Menu Region

Z polskiego na ichnie

Z polskiego na ichnie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Lis

4Komentarze Prześlij Drukuj
W łańcuszku podziękowań i gratulacji dla wszystkich, którzy pracowali nad porozumieniem w sprawie tarczy rakietowej kilka osób niestety pominięto. Szczególnie jedną. Ową panią, która wystąpienia naszych gratulujących sobie i innym prezydenta i premiera tłumaczyła.
Nie znam nazwiska owej pani tłumacz. Chciałbym się jej jednak nisko pokłonić. Wśród osób, które w czasie uroczystości podpisania porozumienia mówiły, była ona obok sekretarz stanu Condoleezzy Rice jedyną osobą, która zachowała się z prawdziwą klasą. Więcej, inteligentnie broniła naszej racji stanu.

Jak broniła? Omijając fragmenty wystąpień prezydenta i premiera, które budziły zażenowanie. Ominęła więc meldunki składane, a to Rzeczpospolitej, a to poprzedniemu rządowi. Fakt, nie mogła ominąć ani śmiechu prezydenta, gdy premier mówił po angielsku, ani premiera, gdy wygłaszał trzy wyuczone na pamięć zdania.

Ale zrobiła to, co mogła. Najwyraźniej na poważnie wzięła słowa Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, że wydarzenie jest historyczne, i tłumaczyła obu tak, by goście zza oceanu nie poczuli, że są nie w kancelarii premiera, ale w piaskownicy. Udało się jej.

Ktoś kiedyś powinien zebrać historie, które mieliby do powiedzenia tłumacze przekładający na obce języki wypowiedzi naszych polityków najważniejszych i mniej ważnych. To byłaby może najprawdziwsza historia naszej polityki, do tego pełna anegdot, od których pokładalibyśmy się pewnie ze śmiechu.

Czy ktoś pamięta na przykład, jak to w pierwszą swą podróż zagraniczną po zdobyciu władzy przez Solidarność wyjechał Lech Wałęsa? Na jakimś wielkim spotkaniu, chyba w Waszyngtonie, Wałęsa zaczął od pełnych wdzięku słów "mili Państwo". Na co tłumacz mówi: "ladies and gentelmen" - to się nazywa dopiero wolne tłumaczenie. Wolne, a jednocześnie rozsądnie skrępowane wyczuciem i rozsądkiem.

Swoją drogą ciekawe, skąd u tych naszych tłumaczy polityczny zmysł i wielki takt sprawiające, że wiedzą, iż pewnych rzeczy mówić nie wolno, że w pewien sposób wypowiadać się nie należy i w związku z tym przerabiających wypowiedzi naszych przywódców tak, by pasowały do cywilizowanego świata.

Dla wizerunku Polski w świecie panie i panowie tłumacze zrobili naprawdę wiele. Nie należy więc narzekać, że ogromna większość naszych polityków albo nie zna języków albo je kaleczy. Dzięki temu tłumacze mogą ich dla ich własnego dobra ocenzurować, a tu coś dodać, a tu coś ominąć. Niestety my musimy ich słuchać bez tłumaczenia. W oryginale. I tłumaczyć sobie to wszystko musimy sami. A to, jak powiedziałby Donald Tusk, jest naprawdę "very tough".

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

4

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

etyka tu się kłania

+2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

tłumaczka (gość)  •

hm.. zmysł czy nie- zmysł, mamy pewne zasady i normy, dla tłumaczy symultanicznych(tych, co mówią jednocześnie z mówcą) normą jest przekazanie 60% tekstu mówcy, więc dopuszczalne są lekkie zmiany/modyfikacje oryginału z zachowaniem głównych wątków i sensu wypowiedzi.Tylko tyle i aż tyle

odpowiedzi (0)

skomentuj

no to klops

+2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ski (gość)  •

Panie Lis, przez te pochwały to kobieta może stracić pracę...

odpowiedzi (0)

skomentuj

Tłumacz tłumoków

+2 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Gumba (gość)  •

Tu masz rację Lis.

odpowiedzi (0)

skomentuj

na szczescie Lisa nie musimy sluchac..

+2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

tred (gość)  •

... i Bogu dzieki

odpowiedzi (0)

skomentuj