Menu Region

Eksplodujące głowy i Niemcy jak wilkołaki. "Furia", czyli...

Eksplodujące głowy i Niemcy jak wilkołaki. "Furia", czyli jatka rodem ze świata gier komputerowych

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Kevin Maher

1Komentarz Prześlij Drukuj
Eksplodują ludzkie głowy, kończyny odrywają się od ciał - czy najnowsze epickie, krwawe dzieło wojenne z Bradem Pittem to jest właśnie to, na co zasługuje nasze pokolenie?
Wojenna epopeja Brada Pitta przybiera kształt odysei pełnej skrajnej przemocy. Jeśli każdą epokę określa jakiś film wojenny, to co "Furia" mówi o naszej własnej?



Przytoczmy jedną frazę z dialogu, która zapada w pamięć. Dziwnie profetyczna, tajemnicza i w jasny sposób obciążona wagą znaczenia.
Wypowiada ją w jednej z pierwszych scen filmu grany przez Shię LaBeoufa operator czołgu Boyd "Bible" Swan. - Poczekaj, aż zobaczysz - mówi zaprawiony w wojennych bojach Swan, patrząc beznamiętnie w oczy nowego rekruta Normana Ellisona, który właśnie skończył ledwie 8-tygodniowe szkolenie. - Ale co? - pyta książkowym tonem skonfundowany żółtodziób grany przez Logana Lermana. Swan ziewa przeciągle. Na jego twarzy pojawia się coś w rodzaju uśmiechu i w końcu odpowiada: - Co człowiek może uczynić drugiemu człowiekowi.

Kilka chwili po tym dialogu film dosłownie eksploduje na ekranie. To ogniście wymowna ilustracja prowokującej inwokacji Swana. Bo to, co w "Furii" człowiek może uczynić drugiemu, sprawia, że widz musi mocno chwytać się poręczy fotela, ale wylewa miód na serce miłośnikom horrorów. Inni z pewnością sięgną po torebki do wymiotowania. Ellison dołącza do czteroosobowej załogi czołgu dowodzonego przez granego przez Pitta sierżanta Dona "Wardaddy" Colliera. Eksplodują ludzkie głowy, a rozrywane wybuchami kończyny odpadają od ciał. Postrzelone twarze żołnierzy rozpadają się na kawałki. Ktoś podrzyna komuś gardło. W znamiennych i wprowadzających nas w ton filmu pierwszych ujęciach Collier - dla załogi jest, jak wskazuje przydomek, niemal ojcem, łapiecie? - raz po raz wbija bagnet w oczodół leżącego Niemca. Nie dziwi zatem, że gdy w dramatycznym momencie na ekranie pojawia się tytuł filmu, natychmiast pokrywa się jaskrawą purpurą. Krew i ogień.

Twórcy przyznają, że krwawa jatka i tryskająca jucha odgrywają w tym filmie żywotną rolę. Reżyser David Ayer i producent Ethan Smith już od początku zapowiadali, że kręcą jeden z pierwszych filmów wprost nawiązujących do nieludzkiej brutalności II wojny światowej. Ponadto obraz ten w żadnej mierze nie szukał inspiracji w całkowicie wypucowanych dotychczasowych produkcjach Hollywood. Przypomnimy, że grający w "Dniu próby", do którego scenariusz napisał właśnie Ayer, Denzel Washington otrzymał za swoją rolę Oscara. W tym roku na ekrany wszedł "Sabotaż" w reżyserii Aeyra. W filmie zagrał Arnold Schwarzenegger. Jednak jego występ uznano za klapę.

- David opowiadał, że gdy w końcu lat 40. ubiegłego wieku Hollywood zaczęło robić filmy o II wojnie światowej, śmierć przedstawiano w sposób wyidealizowany i sterylny. On sam nie chciał nawiązywać do historii filmu, lecz do historii jak najbardziej rzeczywistej - mówi Smith.

46-letni Ayer okazał się niezwykle drobiazgowy w kwestii swoich ambicji nakręcenia filmu możliwie najbardziej realistycznego. Sam zresztą jest wojskowym weteranem - w wieku 18 lat zaciągnął się do marynarki wojennej i przez dwa lata służył jako operator sonaru na atomowym okręcie podwodnym. Twierdził, że ta bardzo ludzka opowieść o tym, jak ludzie działają pod presją, będzie też jego osobistą wyprawą. - To wszystko w jakiś sposób eksplodowało ze mnie - mówił Ayer. Istotnie właściwa metafora dla tego, co powstało.
Tytułowa "Furia" to pieszczotliwa nazwa amerykańskiego czołgu typu M4 Sherman, którego załogę tworzą bohaterowie. Działają w Niemczech na tyłach wroga.
1 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Super produkcja !!

+7 / -2

Zdjęcie autora komentarza

Jarek Bartoszko  •

Jestem chyba jedynym mieszkańcem Wrocławia który miał przyjemność poznać ten czołg który dokładnie występuje w tym filmie. Jestem miłośnikiem militariów II wojny zwłaszcza Amerykańskich i co roku odwiedzam małą miejscowość Sorge we Francji gdzie zaopatruję się w części do mojego Jeepa Willysa i tam właśnie mają kilka czołgów Sherman na tzw chodzie i miałem okazję tym czołgiem pojeździć. Tego lata będąc tam również dowiedziałem się że ten sam czołg brał udział w tej samej super produkcji. Nie mogę już doczekać się premiery tego filmu w Polsce.

odpowiedzi (0)

skomentuj