Menu Region

Wokół wioski z Robertem Korzeniowskim

Wokół wioski z Robertem Korzeniowskim

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski, Pekin

1Komentarz Prześlij Drukuj
Czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie Robert Korzeniowski nie zwalnia tempa także w Pekinie. To już jego piąte igrzyska. Trzy poprzednie imprezy kończył ze złotymi medalami w ręku. Szefa sportu TVP spotkaliśmy na joggingu w Pekinie.
- Wtedy liczyły na mnie miliony Polaków, ale rozliczałem siebie sam. Teraz liczą na mnie miliony i miliony rozliczają - podkreśla podstawową różnicę szef sportu w TVP.

W stolicy Chin jest bardzo zabiegany. I to dosłownie. Aby umówić się z nim na spokojną rozmowę, najlepiej złapać go rano na trasie między głównym centrum medialnym a wioską olimpijską. Wtedy ma czas dla siebie. Biega. Podjąłem wyzwanie i postanowiłem dotrzymać kroku mistrzowi. Poranny jogging "Korzenia" to dla przeciętnego człowieka wyścig niemal olimpijski.

- Najtrudniej było mi się przestawić z chodzenia na bieganie. Zajęło mi to dwa lata - opowiada na pierwszym kilometrze porannej przebieżki.

Nic dziwnego, że chodzenie miał już we krwi. Gdyby zsumować cały dystans, jaki pokonał pieszo, trzykrotnie okrążyłby kulę ziemską. Teraz bieganie staje się jego drugą naturą. Myśli nawet o wystartowaniu w tegorocznym maratonie w Poznaniu (12 października).

- Dobrze, że w Pekinie jest gdzie poćwiczyć. Bałem się, że nasz hotel jest w centrum miasta, gdzie nie ma do tego kompletnie warunków, a tak zaraz skręcimy w lewo i pobiegniemy wzdłuż wioski. Bardzo przyjemne 7 km - uśmiecha się.

Nawet podczas porannego rozruchu zachowuje się jak profesjonalista. W trakcie kariery słynął z tego, że bardzo pilnował, by nie odwodnić się w trakcie marszu. W czwartek rano miał na sobie pas z butelką. I komórkę.

- Ciągle jestem w kontakcie z całą ekipą TVP. Igrzyska to ogromne wyzwanie dla każdej stacji, a my tu nadajemy 40 godzin materiału na dobę. Mamy najliczniejszą ekipę, 45 osób. Ponad 100 pracuje w Warszawie - tłumaczy na drugim kilometrze. Ani trochę nie łamie mu się głos. Proszę spróbować przebiec 500 metrów, mówiąc?

Te igrzyska to dla niego całkowicie nowe wyzwanie, do którego przygotowywał się niemal jak do największych zawodów.

- Ostatnie półtora roku to ciężka praca całego zespołu zajmującego się sportem w TVP. Ostatnie sześć miesięcy to już kompletne szaleństwo. Opłacało się. Jeszcze nigdy igrzyska nie były tak szeroko relacjonowane w Polsce - mówi wybitny olimpijczyk.

Na czwartym kilometrze dowiaduję się o tym, że dla Korzeniowskiego Pekin to impreza różniąca się także pod innym względem. - Do tej pory do igrzysk przygotowywałem się z dala od zgiełku. Znajdowałem sobie bazę kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów od miasta i na zawody przyjeżdżałem w ostatniej chwili. Teraz jest zupełnie inaczej. Mieszkam niemal na terenie igrzysk. Do mojego hotelu trzeba mieć akredytację, a jakbym chciał przyprowadzić gościa, to muszę tydzień wcześniej wystąpić o przepustkę dla niego - opowiada Korzeniowski.

Na piątym kilometrze odzywa się jego telefon. Dzwoni Sylwia, siostra chodziarza. Akurat biegniemy obok bramki. Nawet podczas joggingu trzeba przejść przez skanowanie akredytacji olimpijskiej, bramkę wykrywającą metal i jeszcze jeden ręczny detektor - bo coś piknęło, gdy byłem kontrolowany. Bieg wzdłuż wioski przypomina wycieczkę wokół więzienia. Po jednej stronie mamy cały czas wysoki metalowy płot zwieńczony drutem kolczastym, kamery i wartowników.

Korzeniowski rozmawia chwilę. Wyjaśnia mi, że chce tu wspierać mentalnie siostrę, która w czwartek idzie na 20 km (Robert na tym dystansie zdobył złoty medal w Sydney).

- Sportowiec potrzebuje mieć w kimś oparcie. Myślę, że polski problem to brak liderów. Kogoś, kto ciągnie reprezentację, drużynę czy pojedynczego zawodnika. Taki ktoś jest bardzo potrzebny, bo wtacza w ludzi pozytywną energię i wiarę w sukces - dodaje.

- Aaaa? ty jeszcze ppprzeżywasz, eee, starty biaaało-czeeerwonych? - wysapuję zlany potem po szóstym kilometrze.
- Jasne! Kocham sport. Chciałbym robić taką telewizję, która rozkocha ludzi w uczestniczeniu w aktywnym życiu - wyjaśnia czterokrotny mistrz olimpijski.

Robert Korzeniowski skręca do wioski, ja kieruję się do International Broadcasting Center, gigantycznego budynku, w którym studio ma TVP. W środku przypomina scenografię do serialu "Star Trek", tylko ktoś do supernowoczesnego centrum wypełnionego kilometrami kabli, tysiącami kamer, komputerów, monitorów wrzucił armię ludzi, którzy z powodzeniem odtworzyliby bitwę pod Grunwaldem.

Setki reporterów, kamerzystów biegają, krzyczą, nerwowo gestykulują. Trwa wojna o newsa i ułamki sekundy, by wejść na wizję.

Dwie godziny później opanowany Korzeniowski ustala plany na kolejny dzień.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Idol?

+12 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Koziol (gość)  •

Nie robcie z niego idola. To przeciez kawal chama!

odpowiedzi (0)

skomentuj