W internecie pojawił się, jak zapewnia serwis eOstroleka.pl, niepublikowany wcześniej film z miejsca katastrofy smoleńskiej. Można na nim zobaczyć wrak samolotu, połamane drzewa, nawet ciała ofiar i rosyjskie służby podczas pracy. Film zawiera sporo drastycznych ujęć, zaś autor oznaczył go znakiem "+18", co zapowiada naprawdę mocne wrażenia.
Obraz katastrofy Smoleńskiej powraca. W internecie ukazał się film przedstawiający miejsce upadku tupolewa.
Trwa 10 minut. Widok jest przerażający. Porozrzucane przedmioty, szczątki samolotu, połamane drzewa, a także szczątki ciał ofiar. Na nagraniu można zaobserwować również rosyjskie służby pracujące na miejscu tragedii.
Jak zapewnia serwis eOstroleka.pl jest to pierwszy obraz terenów katastrofy o tak dobrej jakości.
Ponadto nie został on nigdzie wcześniej opublikowany.
Najprawdopodobniej obraz został zarejestrowany przez jedną z osób pracujących na tym terenie. Autor filmu bardzo sprawnie porusza się po tym obszarze i wykonuje wiele dokładnych ujęć i zbliżeń.
przecież to normalny obraz z katastrofy,tak samo jak w wypadku samochodowym,kolejowym,tramwajowym wszędzie gdzie są ofiary śmiertelne jest pełno policji,straży pożarnej masa gapiów,dziennikarzy no i ofiary śmiertelne.
Cytat: Dowód na zamach w raporcie MAK? - Rosjanie publikując raport końcowy Komisji MAK mieli nadzieję na ostateczne pogrzebanie kwestii smoleńskiej na najbliższe 50 lat. Niekompetentna załoga, pijany generał i szalejący główny pasażer na pokładzie. Taki przekaz poszedł w świat. Propagandowy majstersztyk. Udało się, tyle że "prawie". Rosjanie publikując dane ze skrzynki technicznej ATM otworzyli sobie puszkę Pandory...Ostatnie chwile lotu nawet bez dokładnych parametrów wyglądają podejrzanie. W wersji Rosjan załoga podejmuje próbę podejścia do lądowania (nic takiego nie miało miejsca) przy czym na wysokości kilkunastu metrów tuż przed anteną bliższej prowadzącej kapitan zdaje sobie sprawę że ma przed sobą ziemię. Pociąga za wolant i niczym w bajce o wilku i zającu maszyna w cudowny sposób zaczyna się wznosić. Ale jest za późno. Zahacza o sowiecką, hartowaną brzozę i wykonuje magiczną półbeczkę (to, że długość uszkodzonego skrzydła jest dwukrotnie większa od odległość do gruntu nie ma znaczenia, ważny jest telefon Jarosława do Lecha!). Samolot lecąc do góry nogami roztrzaskuje się o smoleńskie, betonowe bagno. Giną wszyscy, w tym 30 ton Tupolewa, które wyparowuje w przestworza. Można by rzec: piękna opowieść, generał Anodonino, ale niestety, poniosła was fantazja...Zostawmy w tym momencie na boku mgłę, brzozy płaczące i komórki wygrywające mazurki na widok dzielnych strażaków. Zostawmy też w spokoju niepokojące odgłosy w telefonie pewnego posła PSL czy też rzekome odgłosy wystrzałów (wszyscy wiemy że to nie było strzały do ocalałych tylko korki od szampana zrzuconego dla ambasadora Turowskiego przez przelatujący w okolicy Bort). Zostawmy i skoncentrujmy się na jednym, kluczowym zagadnieniu. Momencie pociągnięcia za wolant i wyłączenia autopilota. Tupolew nie jest statkiem kosmicznym ze Strefy 11, w dwie sekundy się nie podniesie. Gdyby Protasiuk pociągnął za wolant na widok anteny NDB (podobno ściętej przez krasnoludki) chwilę później roztrzaskał by się kilometr przed progiem pasa. Takie też wnioski wynikają z symulacji wykonanej na potrzeby MAK. Im szybciej opada samolot, tym więcej czasu potrzebuje na poddźwignięcie się. "6 sekund", powiedział zastępca ministra Millera w jednym z wywiadów. Co miało miejsce jakieś 6 sekund wcześniej? Komenda o odejściu. Ok. 1700 m przed pasem. Przed jarem, w dogodnym miejscu na postawienie fałszywej bliższej prowadzącej. Tyle że czy mamy jakiekolwiek dowody to wspierające? Tak. W raporcie MAK zawarto szczegółowe wykresy trajektorii opadania Tupolewa. Uznaję je za wiarygodne. Niewiarygodny jest tylko zapis z kabiny pilotów zmanipulowany w kilku kluczowych momentach. I otóż z tego zapisu wynika rzecz jednoznaczna: Tupolew wytracał prędkość opadania znacznie wcześniej niż przed rzekomym pociągnięciem wolanta w 10:40:56'' sekundzie lotu i usłyszeniu sygnału BPR. Co to oznacza? To i tylko to że piloci po komendzie "Odchodzimy" rozpoczęli procedurę odejścia wyłączając autopilota. Przy okazji w tym samym momencie odzywa się sygnał bliższej prowadzącej ustawionej 1,8 km przed pasem a cały ten 4 sekundowy fragment przekopiowano do dalszej części stenogramu (taśmy) na 1,1 km od pasa gdzie stała "prawdziwa" radiolatarnia. Tyle że w tym momencie samolot nie byłby w stanie się już poderwać... Zresztą wystarczy samemu spojrzeć na wykresy by przekonać się że po komendzie "Odchodzimy" samolot zmniejsza kąt nachylenia i nad anteną leci już lotem niemalże poziomym. Warto również spojrzeć na ostatni zapis wysokości z RW: 50 metrów nad gruntem kilka sekund przed uderzeniem z gruntem zapis skrzynki umiera... Dowód na eksplozję w powietrzu? Niebieska linia oznacza ścieżkę schodzenia. Żółta - oficjalny moment pociągnięcia za stery. Jak widać, Tupolew zaczął się wznosić znacznie wcześniej... Spójrzmy ponownie na wykres: pod tym linkiem - http://voltar.nowyekran.pl/post/924,dowod-na-zamach-w-raporcie-mak
Przypomnę Ci:
Kto Ty jesteś?
Jam Kaczorek.
Skąd przybywasz?
Prosto z Tworek.
Jaki znak twój?
Jad spieniony.
Czego nie masz?
Konta, żony....
O czym marzysz?
O korycie.
No, a Polska?
Chyba kpicie.
A co z Lechem?
Będzie świętym.
Pomnik?
Stawiam fundamenty.
Coś o Tusku?
Nienawidzę!
A co z PO?
Nią się brzydzę.
Zmowy, spiski?
Widzę wszędzie.
Rydzyk?
On papieżem będzie.
Naród cały?
Wprost mnie kocha.
Dziękuję.
Noooo ... czas na procha.
mnie to juz lata, bylo minelo ci co nie zyja niech spoczywaja w pokoju A CI CO CIAGLE MIAUCZA O TYM I NIE DAJA IM SPOKOJU TRAFIA ZA NIMI NIEBAWEM , BO PAN BOG JEST SPRAWIEDLIWY szkoda tylko ze musialam zrezygnowac z wyjazdu na plaze egipskie i jak ja sie pokaze na balu
Dowód na zamach w raporcie MAK? - Rosjanie publikując raport końcowy Komisji MAK mieli nadzieję na ostateczne pogrzebanie kwestii smoleńskiej na najbliższe 50 lat. Niekompetentna załoga, pijany generał i szalejący główny pasażer na pokładzie. Taki przekaz poszedł w świat. Propagandowy majstersztyk. Udało się, tyle że "prawie". Rosjanie publikując dane ze skrzynki technicznej ATM otworzyli sobie puszkę Pandory...Ostatnie chwile lotu nawet bez dokładnych parametrów wyglądają podejrzanie. W wersji Rosjan załoga podejmuje próbę podejścia do lądowania (nic takiego nie miało miejsca) przy czym na wysokości kilkunastu metrów tuż przed anteną bliższej prowadzącej kapitan zdaje sobie sprawę że ma przed sobą ziemię. Pociąga za wolant i niczym w bajce o wilku i zającu maszyna w cudowny sposób zaczyna się wznosić. Ale jest za późno. Zahacza o sowiecką, hartowaną brzozę i wykonuje magiczną półbeczkę (to, że długość uszkodzonego skrzydła jest dwukrotnie większa od odległość do gruntu nie ma znaczenia, ważny jest telefon Jarosława do Lecha!). Samolot lecąc do góry nogami roztrzaskuje się o smoleńskie, betonowe bagno. Giną wszyscy, w tym 30 ton Tupolewa, które wyparowuje w przestworza. Można by rzec: piękna opowieść, generał Anodonino, ale niestety, poniosła was fantazja...Zostawmy w tym momencie na boku mgłę, brzozy płaczące i komórki wygrywające mazurki na widok dzielnych strażaków. Zostawmy też w spokoju niepokojące odgłosy w telefonie pewnego posła PSL czy też rzekome odgłosy wystrzałów (wszyscy wiemy że to nie było strzały do ocalałych tylko korki od szampana zrzuconego dla ambasadora Turowskiego przez przelatujący w okolicy Bort). Zostawmy i skoncentrujmy się na jednym, kluczowym zagadnieniu. Momencie pociągnięcia za wolant i wyłączenia autopilota. Tupolew nie jest statkiem kosmicznym ze Strefy 11, w dwie sekundy się nie podniesie. Gdyby Protasiuk pociągnął za wolant na widok anteny NDB (podobno ściętej przez krasnoludki) chwilę później roztrzaskał by się kilometr przed progiem pasa. Takie też wnioski wynikają z symulacji wykonanej na potrzeby MAK. Im szybciej opada samolot, tym więcej czasu potrzebuje na poddźwignięcie się. "6 sekund", powiedział zastępca ministra Millera w jednym z wywiadów. Co miało miejsce jakieś 6 sekund wcześniej? Komenda o odejściu. Ok. 1700 m przed pasem. Przed jarem, w dogodnym miejscu na postawienie fałszywej bliższej prowadzącej. Tyle że czy mamy jakiekolwiek dowody to wspierające? Tak. W raporcie MAK zawarto szczegółowe wykresy trajektorii opadania Tupolewa. Uznaję je za wiarygodne. Niewiarygodny jest tylko zapis z kabiny pilotów zmanipulowany w kilku kluczowych momentach. I otóż z tego zapisu wynika rzecz jednoznaczna: Tupolew wytracał prędkość opadania znacznie wcześniej niż przed rzekomym pociągnięciem wolanta w 10:40:56'' sekundzie lotu i usłyszeniu sygnału BPR. Co to oznacza? To i tylko to że piloci po komendzie "Odchodzimy" rozpoczęli procedurę odejścia wyłączając autopilota. Przy okazji w tym samym momencie odzywa się sygnał bliższej prowadzącej ustawionej 1,8 km przed pasem a cały ten 4 sekundowy fragment przekopiowano do dalszej części stenogramu (taśmy) na 1,1 km od pasa gdzie stała "prawdziwa" radiolatarnia. Tyle że w tym momencie samolot nie byłby w stanie się już poderwać... Zresztą wystarczy samemu spojrzeć na wykresy by przekonać się że po komendzie "Odchodzimy" samolot zmniejsza kąt nachylenia i nad anteną leci już lotem niemalże poziomym. Warto również spojrzeć na ostatni zapis wysokości z RW: 50 metrów nad gruntem kilka sekund przed uderzeniem z gruntem zapis skrzynki umiera... Dowód na eksplozję w powietrzu? Niebieska linia oznacza ścieżkę schodzenia. Żółta - oficjalny moment pociągnięcia za stery. Jak widać, Tupolew zaczął się wznosić znacznie wcześniej... Spójrzmy ponownie na wykres: pod tym linkiem - http://voltar.nowyekran.pl/post/924,dowod-na-zamach-w-raporcie-mak
po katastrofie ( bo stoi już kamień-pomnik i usypywane są drogi ) to co tam robią widoczne ( sfilmowane )szczątki ludzkie ? Teren katastrofy wygląda jak śmietnisko albo złomowisko.
Ktoś kto kręcił ten film bardziej skupił się na osobach biorących udział w ... czym ?
Od trzech lat polska polityka zagraniczna jedzie po nowych torach, na które przestawił ją minister Radosław Sikorski. Jest to droga licznych sukcesów, nieustającego zbliżenia i naprawy relacji, a przede wszystkim niesłychanej poprawy wizerunku Polski na świecie. Co prawda niewiele - lub zgoła nic - nie wiemy na temat jakichkolwiek korzyści, jakie z tego wszystkiego wynikałyby dla Polski, ale przecież takie szczególiki są nudne, a za nudnego to na pewno w ekipie Donalda Tuska nikt nie chce uchodzić. Szczególnie serdeczne i bliskie wydają się dziś nasze relacje z Rosją, których rozkwit świętujemy od czasu pewnej katastrofy lotniczej, o której lepiej nie pamiętać, gdzie się wydarzyła i kto w niej zginął.
równie dobrze można opisać i sfilmować dziesiątki katastrof drogowych będących codziennością w polsce porozrzucane obuwie, ubrania,szczątki samochodów,poobdzierane z kory drzewa,a także szczątki ciał starszych i dzieci. i jakoś to prasy nie podnieca.a tam także można zaobserwować nie ruskie służby porządkowe ale polskie.