Janusz Czapiński: Polacy wciąż mają problem z zaufaniem...

    Janusz Czapiński: Polacy wciąż mają problem z zaufaniem drugiemu człowiekowi

    Adrianna Calińska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    W Polsce mamy patologiczny indywidualizm. Polega on na tym, że tworzymy granicę między własnym ja a całą resztą świata. I do tego kręgu własnego ja dopuszczamy tylko najbliższych - mówi prof. Janusz Czapiński.
    Janusz Czapiński

    Janusz Czapiński ©fot. Dawid Parus

    Zdobyliśmy mistrzostwo świata w piłce siatkowej - dyscyplinie, w której sukcesy osiąga się tylko dzięki współpracy. Podczas uroczystości zaprzysiężenia nowego rządu prezydent apelował, aby ten sukces stanowił dla wszystkich nieustającą inspirację do gry zespołowej. I o tą zespołowość właśnie chciałam zapytać. Naprawdę z tym naszym narodowym kolektywizmem jest aż tak kiepsko? Może to zwycięstwo zwiastuje jednak jakiś przełom?
    Zwycięstwo siatkarzy jest absolutnym wyjątkiem od reguły. Podobnie jak wyjątkiem od reguły była drużyna piłkarska Kazimierza Górskiego albo drużyna siatkarska Huberta Wagnera 40 lat temu. Ten sukces, który dzisiaj świętujemy, nie ma absolutnie żadnego znaczenia, jeśli chodzi o funkcjonowanie Polaków na co dzień. Niestety niewiele zmieniliśmy się w ciągu tych 25 lat po odzyskaniu niepodległości. Wyrwaliśmy się wprawdzie do kształcenia, jesteśmy niezwykle przedsiębiorczy, odzyskaliśmy pogodę ducha, jesteśmy szczęśliwi, ale nasze nastawienie do innych wciąż pozostaje takie samo.

    Relacje na jakich płaszczyznach ma Pan Profesor na myśli?
    Mam na myśli relacje sąsiedzkie, nie mówiąc już o relacjach z obcymi. Zresztą jest to także kulą u nogi w sensie gospodarczym. Na palcach jednej ręki można byłoby wymienić firmy, które weszły na rynek europejski (bo na globalny nie weszła żadna polska firma). I jest to konsekwencją tego, że również i nasi biznesmeni nie potrafią grać zespołowo. Kiedy polski przedsiębiorca zakłada jakąś firmę, to z góry zakłada, że on się z nikim nie będzie kolegował. Innymi słowy, zakłada, że nie będzie dążył do stworzenia jakiegoś klastera firm, które zajmują się podobną sprawą albo mogłyby się uzupełniać. Nie ufa.

    Czy te niezmiennie niskie od początku transformacji wskaźniki uogólnionego zaufania, aktywności obywatelskiej, pracy na rzecz społeczności lokalnej mogą wynikać z tego, że wciąż jeszcze wszystko, co wspólne i czynione dla dobra ogółu, Polakom kojarzy się głównie z rzeczywistością radziecką, a zatem to taki rodzaj walki z syndromem wyuczonej bezradności?
    Mógłbym się zgodzić z tą tezą, jeśli chodzi o byłe republiki radzieckie i samą Rosję. Bo tam rzeczywiście była prawdziwa kolektywizacja. Ale nie w Polsce. PGR-y to przecież była wyspa na ogromnym obszarze polskiego indywidualnego rolnictwa. W rzeczywistości nie miały one większego znaczenia. Nie było też kołchozów, a spółdzielnie nie były przymusowe. Ta niechęć do działania na rzecz wspólnoty raczej nie wynika więc z obrony przed mentalnością homo sovieticus. To się ciągnie za nami od kilkuset lat. To ma bardzo głębokie korzenie kulturowe.

    Czyli nie ma nadziei nawet w młodych pokoleniach? Nie będą funkcjonować inaczej niż ich rodzice?
    No właśnie, jeśli chodzi o te młode pokolenia to muszę powiedzieć, że jestem szczególnie przerażony, bo w ich świadomości tkwi dokładnie to samo, co u rodziców. Owszem są otwarte na nowe technologie, na podróżowanie po świecie, uczą się języków, osiągają sukcesy. Ale pod jednym względem są lustrzanym odbiciem rodziców. Kompletnie nie ufają innym.

    Ale przecież to właśnie z inicjatywy młodych powstaje coraz więcej nowych ruchów społecznych, inicjatyw na rzecz lokalnej wspólnoty, kooperatyw.
    Tak, zgadza się. Ja nawet współpracuję z takimi organizacjami. Ale dopóki nie osiągniemy masy krytycznej pod tym względem, to większość w tę stronę nie ruszy. Cały czas wszystkie te organizacje wspólnotowego działania są właśnie tymi wysepkami na ogromnym morzu polskiej nieufności. I niestety nie decydują o tym, w którą stronę idziemy. Oczywiście błogosławię tego typu inicjatywy, ale niestety są one znikome. W większości badań, w tym także w Diagnozie Społecznej, właściwie w ogóle ich nie widać. Jeśli pytamy 26 tys. Polaków, to wśród nich może się trafi ok. 50, którzy w jakikolwiek sposób działają wspólnotowo. I to pokazuję skalę tego zjawiska.

    Jak więc zmienić tę proporcję? Na czyich barkach powinna spoczywać nauka kolektywizmu? Kto powinien odpowiadać za wszczepianie tego pierwiastka społecznego, promowanie efektów pracy w grupie - szkoła, dom?
    Zdecydowanie głównym podmiotem, który mógłby cokolwiek zdziałać, jest szkoła. Rodzice nie, bo oni są już przecież ukształtowani przez swoich rodziców, zatem nie przekażą dzieciom nic więcej prócz tego, czego sami się nauczyli. Zmiany mogą nastąpić w szkole, bo ona podlega pewnym rygorom państwowym. Można ją przeformatować. Ale na razie, przez te 25 lat, żaden minister edukacji się do tego nie zabrał.

    W takim razie w czym tkwi główny problem aktualnego systemu nauczania?
    Polska szkoła w dalszym ciągu uprawia taki patologiczny indywidualizm. Wszyscy uczniowie są rozliczani indywidualnie, a prawie w ogóle nie przywiązuje się wagi do działań zespołowych. Poza wyjątkami, praktykuje tworzenia projektów, które zachęcają uczniów do współpracy. Szkoła się nie zmieniła od XIX w. - powiela dokładnie ten sam sposób wychowywania dzieci, jaki dominuje w polskich domach.

    Ale jeżeli nastąpiłyby już zmiany w szkole, to do ich utrwalenia w świadomości dzieci, chyba konieczne byłoby również inne nastawienie rodziców? Jakieś porozumienie, współpraca w tej kwestii.
    Powtarzam, że na rodziców nie ma co liczyć. Za to w szkole jest to naprawdę bardzo proste do wykonania. Na lekcji chemii, zamiast jedno dziecko przy jednym palniku, można postawić troje dzieci i poprosić je, aby wspólnie wykonały jakiś eksperyment chemiczny. I tak na każdej lekcji. Zamiast zlecać każdemu indywidualne napisanie wypracowania i to jeszcze pod rygorem, że nie wolno się porozumiewać, można to zlecić trzem osobom. Można rozliczać zespoły, a nie indywidualnych uczniów. Oni odkryją wtedy zupełnie inny świat. Świat, w którym zespół wypracowuje lepsze rezultaty, niż indywidualne kucie.

    Czyli indywidualizm powinniśmy postrzegać jako zagrożenie?
    Sam indywidualizm oczywiście nie jest zagrożeniem. Ludzie powinni być pewni siebie, mieć własne zdanie na każdy temat, mieć przekonanie, że są w stanie samodzielnie urządzić swoje życie. Tylko że w Polsce mamy patologiczny indywidualizm. Polega on na tym, że tworzymy granicę między własnym ja i całą resztą świata. I do tego kręgu własnego ja, dopuszczamy tylko najbliższych, czyli żonę, dzieci i ewentualnie jeszcze przyjaciół albo kuzynostwo, a cała reszta jest poza tym murem. Można być więc pewnym siebie, mieć wysoką samoocenę, samodzielnie kreować własne życie, ale przy okazji nie odgradzać się od reszty.

    Czy religia, Kościół - w tym dzisiejszym wydaniu - dysponuje jeszcze siłą, która mogłaby skłaniać do działań na rzecz wspólnoty, na rzecz budowania społecznego kapitału?
    Dysponuje, ale z tej swojej siły oddziaływania w ogóle nie korzysta. Proszę zwrócić uwagę, że Kościół propaguje taką ewangeliczną zasadę miłości bliźniego, jednak wszyscy wiedzą, o co naprawdę chodzi. Chodzi wyłącznie o miłość do tych najbliższych. Kościół propaguje taki rodzinny indywidualizm, a rzecz w tym, żeby zaczął propagować także miłość do tego dalszego bliźniego. Nigdy tego nie spotkałem, a przecież poza rodziną są jeszcze sąsiedzi, współpracownicy, współpasażerowie w tramwaju. Ale oni się już nie liczą.
    « 2

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Oj panie profesorze, nie przygotował się pan

    spokojny

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

    „Zwycięstwo siatkarzy jest absolutnym wyjątkiem od reguły.” Bet przesady, poza piłkarsmiki sukcesami Górskiego z lat 1972-1982 w wielu innych dziedzinach sportu, w tym zespołowych gdzie trzeba...rozwiń całość

    „Zwycięstwo siatkarzy jest absolutnym wyjątkiem od reguły.” Bet przesady, poza piłkarsmiki sukcesami Górskiego z lat 1972-1982 w wielu innych dziedzinach sportu, w tym zespołowych gdzie trzeba współpracować Polska nieraz miała sukcesy. Hokej na trawie: 3 razy wicemistrzostwo świata (2003, 2007, 2011). Piłka ręczna: wicemistrzostwo świata 2007 i dwa brązy (1982, 2009). W brydżu sportowym mamy cały worek medali (162 z czego 66 złotych). Oj panie profesorze, nie przygotował się pan i opowiada niesprawdzone teorie podwórkowe a tak naukowiec nie postępuje. Lista polskich sukcesów sportowych przeróżnych dyscyplin jest naprawdę długa i od wioślarzy do lekkoatletów współpraca jest absolutnie zawsze. Nawet jeżeli Małysz, Fibak czy Kubica walczyli „sami” to przecież za nimi zawsze stała ludzka organizacja, której byli częścią. Jeśli chce pan udowadniać, że Polacy nie potrafią ze sobą współpracować to proponuję zostawić sport w spokoju. Potrafią.

    I proszę dać mi te miliony, które ma np. Real czy Bayern a gwarantuję, że kupię Messiego. Lewandowskiego, Millera czy Neuera i też będę miał najlepszą drużynę. Tak „na palcach jednej ręki można byłoby wymienić firmy, które weszły na rynek europejski” ale proszę poptarzeć jak się „wchodzi na rynek”. Się wchodzi od pokoleń i dziesięcioleci czyli tradycją, której u nas w PRL-u być nie mogło i się wchodzi wielką kasą, której z podobnych powodów u nas brakuje. Tak gdzie te tradycje są i jest kasa też rozdajemy karty. Jesteśmy np. na całej planecie największym producentem soku jabłkowego (ważny suroweic w przemyśle spożywczym) a Polska Miedź to też pierwsza i globalna liga, lista jest dłuższa i znowu panie profesorze - nie przygotował się pan.

    I dalej też strzela pan ślepakami, np. „polska szkoła w dalszym ciągu uprawia taki patologiczny indywidualizm. Wszyscy uczniowie są rozliczani indywidualnie”. A gdzie nue ma tej „patologii”? Gdzie na świecie od Szwecji do Grecji ktoś dostaje na świadectwie maturalnym ocene „zespołową”? Nigdzie. Wszędzie się podczas egzaminu samemu siedzi w ławie i za to jest ocena tak? A dalej z błędnych przesłane płyną tylko błędne wnioski żeby „reformować nauczanie i walczyć z indywidualizmem”. Dziękuję, beze mnie. Kolektywizm już był.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ja sie nie zgadzam z wymowa wywiadu i zaraz to udowodnie!

    Zgłoś naruszenie treści / 9 / 3

    jestesmy spolegliwi. ufamy sobie i to jest nasza sila! na przyklad, jak iksinski spiyerdoli cos w firmie rzadowej, to ufa, ze zostanie za to nagrodzony. jak podpisze kontrakt na najdrozszy w...rozwiń całość

    jestesmy spolegliwi. ufamy sobie i to jest nasza sila! na przyklad, jak iksinski spiyerdoli cos w firmie rzadowej, to ufa, ze zostanie za to nagrodzony. jak podpisze kontrakt na najdrozszy w swiecie gaz do konca swiata i dzien dluzej - dostanie premie i to nie od siebie, a od spoleczenstwa, ktorego przedstawicielami sa rzad i michnik.albo jeszcze lepiej, jak siedzi w pierdlu, to ufa i wie, ze w czwartek wyjdzie, bo rzadzi PO. no to o jakim knrwa braku zaufania my tu mowimy? A juz w ogole to wspolpraca z innymi firmami jest cudowna, bo jak na przyklad jedna piramida finansowa pierze brudna kase kradnac jakims tam pozal sie boze emerytom, to radni gdanska ciagna laske i premierowi i juzefowi bonkowi. no, panie i panowie, jesli to was nie przekonuje do tego, ze jako spoleczenstwo i ufni i spolegliwi jestesmy, to kto, agent Oskar od cycka angeli z KGB czy tez chrabia z aneksu do wsi ma nas o tym przekonac?zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo