Menu Region

Za restrukturyzację górnictwa zapłacimy wszyscy. Ile? To...

Za restrukturyzację górnictwa zapłacimy wszyscy. Ile? To zależy od rządu...

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Zbigniew Biskupski/AIP

2Komentarze Prześlij Drukuj
Pewne jest, że za restrukturyzację górnictwa zapłacimy wszyscy. Ale istotne jest czy zapłacimy mniej, czy więcej. I to zależy od rządu.
1/2

(© FOT. BARTOSZ PUDELKO)

Restrukturyzacji górnictwa nie da się przeprowadzić siłami samej branży czy regionu. Potrzebne jest więc wsparcie ze strony państwa, a więc budżetu, czyli naszych podatków. W ten sposób zapłacimy po raz pierwszy.

Czy to jest sprawa wszystkich Polaków, a nie tylko branży i regionu – czytaj, czy musimy się wszyscy składać na restrukturyzację górnictwa?

Tak. To jest w naszym wspólnym interesie.


Co to jest ta restrukturyzacja
To jest po prostu dostosowanie branży górnictwa do warunków rynkowych. Kopalnie, jak każda inna firma – rodzinna albo koncern, powinna działać według reguł popytu i podaży, które kształtują ceny produktu (węgla), generują na niego popyt, a ten wpływa na ilość dostarczanego na rynku węgla. Jeśli cena jest wysoka są chętni do inwestowania w branżę, gdy niska – wypadają z rynku ci, którzy mają zbyt wysokie koszty.

Niby proste, a jednak jak się okazuje trudne do wykonania.

Z kilku powodów. Przede wszystkim urynkowienie branży węglowej nie jest możliwe z dnia na dzień. Przy wydobyciu węgla pracuje ponad 100 tys. osób, ok. 150 tys. świadczy usługi na ich rzecz. I na tym nie koniec. Trzeba bowiem jeszcze uwzględnić choćby najbliższe otoczenie. Jeśli takiej liczbie osób spadną dochody, natychmiast w kłopoty popadną firmy handlowe i usługowe w miejscowościach, w których te osoby za swoje dochody nabywają towary i usługi (tak na marginesie w ten sposób budżet państwa straci podatki z ich biznesów i będzie musiał zwiększyć wydatki na zasiłki dla bezrobotnych oraz potrzebujących pomocy społecznej).

Na restrukturyzację potrzeba lat, bo inaczej kończy się to dramatycznie i nieetycznie jak stało się to w przypadku pracowników zlikwidowanych kombinatów rolnych czy z włókniarkami w Łodzi.

Restrukturyzacja górnictwa z pomocą państwa to nie jest sprawa tylko branży i Śląska. I to nie ze względów społecznych bynajmniej. Ale przede wszystkim nieuniknionych dla każdego podatnika kosztów. W dużym uproszczeniu można by to porównać – co niestety jest na czasie – z niespłaconym zobowiązaniem kredytowym, od którego nieustannie przyrastają odsetki i odsetki od odsetek.

Tak jest właśnie z restrukturyzacją górnictwa, która im później zostanie przeprowadzona, tym większy będzie jej koszt. Jak z kredytem, który nadął się do rozmiarów balonu i wysysa wszelkie wolne środki na obsługę. Tymczasem gdyby się spiąć i spłacić przynajmniej kapitał, można by mieć nie tylko kłopot z głowy, ale i środki na dalszy rozwój.

Problem w tym, że o konieczności urynkowienia branży węglowej wiadomo od zarania wprowadzenia gospodarki rynkowej w III RP, a więc lekko licząc od ponad 20. lat. Jednak żaden rząd nie miał odwagi i wyobraźni, by opracować plan – najlepiej kilkunastoletni – i konsekwentnie go realizować.

Gdy pojawiał się doraźny problem, jak obecnie z Kompanią Węglową, doraźnie go rozwiązywano. I na tym kończono.

Tak było na przykład 15 lat temu gdy górnicy z likwidowanych kopalń dostali po raz pierwszy odprawy. Kupili za nie lanosy i tico (wtedy szczyt motoryzacyjnych marzeń), ruszyli na zagraniczne wycieczki (wówczas także synonim luksusu). Tylko nieliczni stworzyli sobie miejsca pracy, głównie w postaci autokomisów, do których sprowadzali używane samochody z Niemiec. Ich liczba na Śląsku była równie wielka jak liczba tzw. lumpeksów czyli sklepów z używaną odzieżą. Gdy pieniądze się skończyły, wielu z nich zaczęło jeździć do pracy w kopalniach do pobliskiej Karwiny w Czechach; tam rąk do pracy w górnictwie brakowało. A gdy po latach przyszła koniunktura na węgiel w Polsce, skorzystali ze swoistej abolicji; zwolniono ich z klauzuli jaką podpisali w 2000 r., że biorąc odprawy nigdy już do pracy w górnictwie nie wrócą. Wrócili. Być może nawet są tacy, którzy odprawę dostaną po raz drugi.
1 3 »
2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Ile zarabiają pasożyty w zarządach kopalń mianowani przez mafię PO-PSL.

+2 / 0

Zdjęcie autora komentarza

 •

Kompania Węglowa chyli się ku upadkowi, ale jej dotychczasowi prezesi nie ucierpieli. Mało tego - zarabiali krocie. Jako przykład "Fakt" podaje przypadek Jolanty Strzelec-Łobodzińskiej.
"Była wiceminister gospodarki prezesem Kompanii została w 2011 roku i kierowała spółką przez kolejne 3 lata. Miesięcznie zarabiała ok. 80 tys. zł., a gdy odeszła na własne życzenie, wzięła jeszcze 2 mln zł odprawy!" - pisze gazeta.

Identyczną pensję miał jej następca Mirosław Taras. Odszedł już po pół roku, ale też wziął odprawę. wysokość miesięcznych poborów.

A jak wyglądają dochody obecnego prezesa Kompanii Krzysztofa Sędzikowskiego. Nie wiadomo, bo on wysokości pensji nie chce ujawnić. Twierdzi jedynie, że jest mniejsza od poprzedników.

"Fakt" zwraca jednak uwagę, że na pracy w Kompanii Węglowej dorobili się nie tylko jej szefowie, ale również "całe lata mrowie prezesów, wiceprezesów i dyrektorów obsiadło Kompanię Węglową niczym kleszcze. Każdy brał, ile wlazło – wiceprezesi 60, a dyrektorzy 50 tys. zł miesięcznie".

odpowiedzi (0)

skomentuj

Jak długo jeszcze zamierzacie kłamać?

+1 / -3

Zdjęcie autora komentarza

 •

To nie jest żadna "restrukturyzacja", ale po prostu likwidacja kopalń, zaplanowana i realizowana
z premedytacją przez oszołomów, złodziei i zdrajców z PO-PSL-Komorowski.

odpowiedzi (0)

skomentuj