Menu Region

Krzysztof Tomasik: Seksbomby PRL nie były celebrytkami

Krzysztof Tomasik: Seksbomby PRL nie były celebrytkami

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Olga Lewczuk

Prześlij Drukuj
Nawet władzom PRL fali zmian i mód przychodzących z zagranicy nie dało się zatrzymać. Zachód miał Brigitte Bardot, Marilyn Monroe, Sophię Loren, my zaś Kalinę Jędrusik czy Barbarę Brylską - mówi Krzysztof Tomasik, autor książki "Seksbomby PRL-u".
1/6

Grażyna Szapołowska

(© Tomasz Bołt / Polskapresse)

  • Krzysztof Tomasik
Co Pan sądzi o istnieniu polskiej szkoły seksu filmowego w socjalizmie, czy w ogóle można mówić o takim zjawisku?
Nie wiem, czy można mówić o polskiej specyfice w pokazywaniu erotyzmu na ekranie, ale sam sposób ukazywania nagości i erotyzmu to jeden z tematów "Seksbomb PRL-u". Na przykładzie moich bohaterek (Kalina Jędrusik, Beata Tyszkiewicz, Barbara Brylska, Grażyna Szapołowska i Katarzyna Figura) i ich najważniejszych filmów widać, jak to się zmieniało na przestrzeni lat.
Lata 60. były pod tym względem jeszcze dość pruderyjne, w kolejnych dwóch dekadach poczynano sobie zdecydowanie odważniej. Aż do przełomu '89, kiedy nastąpiła duża zmiana, a polskie kino przestało kreować symbole seksu. Można się zastanawiać, czy to jest dobrze, czy źle, ale wydaje się nie do podważenia. Dzisiaj o niektórych gwiazdach wciąż się mówi "seksbomby", ale coraz rzadziej w tym kontekście wymienia się aktorki, raczej piosenkarki czy modelki, jak Doda czy Natalia Siwiec.

W związku z tym nasuwa się kolejne pytanie: Czy gwiazdy, które pokazywały swoje ciało, były tolerowane przez to społecznie, a następnie stawały się celebrytkami?
Samo pokazanie ciała to za mało, a już celebryctwa bym w ogóle do tego nie mieszał. Celebryta to osoba znana z tego, że jest znana, bez specjalnych osiągnięć, a więc nijak się to ma do bohaterek mojej książki. To aktorki, które budowały swoją karierę przez kilkadziesiąt lat, grały w filmach i teatrach. Kalina Jędrusik była gwiazdą Kabaretu Starszych Panów, śpiewała piosenki Osieckiej czy Młynarskiego; grała u Wajdy i Hasa, muzą obu tych reżyserów była przez pewien czas także Beata Tyszkiewicz. Grażyna Szapołowska stworzyła znakomite role w dwóch filmach Krzysztofa Kieślowskiego. I to właśnie te osiągnięcia przynosiły nagrody, dawały popularność; zdecydowanie nie można powiedzieć, że to się sprowadzało do pokazania ładnej buzi na okładce "Panoramy" czy "Zwierciadła", chociaż ten wymiar budowania rozpoznawalności też był obecny w ich karierze. Nałożenie gwiazdom tamtych lat łatki celebrytki to pomieszanie pojęć. Co nie zmienia faktu, że niektóre z nich dziś w ten sposób funkcjonują.

Dlaczego reżyserzy dobierali aktorki takie, a nie inne?
Kino potrzebuje gwiazd i amantek, bo miłość i seks to odwieczne tematy, stale obecne. W najlepszym okresie kariery moje bohaterki grały dużo, ale czasem o angażu decydował przypadek. Swoją jedyną główną rolę, w komedii "Lekarstwo na miłość", Kalina Jędrusik dostała dlatego, że w ostatniej chwili zrezygnowała Elżbieta Czyżewska przeżywająca trudne chwile po rozstaniu z Jerzym Skolimowskim. Także rola Lucy Zuckerowej w "Ziemi obiecanej" została pierwotnie zaproponowana Violetcie Villas, na szczęście piosenkarka nie zdecydowała się jej zagrać. Inny ciekawy wątek to pewien rodzaj podobieństwa między niektórymi z bohaterek, tworzenie wokół siebie podobnej aury. To dlatego tak często przejmowały po sobie role oraz grały w tych samych sztukach, piszę o tym w zakończeniu. Tyszkiewicz i Szapołowska w "Pierwszym dniu wolności", Szapołowska i Jędrusik w "Jowicie" czy "Tangu". Zwieńczeniem tego jest sytuacja sprzed roku, kiedy Katarzyna Figura stała się Kaliną Jędrusik w monodramie granym na deskach Teatru Polonia w Warszawie. Historia "Seksbomb PRL-u" zatoczyła koło, ostatnia z nich wcieliła się w pierwszą.

Czy to właśnie nagość wpłynęła na to, że historia zatoczyła koło? A może zupełnie inne kryterium odegrało główną rolę w doborze właśnie Katarzyny Figury?
Sama nagość jest produktem ubocznym, oczywiście niezbędnym (śmiech). Ze względu na różne czasy trudno pod tym względem porównywać obie aktorki, w filmografii Jędrusik nie ma wielu scen eksponujących nagość. Oczywiście miewała wielkie dekolty, ekscytowano się tym, że nie nosi stanika, w ogóle prowokowała liczne plotki na swój temat. Kluczowa nie była jednak nagość, tylko umiejętność tworzenia erotycznej atmosfery, uwiarygodnienie pożądania u partnerów, wzbudzenie podziwu u widzów. No i dystans do siebie. Sądzę, że to raczej te kwestie zdecydowały o zaangażowaniu Katarzyny Figury do sztuki "Kalina".

Dlaczego wybrał Pan akurat te aktorki? Wiemy, że w polskim kinie i teatrze w ciągu tylu dekad pojawiły się setki gwiazd.
Gwiazd było dużo, ale nie wszystkie stawały się symbolami seksu. Skupiam się przede wszystkim na filmie, więc sławy teatralne odpadały. A potem metodą wykreślania i przywracania, zostało te pięć nazwisk, które uznałem za najlepsze jako reprezentantki fenomenu seksbomby. Wraz z nimi zwiedzamy kolejne dekady polskiego kina. Od Kaliny Jędrusik, która zaczęła grać jeszcze w latach 50., do Katarzyny Figury, która pojawiła się w drugiej połowie lat 80. Zapewne przygotowywana przez kogoś innego, ta lista mogłaby wyglądać nieco inaczej. Każdy ma swoją ulubioną seksbombę, często nawet w tym kontekście wymienia się nazwiska aktorek, które na ekranie były dość niewinne i wręcz nieco aseksualne, np. Polę Raksę czy Barbarę Kwiatkowską. Rozumiem, że mogły się podobać, ale ze świecą szukać w ich filmografii ról kobiet zatracających się w miłości i seksie.

Jednak trudno jest wyróżnić polski typ aktorki o ponadprzeciętnym seksapilu? Prawda?
O jednym typie nie może być mowy. Każda z nich wypracowała na ekranie inny wizerunek, np. Beata Tyszkiewicz kojarzy się z rolami kostiumowymi, kobiet z dawnych czasów, a z kolei Grażyna Szapołowska najlepiej odnalazła się we współczesnych dramatach psychologicznych. Mimo podobieństw, o których mówiłem, one stworzyły jednak różne typy seksbomb.

Jak wyglądały sukcesy aktorek na scenie zagranicznej. Było podobnie jak w kraju?
Z wyjątkiem Kaliny Jędrusik, każda z moich bohaterek próbowała kariery zagranicznej, w różnych częściach świata, mając zresztą na tym polu spore osiągnięcia. Jeśli chodzi o Związek Radziecki i kraje demoludów, to bez wątpienia największą sławę zdobyła tam Barbara Brylska, która całe lata grała nie tylko w filmach radzieckich, ale też czechosłowackich, NRD-wskich, jugosłowiańskich... Popularnością w ZSRR cieszyły się Grażyna Szapołowska oraz Beata Tyszkiewicz. Natomiast na podbój Hollywood jako jedyna zdecydowała się wyruszyć Katarzyna Figura. Na początku lat 90. aktorka regularnie opowiadała w polskich mediach o swoich kolejnych sukcesach w Fabryce Snów, "pociągu do Hollywood", który w jej przypadku dojechał, co świetnie nawiązywało do głównej roli w filmie Radosława Piwowarskiego pod tym tytułem.

Dokąd udała się w podróż Beata Tyszkiewicz?
Niemal od początku kariery występowała w filmach zagranicznych, grała nawet w Indiach, ale najważniejsze było ogłoszenie stanu wojennego, które zastało ją we Francji. Dostała tam wówczas kilka ról, często u boku największych gwiazd, np. Gerarda Depardieu. Z kolei Szapołowska na początku lat 90. była najbliżej kariery europejskiej, grała przede wszystkim w filmach niemieckich i włoskich. Jak widać, każda z nich podbijała inne kraje, chociaż trudno mówić o jakiejś przemyślanej strategii, to był często wynik przypadku. Trudno też stawiać te próby na jednej szali, czym innym była jednak kinematografia radziecka w latach 70., a czym innym amerykański przemysł filmowy dwadzieścia lat później. Podbój Hollywood zdarza się bardzo rzadko, szczególnie emigrantom. Tak już pewnie zostanie, że jedyna Polka, która zawojowała ten najważniejszy rynek i przez chwilę była tam autentyczną królową, to Pola Negri. To było możliwe pewnie dlatego, że działo się w latach 20. XX wieku, kiedy kino było jeszcze nieme i język nie odgrywał tak istotnej roli.

A czy to nie jest też tak, że filmowy rynek amerykański stara się propagować i wspierać karierę aktorów ze swego kontynentu?
Oczywiście, tak jest wszędzie. Ale Hollywood kusi, wielu Polaków i Polek próbowało tam swoich sił. Ze współczesnych najwięcej osiągnęła Joanna Pacuła, która jest zresztą drugoplanową bohaterką mojej książki. W serialu "07-zgłoś się" pojawiła się u boku Grażyny Szapołowskiej, przede wszystkim odegrała jednak znaczącą rolę w karierze Katarzyny Figury. To właśnie dla Pacuły była napisana główna rola w "Pociągu do Hollywood", ale odmówiła i swoją szansę dostała Figura. W efekcie powstała jedna z najważniejszych kreacji w jej filmografii - Mariola Wafelek vel Merlin, która sprzedaje piwo w pociągu, ale marzy o Fabryce Snów i pisze list do reżysera "Pół żartem, pół serio", kończący się słowami: "Panie Billy Wilder, pan czeka na mnie!".

Wróćmy jednak do kraju. Nasuwa się kolejne pytanie, w jaki sposób władza komunistyczna radziła sobie z postępującą nagością i erotyzmem?
W ogóle sobie nie radziła, najczęściej miała to w nosie. Oczywiście okres tuż po wojnie był bardzo purytański, ale z czasem pojawiały się kolejne odwilże, także obyczajowe, i tej fali zmian i mód przychodzących z zagranicy nie dało się zatrzymać. Zachód miał swoją Brigitte Bardot, Marilyn Monroe, Sophię Loren, my zaś Kalinę Jędrusik czy Barbarę Brylską. Polityka oczywiście odgrywa rolę, więc także w życiorysach seksbomb są akcenty polityczne, np. legenda o Gomułce, który nienawidził Jędrusik i ją konsekwentnie zwalczał. Są także świadectwa, że Gierkowi nie podobały się sceny erotyczne w "Ziemi obiecanej" i sugerowano Wajdzie ich usunięcie bądź znaczne okrojenie. Co paradoksalne, reżyser zastosował się do tej dyspozycji po kilkudziesięciu latach, gdy na nowo przemontowywał film i ocenzurował sekwencję w pociągu z udziałem Kaliny Jędrusik i Daniela Olbrychskiego.

Czy Kościół katolicki popierał erotyczność w mediach? Istnieją wspomnienia bądź zapisy hierarchów kościelnych, może samego kardynała Stefana Wyszyńskiego?
Nic mi na ten temat nie wiadomo, ale też nigdy nie interesowałem się postacią Wyszyńskiego i jego zapiskami. Natomiast przyjaciel prymasa, publicysta katolicki Jerzy Zawieyski był wielbicielem wielkich diw ekranu, chociaż raczej tych zagranicznych. W swoim "Dzienniku" Zawieyski nie tylko notował, kiedy poszedł do kina na film z Bardotką, ale także opisał koncert Marleny Dietrich, gdy ta po raz pierwszy dawała koncerty w Polsce. Kościół próbował i nadal próbuje ingerować w sferę publiczną, ale w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej miał utrudnione zadanie. Oczywiście znane są próby zakazywania niektórych tytułów, tak było np. z filmem "Matka Joanna od aniołów". W przypadku moich bohaterek takich wątków nie było, ale zdarzały się inne zabawne sytuacje. Na przykład kiedy Beata Tyszkiewicz zadebiutowała jeszcze jako uczennica w "Zemście", jej nauczycielki uznały granie w filmie za pracę niemoralną, w efekcie musiała zmienić szkołę. Trafiła do gimnazjum w Szymanowie prowadzonego przez... zakonnice.

Uważa Pan, że przemiany obyczajowe w kinie były pewną wypadkową zmian zachodzących w obyczajowości społecznej?
Oczywiście, temu nie sposób zaprzeczyć. Pierwsza fala odwilży w kinie, w pokazywaniu erotyki, to rok '56, co prawda w filmach to widać z pewnym opóźnieniem. Druga fala to lata 70. i epoka Gierka, ogólne otwarcie na Zachód. Kolejna w latach 80. i próba odwrócenia uwagi od stanu wojennego, stąd popularność kina rozrywkowego. Właśnie w tej dekadzie powstało sporo filmów gatunkowych, które cieszyły się ogromną popularnością. I ostatni taki moment przełomowy, czyli rok '89.

Jak aktorki odnalazły się w show-biznesie po upadku komunizmu? Czy rozwinęły skrzydła?
Jako seksbomby nie bardzo. Polskie kino się zmieniło, nastał wysyp filmów gangsterskich, gdzie najważniejsi byli mężczyźni, którym w dekoracyjnych rolach towarzyszyły modelki i piosenkarki. Losy moich bohaterek potoczyły się różnie. Kalina Jędrusik zmarła w 1991 roku. Barbara Brylska została najbardziej zapomniana. Beata Tyszkiewicz i Grażyna Szapołowska wciąż cieszą się popularnością, ale nie decydują o tym filmy, tylko występy medialne. Tylko najmłodsza z nich, Katarzyna Figura, dostała jeszcze szansę zagrania ciekawych ról, pokazania swoich możliwości w takich filmach jak "Żurek" czy "Ubu król". Jako jedyna z nich jest także aktywna teatralnie, kilka dni temu w Teatrze Wybrzeże odbyła się premiera sztuki "Maria Stuart" w której Figura odtwarza postać Elżbiety I. Recenzenci pisali, że jej królowa jaśniała wyjątkowym blaskiem.
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się