Media i Fotyga to ogień i woda. Trudny charakter szkodził minister bardziej niż jej decyzje (© Wojciech Barczyński/POLSKA)
Wiktor Świetlik
2008-08-21 23:41:28, aktualizacja: 2008-08-22 08:43:19
Życie Anny Fotygi obfituje w anegdoty. Choć jest nielubiana w Polsce, cenią ją w USA.
Condoleezza Rice za porozumienie ws. tarczy podziękowała Radosławowi Sikorskiemu i "swojej dobrej przyjaciółce" Annie Fotydze.
Ciepłe słowa sekretarz stanu USA pod adresem szefowej Kancelarii Prezydenta dziwią, jeśli wziąć pod uwagę emocje, jakie wzbudza ona nad Wisłą.A także jeśli uwzględnić fakt, że w tym samym dniu Fotyga odeszła z kancelarii.
- Media po prostu jej nie lubią, a ona ich - mówi jeden z jej byłych współpracowników. Fotyga unikała prasy. Uznaje jedynie kontakt poprzez faks. Marsowa mina stała się jej znakiem rozpoznawczym. Jest zamknięta i podejrzliwa.
Jej życie też nie obfituje w anegdoty. - Szukać o niej ciekawych historii, to jak oczekiwać upałów w styczniu - mówi jeden z pomorskich dziennikarzy. Fotygowie mieszkają w skromnej kamienicy w gdańskim Wrzeszczu. Sąsiedzi wskazują na sfatygowane volvo jako dowód, że Fotyga się na polityce nie dorobiła. Życie wiedzie spokojne i nader dyskretne. Najbardziej otworzyła się rok temu przed "Przekrojem".
Relacjonowała bal, na którym była przebrana za rokokową latarnię. Choć Janusz Lewandowski, europoseł PO, pamięta ją z drugiej połowy lat 80. jako zaangażowaną działaczkę gdańskiego podziemia: - To były takie czasy, że co i rusz kogoś aresztowali, więc i odreagowywaliśmy mocno. Fotyga też bywała na tych prywatkach w wynajmowanych mieszkaniach.
Była wesołą oraz miłą osobą. Potem została szefową biura zagranicznego Solidarności. Pokój obok zajmował Lech Kaczyński, wiceszef związku. Ta znajomość miała zadecydować o jej karierze.
W latach 90. pracowała w wielu miejscach, doradzała m.in. Międzynarodowej Organizacji Pracy, aż w końcu w 2002 roku została wiceprezydentem Gdańska. - Wtedy nastąpił w niej jakiś przełom. Udzieliła jej się ta PiS-owska podejrzliwość, nieufność - twierdzi Lewandowski, który Fotygę rekomendował.
Jego protegowana zarzuciła prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi, że chce przekazać zarządzanie unijnymi funduszami w ręce "znajomych z PiS i PO". Zarzuty okazały się niejasne, a Fotyga odeszła.
W 2004 roku trafiła z list PiS do europarlamentu. Widać było, że sobie nie radzi w sytuacjach, w których trzeba brylować publicznie. - Była niewidoczna - opowiada Jacek Protasiewicz, europoseł PO.
W 2006 roku jej przyjście do MSZ lider PiS fetował mówiąc: "odzyskaliśmy MSZ". Jej czasy Bronisław Geremek określał jako najgorsze po 1989 roku. Fotygi broni jej ówczesny zastępca Paweł Kowal. - W stosunkach z Niemcami zaczęła mówić językiem racji stanu, a nie poprawności, a oni to doceniają. Miała dobre relacje z diasporą żydowską i watykańskimi dostojnikami. Umacniała relacje transatlantyckie.
To ostatnie doceniono w USA. Z Fotygą liczyła się ponoć nie tylko Rice, ale i wiceprezydent Dick Cheney. Ale polityka europejska w czasach Fotygi budziła wątpliwości. Zarzucano jej ksenofobię i granie na lękach. Życie lubi paradoksy: jej rodzice i brat od 30 lat są w Niemczech. Krytykę pani minister wywoływała jednak nie tylko jej polityka, ale i ona sama ze swoją nieprzystępnością. Dziś Paweł Kowal mówi, że mu to bardzo przeszkadzało, iż ustawiano ich na zasadzie: on - dobry, Fotyga - zła.
Ale inny były podwładny z MSZ Fotygi nie chwali. Zarzuca jej ambicjonalne wywołanie sporu, a później odstawienie na boczny tor grupy negocjującej traktat lizboński i wzięcie splendoru na siebie.
Splendor nie na wiele się przydał. Zdaniem naszych rozmówców z Pałacu Prezydenckiego Anna Fotyga liczyła na to, że będzie pierwszą osobą po prezydencie i że innych pierwszych osób nie będzie. Okazało się, że musi walczyć o wpływy ze sprawnie trafiającą do ucha Lecha Kaczyńskiego Małgorzatą Bochenek.
Odejście wiernej prezydentowi minister jest szansą Lecha Kaczyńskiego. Dziś największym problemem prezydenta jest jego zły obraz medialny. A Fotyga nadawała się do jego poprawiania jak siekiera do obcinania paznokci.
Jaka będzie jej przyszłość? Najbardziej prawdopodobny jest powrót do europarlamentu lub któraś z ambasad.
Zapewne nie będzie budziła wówczas aż takich kontrowersji, choć na to, że media ją pokochają, nie ma co liczyć. Po prostu nie nadaje się do tego, żeby stać się ich ulubienicą.
Współpraca Agata Kondzińska