Menu Region

Kun Aguero katem Brazylii, Argentyna i Nigeria w finale

Kun Aguero katem Brazylii, Argentyna i Nigeria w finale

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Hubert Zdankiewicz

Prześlij Drukuj
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Wczorajszy półfinał olimpijskiego turnieju futbolistów był zapowiadany przez prasę jako starcie Brazylijczyka Ronaldinho i Argentyńczyka Lionela Messiego.

Spotkanie miało jednak innego bohatera - Sergio "Kuna" Aguero. Argentyna wygrała 3:0, a napastnik Atletico Madryt dwukrotnie trafił do siatki. Później po faulu na nim trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego Juan Roman Riquelme.

Okrzyknięty przedwczesnym finałem mecz trochę rozczarował. Pierwsza połowa była zwyczajnie nudna, a składne akcje można było policzyć na palcach jednej ręki. Ciekawiej zrobiło się dopiero po przerwie, kiedy ataki Argentyńczyków zakończyły się pierwszym golem. Aguero zmienił klatką piersiową tor lotu piłki po strzale Angela Di Marii.

Od tego momentu Brazylijczycy przestali wreszcie myśleć przede wszystkim o obronie własnej bramki i rzucili się do ataku. Efektem był jednak kolejny gol dla Argentyny. Tym razem Aguero wpakował z bliska piłkę do siatki po dośrodkowaniu Javiera Mascherano.

Canarinhos zdołali odpowiedzieć tylko nieuznanym trafieniem wprowadzonego po przerwie Alexandre Pato. Akcję rozpoczął Ronaldinho, po którego strzale z rzutu wolnego piłka trafiła w słupek. Przejął ją Marcelo i dośrodkował, a napastnik AC Milan tylko dostawił nogę.

Sędzia odgwizdał jednak spalonego i niczego więcej już w tym spotkaniu Brazylijczycy nie pokazali. Z wyjątkiem brutalnych fauli, przez które kończyli mecz w dziewięciu. Najpierw czerwoną kartkę zobaczył Lucas Leiva, a potem Thiago Neves. W międzyczasie rywale dobili ich jeszcze trafieniem Riquelme.

Tym samym Argentyna wyśrubowała do 11 swój rekord kolejnych zwycięstw w turnieju olimpijskim (wygrała cztery lata temu), a Lionel Messi udowodnił po raz kolejny, że jest dziś lepszym piłkarzem od Ronaldinho. Obaj znaleźli się w cieniu Aguero, ale dużo korzystniej prezentował się Argentyńczyk.

Pilnowany chwilami nawet przez dwóch rywali Messi sam gola tym razem nie zdobył. Miał jednak udział przy trafieniu numer dwa (wpadł w pole karne i podał do Mascherano) i trzy (podał do Aguero). Ronaldinho wyróżnił się tylko wspomnianym już strzałem w słupek, a po ostatnim gwizdku sędziego opuszczał boisko ze łzami w oczach.

Nic dziwnego, przed wylotem do Pekinu obiecał przecież rodakom, że poprowadzi Brazylię do pierwszego w historii olimpijskiego złota. Znów się nie udało.
W niedzielnym finale rywalem Argentyny będzie Nigeria, która rozgromiła 4:1 Belgię.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się