Menu Region

Niechlubna akcja „Hiacynt”, czyli jak Kiszczak polował na...

Niechlubna akcja „Hiacynt”, czyli jak Kiszczak polował na polskich gejów... [NASZA HISTORIA]

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Kazimierz Sikorski / Nasza Historia

Prześlij Drukuj
Gen. Czesław Kiszczak Gen. Czesław Kiszczak

Gen. Czesław Kiszczak (© Mateusz Wróblewski/Polskapresse)

„Później się dowiesz pedale” – tak esbecy i milicjanci wyjaśniali schwytanym homoseksualistom powód ich aresztowania. Ofiarami chorych uprzedzeń Kiszczaka padły tysiące „podejrzanych”. Ale nie chodziło wyłącznie o homofobię. Zatrzymani mieli donosić na innych. Szukano obyczajowych haków na przedstawicieli różnych środowisk, szczególnie księży i opozycjonistów. O szczegółach operacji „Hiacynt” piszemy w najnowszym wydaniu Naszej Historii. Oto fragment obszernego materiału.
Wszystko zaczęło się bladym świtem 15 listopada 1985 r., kiedy milicjanci i esbecy wparowali jednocześnie do mieszkań tysięcy homoseksualistów w całej Polsce. Bez nakazu aresztowania zbierano schwytanych z pościeli wprost na komisariaty.

Tak zaczęła się zorganizowana wspólnymi siłami milicji i Służby Bezpieczeństwa na rozkaz szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych generała Czesława Kiszczaka niechlubna operacja „Hiacynt” - wymierzona bezpośrednio w środowiska homoseksualne.
W tym samym czasie grupy milicyjnych łapaczy szykowały w miejscach spotkań homoseksualistów zasadzki, Mundurowi weszli też do szkół, uczelni i zakładów pracy. Zatrzymywano podejrzanych o skłonności homoseksualne i kontakty z tym środowiskiem. Nawet w prawie PRL nie było na to żadnego paragrafu - homoseksualizm nie jest w Polsce karany od lat 30.

Ale i mimo braku jakiejkolwiek podstawy prawnej podejrzanych zabierano na komisariaty i poddawano upokarzającym przesłuchaniom. Tak wspominał je dziennikarz Waldemar Zboralski, jeden z pierwszych działaczy gejowskich, który przyznawał się do swej orientacji seksualnej: - Przede wszystkim pytano o nazwiska - to głównie interesowało funkcjonariuszy SB. A także o stosowane techniki aktów płciowych. O ulubione pozycje i typ kochanka, który najbardziej podnieca przesłuchiwanego. Tymi pytaniami deptano najintymniejszą sferę człowieka. Już samo zadanie takiego pytania poniżało i upokarzało.

Aresztowanym zakładano tzw. „Karty homoseksualisty” i zdejmowano im odciski palców. Część zatrzymanych nakłaniano do podpisywania takich oświadczeń: „Niniejszym oświadczam, że ja [ tu imię i nazwisko zatrzymanego] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi”.

Osoby, którym założono teczki były łakomym kąskiem dla bezpieki, wielu zmuszano donoszenia na innych homoseksualistów. Szczególne znaczenie miała dla esbeków wiedza o homoseksualistach w szeregach opozycji i kleru - to były dla MSW najcenniejsze informacje, jakie w ogóle podczas tej akcji można było zdobyć. Od ich posiadania do zastosowania obyczajowego szantażu w celu zastraszenia opozycjonisty lub zwerbowania tajnego współpracownika dzielił bowiem ludzi z Rakowieckiej już tylko krok. Plan operacji „Hiacynt” zatwierdził ówczesny wiceszef Milicji Obywatelskiej gen. Zenon Trzciński. Tłumaczył, że takie działania były potrzebne, bo milicja miała niedostateczne rozpoznanie zjawiska prostytucji homoseksualnej, generalnie, jak tłumaczono narastała skala przestępstw dokonywanych przeciwko życiu, zdrowiu i mieniu homoseksualistów i trzeba było coś z tym zrobić. Z zachowanych dokumentów operacji „Hiacynt” wspominano tez o celu „profilaktycznym i zdrowotno-sanitarnym”. Później tłumaczono, że musiano zareagować wobec narastającej groźby epidemii AIDS. Generalnie cała akcja miała być przedstawiana jako działania prewencyjne. Milicjanci mieli więc, zgodnie z rozkazem potężnego gen. Kiszczaka, postaci numer dwa w ówczesnej Polsce rozpoznać i umieścić w swojej ewidencji osoby uprawiające prostytucję homoseksualną, pobrać od homoseksualistów odciski palców oraz, jak to określono „typować i pozyskiwać osobowe źródła informacji poufnej, ustalać i rozpoznać miejsca w których homoseksualiści nawiązywali kontakty.

Tylko że ani podczas akcji „Hiacynt”, ani w czasie kolejnych milicyjnych łapanek, podczas których ujęto w sumie ok. 11 tys. gejów, nie przeprowadzano wśród zatrzymanych testów krwi na obecność wirusa HIV, nie informowano ich o niebezpieczeństwie zarażenia, nie podejmowano żadnych działań profilaktycznych. Milicjanci wypytywali za to homoseksualistów o kontakty z innymi mężczyznami, zwłaszcza tymi przyjeżdżającymi z Zachodu. Zaś bezpieka groźbami i szantażem usiłowała pozyskać jak najwięcej konfidentów. Każdemu założono teczkę osobową.

Karta homoseksualisty zawierała informacje o życiu zawodowym i prywatnym takiego delikwenta. Bezpieka stosowały wobec gejów te same metody łamania jakich używano przy zwalczaniu opozycjonistów. Chodziło o zastraszenie, rozbicie i skłócenia tego środowiska.

***
Chcesz wiedzieć więcej o jednej z najbardziej kontrowersyjnej akcji władz PRL? Zajrzyj do najnowszej NASZEJ HISTORII. Nowa, styczniowa Nasza Historia jest już w kioskach. Zapraszamy do zapoznania się z tematami wszystkich naszych wydań regionalnych:

Nowa NASZA HISTORIA na STYCZEŃ

Polecamy Państwu także nasze pierwsze wydanie specjalne - KUCHNIA. Poświęciliśmy je w całości historii polskiej sztuki kulinarnej. Znajdą w nim Państwo między innymi historyczne przepisy prawdziwej kuchni warszawskiej - i sześciu innych polskich tradycji regionalno-kulturowych:

KUCHNIA. Niezwykłe wydanie specjalne Naszej Historii


TUTAJ - w serwisie prasa24.pl mogą Państwo już teraz, nie ruszając się z domu, kupić e-wydanie Naszej Historii lub zamówić prenumeratę: PRASA24.PL

Zapraszamy także na profil Naszej Historii na FACEBOOKU i do obserwowania naszego konta na TWITTERZE.



 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się