Menu Region

Szymon Ziółkowski nie mógł dogadać się z młotem

Szymon Ziółkowski nie mógł dogadać się z młotem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski, Pekin

Prześlij Drukuj
- Jak poszło Kołeckiemu? - dopytywał się Szymon Ziółkowski, który był 7. w konkursie rzutu młotem. Mistrz olimpijski z Sydney po zawodach starał się żartować, ale widać było, że to tylko poza. Rzucił 79,22 m. I to było wszystko, na co go stać. Aby zdobyć złoto, trzeba było posłać młot na odległość 82,02 m.

Nasz mistrz świata z 2001 r. (wówczas 83,38 m) wyglądał na zdenerwowanego, tłumaczył później, że nie mógł "dogadać się z młotem". Podszedł nawet do trybun, na których siedział mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski.

- Chciałem zaczerpnąć od niego energii - przyznał Ziółkowski. Od lat nie może znaleźć formy. Ostatni rzut powyżej 80 m zdarzył mu się w zeszłym roku. W tym sezonie najlepszy wynik uzyskał w piątkowych kwalifikacjach (79,55). Ale ta odległość nie przesunęłaby go bliżej podium.

Na trybunach siedział trener Piotr Zajcew. Ziółkowski nawet nie spojrzał w jego stronę. Od wiosny potrafią nie odezwać się do siebie słowem, nawet gdy przebywają w swoim towarzystwie przez godzinę. Ziółkowski sugerował, że za sukcesami trenerskimi Zajcewa stoi doping, a on nie będzie się zniżał do takiego poziomu. Zresztą z ironią wypowiada się o Białorusinach (Zajcew pochodzi z tego kraju), którzy zdobyli tu srebrny i brązowy medal, bo do Pekinu przylecieli dzień przed eliminacjami, by uniknąć niespodziewanej kontroli antydopingowej.

W poniedziałek w finale zobaczymy Marka Plawgę w biegu na 400 m ppł. Polak w półfinale zaserwował kibicom prawdziwy dreszczowiec. Dopiero kilkanaście metrów przed końcową linią wyszedł na 4. pozycję premiowaną finałem. - Popełniłem dwa błędy na 4. i 9. płotku, które atakuję swoją słabszą, prawą nogą. Jeśli to poprawię, to w finale będzie lepiej - mówi Plawgo.

- Zdenerwowanie zmieniam w agresję do walki - wyjawia plan na poniedziałek. - Od startu ruszę jak zwierzę. Żadnych kalkulacji, rozkładania tempa. Adrenalina popchnie mnie do mety - zapewnia Plawgo.

Do poniedziałkowego finału zakwalifikowały się także nasze dwie tyczkarki. Anna Rogowska i Monika Pyrek (skoczyły po 4,50 m). W kwalifikacjach siłę pokazała Jelena Isinbajewa. Wystarczyła jej jedna próba (4,60), by zapewnić sobie miejsce w finale. Chce walczyć o złoto, choć już to wszystko zaczyna ją nudzić.

- Nie mam silnych rywalek, a trudno być bez przerwy zmotywowanym, gdy nikt nie zagraża - oświadczyła rekordzistka świata w skoku o tyczce.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się