Menu Region

Na co nam czołgi i dywizje

Na co nam czołgi i dywizje

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Paweł Zarzeczny

Prześlij Drukuj
Paweł Zarzeczny Paweł Zarzeczny

Paweł Zarzeczny (© Fot. Polskapresse)

Tę rozsądną uwagę w minidyskusji po exposé wygłosił Leszek Miller, zupełnie jakby mnie co piątek czytał (a czyta faktycznie i ma prywatne zlecenie, od małżonki, by jeden egzemplarz przynosił do domu). No więc, były premier powiedział obecnemu, iż Polakom potrzebna jest praca. I że Niemcy zbudowały swą potęgę na niej właśnie, na gospodarce, a nie na siłach zbrojnych (gdy miały siły zbrojne, szybko popadły w dwie klęski - to już ode mnie: Niemcy. Bez zwycięstwa w dwóch ostatnich wojnach). Wskazywał obszary biedy i zacofania, co dowodzi, iż tej lewicowości w dobrym tego słowa znaczeniu nie zatracił. Dlatego z nadzieją czekam na sojusz SLD z PiS, powstanie rząd pierwszy, który broni najsłabszych. A nas najwięcej.
Nad wypowiedzią pani Kopacz rozwodził się nie będę, hasła i obietnice wydatków przy malejących wpływach z podatków to zawsze jest podniesienie podatków, zawsze! Albo cen (gdy należy wszystko zmniejszać, i tak większość ledwo dyszy). Same obietnice mnie nie gorszą, sam obiecywałem wiele tabunom kobiet, a robiłem to w paskudnym celu - żeby je… Czyli robiłem coś, co wszystkie rządy świata, bez wyjątku, czynią obywatelom. Słuchając tej pani, bez wstydu zresztą, dała radę w tym festiwalu łgarzy powalczyć o pierwszą nagrodę (ależ zgrabna dwuznaczność). I zastanawiałem się, co będzie prezentem dla mnie - no bo reszta to kolejne obciążenia dla mnie. I wychodzi na to, iż... że od 2016 chce finansować zdolnej młodzieży studia zagraniczne.

Problem w tym, że córka moja nie jest zdolna, tylko bardzo zdolna (jak Kaczyński z Tuskiem - on go nie nienawidzi, on go bardzo nienawidzi). Ale chce lecieć do Stanów w 2015, znaczy się, znów ja będę płacił, a w 2016 to już tej pani nie będzie (mądrze zrezygnowała z przeprowadzki na Parkową - co rok musiałaby się przeprowadzać, a tego nikt nie lubi, poza studenciakami). Zatem kicha będzie z tego. Jedyny premier, który obiecał i dotrzymał, to… Miller, mianowicie kiedyś obiecał młodzieży licealnej stypendia za wybitne wyniki, no i załapał się mój syn! (a premiera wówczas nie znałem, a na jego widok w telewizorze wypowiadałem tylko kilka słów powszechnie uważanych za obraźliwe). I młody dostawał też stypendia na prawie i na SGH, z tej samej puli. Ba, jak tak zmierzam ku tej dobroczynności szkolnej, szalenie ważnej dla rozwoju każdego społeczeństwa, bo najzdolniejsi to zwykle ci najbiedniejsi, otóż ja wszelakie stypendia, renty, zapomogi, przez 25 lat i wystarczyło na wspaniałą edukację, to otrzymywałem od - aż wstyd pisać, ale trzeba dać świadectwo - kolejno od Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego (a widząc ich w TV mówiłem również same obelgi). I mieszkanie też dostałem, pierwsze, 32 metry, jak miałem ze 20 lat! Tak wyglądała niegdyś pomoc państwa, a znajomości nie miałem najmniejszych, a jedynie dobre stopnie w szkołach, i nikt nie sprawdzał moich poglądów - a były takie jak napis na mojej studenckiej koszulce: "Element antysocjalistyczny". No i teraz pytanie zadane przez posła niezrzeszonego Kmiecika: kto i dlaczego pomaga szefowej jakiejś państwowej strefy ekonomicznej w Kamiennej Górze (chuj, dupa i kamieni kupa - dosłownie!), że ta pani poza zrujnowaniem okolicy zamówiła służbowe auto z rozkładaną tylną kanapą? I zadał pytanie - czy na zimę zamówi podgrzewaną kanapę? Otóż tak wygląda dziś Polska po 25 latach zmian i wolności. Zdemontowana doszczętnie, zdemolowana - i tu rację i odwagę ma jedynie Kaczyński. Stąd ten mój wymarzony mariaż, choć pewnie wystawią młodszych - błąd. Do sprawowania władzy trzeba dorosnąć, i ci moi faworyci są w wieku i formie odpowiedniej.
Rozczarował mnie prezes PiS tym, że nie wystąpił w Sejmie. W czasach obrazków trzeba się pokazywać jak najczęściej. On tego nie docenia
Choć nieco rozczarował mnie prezes, że zrezygnował z oświadczenia w Sejmie. Ja wiem, że gdy nie chce się utrzymywać przyjaznych kontaktów z jakimiś reżimem, a jednak jakieś są potrzebne, to nie wysyła się prezydenta czy premiera na rozmowy. Ani nawet ambasadora, lecz najwyżej drugiego sekretarza ambasady. I tak traktuję posłanie na mównicę tej pani Ani. Ale - i tu jednak pomyłka. Mianowicie w czasach obrazków i niskiej kultury trzeba się pokazywać jak najczęściej, i to na pierwszej linii. Jak na Dzikim Zachodzie (takim się staliśmy, tylko bez kopalni złota), gdzie zawsze do akcji pierwszy szedł szeryf i nawet - taki paradoks - przypinał sobie do piersi widoczną z daleka gwiazdę. Taką, by budzić popłoch wśród koniokradów czy innych gadów. I tego Kaczyński nie docenia. Kiedyś, po tej słownej dyskusji z Tuskiem, widać było, że przegrał, bo zbyt rzadko brał udział we wszelakich potyczkach, czy to w radiu, czy w TV. Owszem, jest zdolny z czapki strzelić mądre i płomienne przemówienie, ale dla gawiedzi trzeba być widocznym każdego dnia. Jak teraz będzie Kopaczowa. No, ale błędów nie robi, kto niczego nie robi (Władimir, ale Uljanow, a nie Putin).

Wracam do tytułu - otóż w tej nowej układance przewidywałem, że czołowe role grać będzie lobby wojskowe ze względu na gigantyczne pieniądze, które są do wyrwania z każdego budżetu wszędzie w świecie, i od afery Lockheada wiadomo, iż wszystkie chwyty są dozwolone, nie tylko łapówki, ale też prowokowanie wojen (ciekawe, czy na Ukrainie nie jest podobnie, to jest nie tyle wojna wyzwoleńcza - trochę jest - ale wielki poligon dla złomu za miliony). Ale jak w środę wieczorem tłumaczyłem to pani w banku w Marriotcie, że bardziej opłaca się handlować czołgami za miliony dolarów niż autami za dwa tysiące (uznałem to za najistotniejszą część exposé dopiero co zakończonego), otóż zaatakował mnie, słownie, jakiś facet. Że głupoty gadam, a za dwa tysiące (brrr) to by się nawet nie kupiło jednego pocisku do czołgu! Gadał tak głupio, że uznałem go, i słusznie, za wojskowego - zresztą szybko skojarzyłem, iż wypowiada się często na te tematy w telewizji. Ale, i tu zaskoczenie - zapieniony wezwał mnie na solo: była to reakcja na moje pytanie, jak na jego brzuch szyje się mundur...

Dawno nikt nie wyzwał mnie przed drzwi na pojedynek na piąchy (całość nagrana w monitoringu bankowym, łatwo sprawdzić). Odparłem, że mogę mu przylać, jak tylko zapłacę rachunki. Ale wyszedłem i... polski wojak dał nogę.

Boję się, że tak może być już w poważniejszej kłótni. A pieniądze wydane na mundury, które do dzieci nie trafią i tak, zmarnują się zwyczajnie. Bo jak piszę - wojna współczesna jest dla nas w każdej konfiguracji porażką. W każdej.

Dlatego praca i gospodarka. Póki jeszcze tej najzdolniejszej młodzieży nie wysyłamy nie tylko na emigrację, jak dziś, ale na śmierć. Jak jutro.
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się