrzeń, że chodzi o jakieś polityczne rozgrywki, a nie o dokładność i przejrzystość całego procesu wyborczego, a takie właśnie podejrzenia się rodzą. Wystarczająco dużo było kłopotów w przeszłości, by po prostu wyciągnąć wnioski z porażek i wybory przygotować lepiej. Tym bardziej że zarówno prezydenckie, jak i parlamentarne nie są tak skomplikowane jak samorządowe. Ile głosów padnie na każdego z 11 kandydatów do prezydentury, nawet ręcznie policzyć można szybko i bez błędów. Najwyraźniej sama, mocno nudnawa kampania nie wystarcza i atmosferę wokół wyborów trzeba jakoś podgrzewać.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo