Menu Region

Pozostają tylko małże z Białorusi? Rosjanie już odczuwają...

Pozostają tylko małże z Białorusi? Rosjanie już odczuwają braki żywności

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mark Franchetti

Prześlij Drukuj
Nie pomaga zaklinanie rzeczywistości przez propagandystów Kremla, że rosyjscy konsumenci nie odczują zakazu importu żywności z większości krajów Zachodu. Braki są, a ceny idą w górę.
1/4

Supermarket jeszcze z polskimi "trującymi" jabłkami

(© AP Photo)

Na pierwszy rzut oka w zeszłym tygodniu w supermarkecie Azbuka Wkusa, rosyjskim odpowiedniku brytyjskiej sieci Waitrose, wszystko wyglądało normalnie.

Ponad dwa tygodnie po wprowadzeniu przez Kreml zakazu importu żywności z większości krajów Zachodu w ramach nasilającej się bitwy na sankcje krzepcy klienci z torbami na ramię i kobiety w szpilkach oraz markowych ciuchach - jedna z ochroniarzem pchającym wózek - wybierali ze stosików owoców i warzyw ułożonych elegancko jak w sklepie z biżuterią.

Jednak nie wszystko było tak jak dawniej: miejsce absurdalnie drogich hiszpańskich brzoskwiń zajęły owoce z Azerbejdżanu - gorszej jakości, ale równie drogie.

Blade, niezdrowo wyglądające pomidorki koktajlowe z południowej Rosji wyparły swoich barwniejszych konkurentów znad Morza Śródziemnego. Nie było też śladu włoskiego kopru, który często jadam na lunch.

- Obawiam się, że w najbliższym czasie nie będzie kopru - poważnie oznajmiła młoda ekspedientka. - Nasi ludzie na całym świecie szukają odpowiedników, ale jak dotąd nie mieliśmy szczęścia.

Cytryny? - Bardzo mi przykro, ale były z Hiszpanii. Szparagi? - No… nie - wydusiła, wyglądając teraz na naprawdę zawstydzoną. Rukola? - Przepraszamy, nie ma. Ale niech pan nie rozpacza, obiecano nam dostawy rosyjskiej rukoli.

Na dziale rybnym to, co z daleka wyglądało na norweskiego łososia - teraz też objętego zakazem - okazało się rosyjskim wędzonym pstrągiem. Na mięsnym były jeszcze ostatnie zapasy szynki parmeńskiej, ale wyglądało na to, że już wkrótce zostaną całkiem wyparte przez przygnębiająco radziecko wyglądającą wędlinę "tagańską".

Dział z serami był nieźle zaopatrzony, ale nie było już parmezanu, pecorino ani gorgonzoli. - Do przyszłego tygodnia wszystkie francuskie sery znikną - oceniła kobieta za ladą.

- Ale proszę się nie martwić, jest wiele innych krajów, które robią wspaniałe sery, a Rosja jest jednym z nich - dodała z uśmiechem.

To prawda - jednak jej słowa przypomniały mi niedawny skandal, w którym jedna z największych sieci supermarketów w Rosji zrezygnowała ze sprzedaży sera produkowanego przez pewien syberyjski zakład mleczarski, gdy jego pracownicy sfotografowali się, pływając w kadzi z mlekiem w czasie suto zakrapianej imprezy noworocznej.

Początkowe obawy, że nastąpi powrót do pustych półek i długich kolejek, które dręczyły Rosję, gdy dogorywał Związek Radziecki, okazały się grubo przesadzone. Jak dotąd nie ma takiego efektu od nałożenia zakazu importu żywności, który przez rok będzie dotyczył ryb, drobiu, mięsa, owoców, warzyw i produktów mlecznych z USA, Kanady, Unii Europejskiej, Norwegii i Australii.
Wielu Rosjan musi jednak szybko główkować, jak sobie poradzić w nowej sytuacji. Wśród najbardziej dotkniętych sankcjami są bary sushi, które stały się ogromnie popularne od czasu upadku komunizmu.
1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się