Menu Region

Ring Rodzinny - Dorota Miśkiewicz, córka

Ring Rodzinny - Dorota Miśkiewicz, córka

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Sonia Ross

Prześlij Drukuj
"Tata wszystkich pogania, nikt za nim nie nadąża. Uważa, że sam wszystko zrobi najlepiej. Także w kuchni."
Skrzypaczka i wokalistka. Występowała z Ewą Bem i Anną Marią Jopek. Śpiewała w duecie z Cesarią Evorą. W Opolu wystąpi z piosenką "Magda, proszę". To jednocześnie zapowiedź nowej płyty "Caminho" (po portugalsku: droga), która ukaże się we wrześniu.

W tacie najbardziej cenię jego wrażliwość. Łatwo go zranić. I chociaż sam uczył mnie takiego patrzenia na świat, to jednak nie wiem, czy wierzy, że człowiek wrażliwy może osiągnąć prawdziwy medialny sukces. Z jednej strony namawiał mnie: walcz, kto się nie rozpycha łokciami, do niczego nie dochodzi.

Ale on sam nigdy się nigdzie nie rozpychał, bo nie poważał takiego zachowania. Zresztą wcale nie musiał, bo grał wszędzie i ze wszystkimi. Ta jego wrażliwość cudownie objawia się w domu, w dbaniu o dom, rodzinę. Tata świetnie gotuje. To właśnie on zawsze to robił. Być może i mama by gotowała, ale jej nie dopuścił do kuchni.

Żałuję, że nigdy wspólnie nie przygotowywaliśmy posiłków. To musi być fajne: ktoś obiera ziemniaki, ktoś kroi ogórki. Ale tata zawsze wszystko chciał robić sam. Denerwowało go, że ktoś jeszcze pałęta się po kuchni. Nikt za nim nie nadążał, wszystko robił błyskawicznie i najlepiej.

Kiedyś, gdy byłam w szkole średniej, kazał mi pozmywać naczynia. Robiłam to powoli. Popatrzył na mnie, pokręcił głową i powiedział: "Jak ty będziesz wszystko robić w takim tempie, to w życiu z niczym nie zdążysz". Zabolało. "Jak to? - pomyślałam - a gdzie ja mam się spieszyć?".

Wkurzałam się, że tata do każdego przykłada swoją miarkę, ale później nauczyłam się z tym żyć. Taki już jest. Za to jednoczy rodzinę przy stole, to dzięki niemu mamy tradycję jedzenia rzadkiej potrawy: smażonego, zgliwiałego sera. Przez całe lata tata nadawał temu obrządkowi uroczysty charakter.

Najpierw jechało się na wieś po ser, później czekało się kilka dni, aż zgliwieje, a kiedy jego zapach stawał się prawie nie do zniesienia, tata wołał: "Jutro smażymy!". Ten okrzyk podrywał mnie z łóżka. Jedliśmy go na ciepło, zawsze rano, zawsze wspólnie z jednej miski. Cudowne chwile. Kiedy więc po raz pierwszy mnie samej udało się zrobić naszą rodzinną potrawę, to się popłakałam ze wzruszenia.

Tata jest także w gorącej wodzie kąpany, jeśli chodzi o sprzątanie. Nikt nie mógł mu dorównać tempem. A gdy z kolei zasugerowałam mu, żeby napisał mi do piosenki aranż na kwintet dęty, on nazajutrz wręczył mi gotowy utwór, już rozpisany na głosy. Było mi głupio, bo ja traktowałam swoją prośbę jak wstępną rozmowę, nie sądziłam, że się z tym tak błyskawicznie uwinie. W dodatku okazało się, że to jednak nie o to mi chodziło, a później, że ten kwintet w ogóle nie jest mi potrzebny...

Najlepiej zrobię sam - tę charakterystyczną cechę tata przejął w spadku po swojej mamie. A teraz widzę, że i ja ją przejmuję. Kiedyś tata, kłócąc się z babcią, kto lepiej położy chodnik przy domku letniskowym, wyrywał jej chodnikową płytkę. Tak się szamotali, że w końcu im wypadła i się roztrzaskała.

A w latach 70. wszystko było na wagę złota... Wzrusza mnie jego czułość, codzienne dbanie o rodzinę. Kiedyś uprawiał marchewkę, buraczki, pomidory, żebyśmy mieli zawsze świeże warzywa. Teraz, mimo że ma dom i dużo pracy w ogrodzie, i tak jeździ do domku na działce koło Zalewu Zegrzyńskiego. Kosi, sprząta. Wzywa hydraulika, gdy zepsuje się pompa. Wie, że kocham to miejsce i przyjadę na weekend odpocząć. Chce, żebym się tam dobrze czuła. A gdy wpadamy na obiad, to się wścieka, że jeszcze nie rozłożyliśmy talerzy, a on już idzie z półmiskiem...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się