Data dodania: 2011-03-17 15:49:36 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2011-03-18 08:15:09
(© Fot. AP Photo)
- 51 proc. Polaków uważa, że wejście Polski do strefy euro będzie niekorzystne. Zwolenników wprowadzenia wspólnej waluty jest znacznie mniej - 17 proc. społeczeństwa sądzi, że będzie to pozytywne - wynika z badań TNS OBOP. W porównaniu z poprzednim badaniem (2-5 grudnia 2010 r.) znacznie zwiększył się odsetek osób postrzegających zamianę złotego na euro jako niekorzystną (wzrost o 10 punktów proc., z 41 proc. do 51 proc.).
piekilk (gość), 26.03.11, 18:40:54
Negocjacje wejścia Polski do strefy Eurodolara zaczęły się od 1euro za 1złotówkę UE zgodziła się od razu na 2euro za 1zł po namyśle UE stwierdziła że 2,70euro dla tych co mają doskonałe przedstawione przed komisją Świadectwa Pracy wypracowane przeze mnie na giełdzie finanse wymiany wzrosłyby do 3,10euro dla dobrych ocen pracy oraz 2,50euro wymiany za 1złotówkę dla poniżej ostatecznie wypracowałem wymianę 4euro do doskonałych świadectw wykonywanej pracy do 2,50euro. Tusko twardo negocjował równe szanse 0,50 eurocentów za jedną złotówkę.
odpowiedzi (0)
skomentujinz. Zbigniew Burnatowski (gość), 22.03.11, 00:07:58
Ci co na codzien nie maja z nim do czynienia, sadze ze nie beda mogli o nim zbyt duzo powiedziec, ale osobiscie uzywajac tej waluty od kilkunastu lat, jestem z niej bardzo niezadowolony. Szczegolnie bilon jest pod zdechlym azorem. Malo widoczne wielkosci wskazujace na wartosc poszczegolnych monet, a jak ich tla sciemnieja, to prawie wcale golym okiem nie mozna dojrzec jaka jest wartosc danej monety. Do tego wszystkiego monety te sa ciezkie i kilka ich w portmonetce, ciagnie spodnie w dol. Jezeli chodzi o banknoty papierkowe, to poza tym, ze kika z nich ma podobne kolory , nie ma wiekszych zastrzezen. Jedno glowne zastrzezenie, ze za wymienione euro nie mozna kupic tej samej ilosci towaru co za marki lub zlote. Bo na tym polegal miedzy innymi caly sens wymiany, zeby ludzi uderzyc po pownej czesci ciala i to sie znakomicie udalo tym ktorzy dokonali tej operacji. Szczegolnie w zakupie podstawowych drobnych rzeczy, wartosc eura dochodzi jak 1:1.
odpowiedzi (0)
skomentujbjolka (gość), 18.03.11, 16:45:51
Nie zgadzam się na wprowadzenie euro w naszy kraju.Już obecnie ciężko się żyje emerytom , a co to by było po wrowadzeniu euro.Dla bogatych , to woda na młyn.Im nic nie zaszkodzi.Jesteśmy bardzo biednym i zadłużonym krajem .Czy PO chce nas emerytów uśmiercić?
odpowiedzi (0)
skomentujMAKS (gość), 17.03.11, 18:15:26
Na fali entuzjazmu wobec przyjęcia przez Polskę wspólnej europejskiej waluty, warto się zastanowić, co stracimy. Szczególnie, że w zalewie medialnej papki przedstawiającej same korzyści ze wstąpienia do strefy euro, rzadko jesteśmy informowani o drugiej stronie tego medalu.
Ostatnio premier Tusk stwierdził, że do przyjęcia wspólnej waluty będziemy gotowi w 2011 r. Dotychczas mówiło się o roku 2012, jako oczekiwanym terminie jej przyjęcia. Czy to aby nie jest zbytni pośpiech? Warto wiedzieć co tracimy na odejściu od złotego.
Polska wyrzeka się praw
Po pierwsze, wraz ze wstąpieniem do strefy euro Polska zrzeka się prowadzenia własnej polityki monetarnej na rzecz Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Rezygnujemy wtedy z samodzielnego ustalania wysokości stóp procentowych. Zwolennicy wspólnej waluty często bagatelizują ten problem, jednak jest on niezwykle istotny. Nie miejmy złudzeń, EBC w swojej polityce będzie kierował się dobrem całej Unii Europejskiej, a w szczególności dobrem krajów takich jak Francja, Włochy czy przede wszystkim Niemcy. Te kraje bowiem mają największy udział w PKB strefy euro i ich dobrobyt z punktu widzenia EBC jest najważniejszy. Polska ze swoim ok. 3-proc. wkładem w PKB Unii Europejskiej będzie dla Europejskiego Banku Centralnego krajem drugiej kategorii.
Skokowy wzrost inflacji
Kolejny problem dotyka już bezpośrednio portfeli naszych obywateli. Nie było chyba takiego kraju, gdzie po przyjęciu euro ceny nie poszły w górę, a realne pensje nie obniżyły się. W takich wypadkach zawsze ceny były zaokrąglane do góry, natomiast wynagrodzenia zaokrąglano w dół. Najbardziej wymowny jest przykład Austrii, gdzie ceny od czasu przyjęcia wspólnej waluty (2004 r.) poszybowały o minimum kilkadziesiąt procent. Na austriackim portalu OE24.at zostały podane dane na temat wzrostu cen od momentu przyjęcia euro. Wystarczy przyjrzeć się zaledwie kilku produktom: mleko podrożało o 29 proc., wino o 20 proc., prąd aż o 104 proc., bilety do muzeów średnio o 42 proc., pomarańcze o 45 proc., taryfa taxi o 18 proc.
Straci zwykły Kowalski
Zbyt szybkie przyjęcie euro grozi spadkiem realnej wartości naszych oszczędności lokowanych w złotówkach. Rynkowi eksperci zgodnie twierdzą, że złotego czeka dalsze umacnianie się względem euro i jest to trend na co najmniej kilka lat. Jeśli przyjmiemy wspólną walutę zbyt szybko wartość naszych lokat bankowych przeliczonych na euro będzie mniejsza. Obrazuje to następujący przykład. W chwili obecnej kurs złotego do euro to ok. 3,40, więc za każde 10 tys. PLN na lokacie otrzymamy 2941 EUR. Jest bardzo możliwe, że w 2011 r. kurs będzie wynosił ok. 3,1 PLN za 1 EUR. Wówczas za każde 10 tys. PLN otrzymamy 3225 EUR. Gdyby poczekać jeszcze parę lat, aż kurs złotego wyniesie ok. 2,8 PLN za 1 EUR, to każde 10?000 PLN naszych oszczędności zostanie przeliczone na 3571 EUR. Jak widać nie warto się spieszyć z przyjęciem wspólnej waluty.
Nie chcą euro
Polscy politycy powinni pamiętać, że Wielka Brytania, Szwecja i Dania nie bez powodu nie chciały wspólnej waluty i zastrzegły to w traktatach akcesyjnych. Ich negocjatorzy zdawali sobie sprawę, że w razie kryzysu gospodarczego przynależność do strefy wspólnej waluty pozbawia istotnych narzędzi w polityce państwa, czyli obniżania stóp procentowych i obniżania wartości rodzimej waluty. Bank Anglii nie raz pokazał, że umie tak manipulować kursem funta by zwiększyć konkurencyjność gospodarki i zapewnić sobie tanie surowce z zagranicy. Może dzięki temu właśnie gospodarka UK, pomimo ostatnich kłopotów, zaliczana jest do najprężniejszych w całej Europie.
Państwo nie pomoże
Kraje w strefie euro borykają się z coraz silniejszym sprzeciwem wobec wspólnej waluty. Co ciekawe, jednymi z największych jej przeciwników są drobni przedsiębiorcy, którzy mieli w założeniach być jednymi z beneficjentów wstąpienia do strefy euro. Niestety, rządy tych krajów same pozbawiły się możliwości dewaluacji rodzimej waluty w celu zwiększenia słabnącej konkurencyjności firm. Nic dziwnego, że w takich krajach, jak na przykład Włochy, narasta sprzeciw wobec wspólnej waluty.
Artur Skoneczko
Źródło: http://biznes.onet.pl/7,1486253,prasa.html
Co tak naprawdę mówi na temat euro Raport NBP
Do jakiego wniosku można dojść po krytycznej analizie raportu NBP "na temat pełnego uczestnictwa Rzeczypospolitej Polskiej w trzecim etapie Unii Gospodarczej i Walutowej"? Głównie do takiego, że ukrywa on niewygodne fakty i produkuje bełkot.
Istnieje taka stara prawda, że to co dla Ciebie wygodne, powinieneś mówić wprost i łatwym językiem, a to co niewygodne zapakuj w skomplikowany bełkot, tak aby Cię nikt nie zrozumiał.
Ten raport, to nic innego aniżeli przekucie powyższych słów w czyn. Po zapoznaniu się z całym raportem (479 stron nowomowy i żargonu ekonomicznego) wysuwam tezę, że nikt kto zapoznał się z raportem i zrozumiał, co jest w nim napisane, nie może dojść do wniosku, że euro jest jednoznacznie korzystne dla Polski.
Nie będę pisał o korzyściach wprowadzenia euro, bo ten prawie pięćsetstronicowy dokument mówi o nich tak przystępnym i zrozumiałym językiem, że dziecko jest w stanie zrozumieć, o co chodzi. We fragmentach poświęconych kosztom pozbycia się naszej narodowej waluty, raport jest już mniej zrozumiały. Tu zaczynają się już zawiłe tłumaczenia. Przypadek? Warto poświęcić się lekturze; Jedyne 479 stron!
Szczególnie uważnie należy przeczytać jeden z fragmentów ze strony 176. Interpretacja tego zapisu jest niezwykle trudna.
Co mówi raport NBP o [Nie]„Adekwatności polityki EBC do polskiej gospodarki”
"Istnieje ryzyko strukturalnego (długookresowego) niedopasowania poziomu stopy EBC. (...) Naturalna stopa procentowa dla strefy euro jest prawdopodobnie niższa niż jej wielkość dla polskiej gospodarki. Oznacza to, że w ramach członkostwa w strefie euro realna stopa procentowa w Polsce będzie najprawdopodobniej niższa niż miałoby to miejsce w warunkach niezależnej polityki pieniężnej realizowanej przez RPP. Niedopasowanie stopy EBC mogłoby prowadzić do efektów procyklicznych. Spadek kosztu kapitału z jednej strony sprzyjałby wzrostowi nakładów inwestycyjnych, ale z drugiej strony mógłby doprowadzić do silnego wzrostu konsumpcji finansowanej tańszym niż dotychczas kredytem.
W takich warunkach wpływ realnej stopy procentowej byłby procykliczny i powodowałby nadmierny wzrost popytu, który z kolei zwiększałby presję inflacyjną. Krytyka Waltersa nie uwzględnia jednak funkcjonowania kanału konkurencyjności, który w przeciwieństwie do procyklicznego oddziaływania kanału realnej stopy procentowej pełni rolę mechanizmu dostosowawczego. Z jednej strony wzrost inflacji (a) poprzez obniżenie poziomu realnej stopy procentowej oddziałuje w kierunku wzrostu popytu krajowego. Z drugiej jednak strony, wyższe ceny oznaczają pogorszenie konkurencyjności producentów krajowych(b) (ze względu na wzrost jednostkowych kosztów pracy), co znajduje odzwierciedlenie w realnej aprecjacji kursu walutowego i spadku popytu na ich produkty. Wiążący się z tym spadek dynamiki produkcji przekłada się z kolei na niższe dochody, a tym samym na ograniczenie popytu i presji inflacyjnej."[/i]
Ile osób tak naprawdę zrozumiało, o czym traktuje ten fragment raportu? Jestem ciekaw, ilu redaktorów sugerujących, że Raport NBP jednoznacznie mówi, że "Przyjęcie euro będzie korzystne” zapoznało się z nim i zrozumiało treść tej cegły?
Przytoczony fragment raportu wyraźnie sugeruje, że:
- choć istnieje ryzyko inflacji (tu raport relatywizuje to dodatkowo słowem "prawdopodobnie"),
- to nie mamy się tym zbytnio przejmować, ponieważ zachodzi jeszcze inne zjawisko, które działa w przeciwną stronę, wyhamowuje inflację i wszystko będzie w porządku.
Nie! Nie będzie wszystko w porządku! Choć to, co jest tam napisane, to w 100 proc. prawda i nikt nie skłamał. Przemilcza się jednak fakt, że prawdopodobieństwo spełnienia się ryzyka niedopasowania stóp EBC również oscyluje w okolicach 100 proc., co można wydedukować z lektury innych fragmentów raportu. Próby relatywizacji i chowania tak istotnych zagrożeń są wg mnie nie do przyjęcia.
Reasumując. Po wprowadzeniu euro
a) wzrośnie inflacja
b) i jednocześnie ze spadkiem konkurencyjności naszego kraju
c) wzrośnie bezrobocie. Powodem tego jest to, że pogorszy się konkurencyjność naszych producentów krajowych, czyli mówiąc po ludzku, będzie ciężko sprzedać wszystko co produkowane w Polsce. Będziemy za drodzy i konsumenci z innych krajów przestaną kupować nasze produkty. Będziemy mieli szansę stać się jedynie rynkiem zbytu. Nie będzie się opłacać otwierać w Polsce nowych fabryk, ponieważ tak samo jak produkty, również praca stanie się droższa. A mniej pracy dla chcących pracować, to więcej bezrobotnych.
To jest tylko jeden przykład. W raporcie czytamy jeszcze o praktycznym braku wpływania na decyzje EBC. Zatem cóż to za decydowanie, jeśli ma się jedynie prawo głosu? Prawo, z którego nie będzie można skorzystać niemal w połowie głosowań. Dowiadujemy się też m.in. o kosztach krótkoterminowych (np. wg obliczeń NBP, to ponad 20 mld PLN jedynie za samo wprowadzenie nowej waluty), długoterminowych, o kontynuacji wzmacniania się euro, związanym ze stopniowym trendem "pozbywania" się dolara i zwiększania rezerw dewizowych w euro. Ten trend może mieć ogromne negatywne długoterminowe skutki na całą strefę euro. Przykładów można mnożyć, a są one ładnie przygotowane dla amatorów szarad i łamigłówek. No cóż, przecież Enigmę złamał Polak.
Tak na poważnie - myślę, że gdyby wyjaśnić wszystkie koszty i zagrożenia przekładając na zrozumiały i przystępny język oraz powiedzieć wprost, co one oznaczają, to wiele nagłówków naszych gazet zmieniłoby swój ton... z euforii na strapienie. Chyba, że istnieje, jeszcze jakaś inna, nieznana mi bliżej siła, która może ignorować fakty i wpływać na nagłówki gazet?
Ekspertyza profesorów SGH i UW o wprowadzeniu euro w Polsce: http://d.wiadomosci24.pl/g2/pdf/974_c32c7b5675a6080241ff12d6b09cb572.pdf
odpowiedzi (0)
skomentujjasio (gość), 17.03.11, 17:26:13
Czyli bardzo dobrze, że istnieje wielka kontra armia Kaczyńskiego. Inaczej, przy pomocy działań partyzantki Tusk & Co, bylibyśmy już od trzech lat w korytarzu reaktora promieniotwórczego pod nazwą RM2.
odpowiedzi (0)
skomentujInformacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl
Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie
Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00
ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl
Reklama
- Nie chcę teraz czuć atmosfery Euro. Chcę ją poczuć dopiero wtedy, kiedy wyjdę na pierwszy mecz z Grecją i wysłucham Mazurka Dąbrowskiego - powiedział nam Wojciech Szczęsny po wtorkowym meczu reprezentacji Polski z Łotwą. Z Lienz pisze nasz korespondent - Paweł Kucharski. »
Reklama
Rozpoczynamy proces zmian w serwisie PolskaTimes.pl Już teraz odświeżyliśmy nieco wygląd strony głównej i menu, pojawiły się też funkcjonalności, które - mamy nadzieję - ułatwią Wam dotarcie do najważniejszych informacji i zachęcą do udziału w dyskusji. Kolejne zmiany już wkrótce. Czekamy na Wasze opinie i sugestie. »
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.