Menu Region

Ice Bucket Challenge, splash... Viralowe akcje podbijają...

Ice Bucket Challenge, splash... Viralowe akcje podbijają internet. O co w nich chodzi? [VIDEO]

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Kuba Dobroszek

Prześlij Drukuj
Najczęściej podstawowym warunkiem powodzenia viralowych akcji jest ich spontaniczność. Ale niekoniecznie autentyczna, czasem po prostu dobrze wyreżyserowana.
Charlie Sheen, Taylor Swift, Sergio Ramos, Bill Gates, nawet żaba Kermit i były prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush. Oblewanie się lodowatą wodą zatacza coraz szersze kręgi. Ice Bucket Challenge to zaledwie jedna z akcji popularnych ostatnio w internecie. Zasady są proste: jeśli zostałeś nominowany do wyzwania, masz 24 godziny, aby nagrać i udostępnić film, na którym lądujesz pod wodą. Nie spełniłeś warunków?
Trudno, przelewasz datek na konto organizacji charytatywnej zajmującej się walką ze stwardnieniem zanikowym bocznym. Aha, klip obowiązkowo tagujesz hasłem #IceBucketChallenge, by pozostali mogli cię odnaleźć.



Jedni - jak Bill Gates, który do oblania skonstruował specjalną maszynę, czy Charlie Sheen zanurzający się w... banknotach, a nie wodzie - potrafią być naprawdę kreatywni. Inni ograniczają się do najprostszego schematu. Wszystkich łączy ten sam cel: pomaganie. Przynajmniej oficjalnie, przynajmniej dopiero od niedawna. Wcześniej współuczestniczenie we wszelakich łańcuszkach gwarantowało jedynie kilka lat w dostatku i szczęściu (ewentualnie poznanie wymarzonej miłości) lub - jak w przypadku "próby ognia", podczas której nastolatki dokonywały aktu samospalenia - groziło poważnymi poparzeniami. Podobne akcje dzieliły internautów na zwolenników i przeciwników. Nie wypadało stawać pośrodku. Czasy się jednak zmieniają.



WYPADKI PODCZAS ICE BUCKET CHALLENGE. IM SIĘ TO NIE UDAŁO [VIDEO]


W Polsce wciąż popularniejszy od #IceBucketChallange jest #splash, czyli po prostu znalezienie się pod wodą, niekoniecznie przeraźliwie zimną, pod groźbą zaproszenia wyzywających na kolację. O akcji stało się naprawdę głośno chyba dopiero za sprawą Maryli Rodowicz, do której dołączyło później wielu lokalnych celebrytów, na czele z Adamem "Nergalem" Darskim, Joanną Horodyńską i Ewą Szabatin. - Bardzo się cieszę, że ta akcja przyjęła się w Polsce. Jesteśmy narodem na tyle sztywnym, że każde przedsięwzięcie, dzięki któremu możemy choć trochę się rozluźnić, jest na wagę złota. Podejrzewam, że gdybyśmy zobaczyli np. Hiszpanów oblewających się wodą, mówilibyśmy: "Ci południowcy to mają jednak jaja, są wyluzowani!". A gdy robią to Polacy, komentujemy, że wstyd, że żenada - mówi "Polsce" Marcin Sikorski, współtwórca prześmiewczego portalu: Nagłówki nie do ogarnięcia. Nagłówki, wyzwane przez serwis Gazeta.pl, również wzięły udział w akcji - przy wsparciu Hoop Coli nakręciły prześmiewczy #splash, w którym pytali przechodniów, czemu klikają w bzdurne nagłówki, proponując tym samym internautom hashtag: #klikajodpowiedzialnie. To jednak jedna z nielicznych prób nadania akcji - wzorem #IceBucketChallange - poważniejszego wymiaru niż tylko zafundowanie kolacji.



Większość, jak chociażby klip firmy Durex, opiera się na prostym, momentami infantylnym schemacie, trudno więc dziwić się, że coraz więcej internautów wyśmiewa przedsięwzięcie. - Za popularnością tego zjawiska stoi chęć wyróżnienia się, pokazania, że nadąża się za trendami. Z czasem jednak #splash, jak niemal każda akcja w internecie, zatraciła swój pierwotny sens. Zaczęła być przerabiana, konwertowana i dostosowywana do potrzeb danego środowiska. Nie nazwałbym jej jednak głupotą - tłumaczy Michał Makowski, koordynator ds. social media w agencji Click Community.

Nim jednak umysłami internautów zawładnął #splash, dużo popularniejsze było już tzw. selfie. W tym wypadku zasady również są banalnie proste: wystarczy pstryknąć sobie autoportret, a następnie umieścić go na Facebooku, Twitterze lub Instagramie. Choć jeszcze kilka lat temu tego typu aktywność kojarzyła się jedynie z pryszczatymi nastolatkami szukającymi poklasku wśród znajomych z serwisu Fotka.pl, obecnie trudno znaleźć użytkownika mediów społecznościowych, który nigdy nie pochwaliłby się selfie. A te mogą być doprawdy przeróżne: z "dziubkiem" (czyli charakterystycznie wydętymi ustami), na gali Oscarowej, z Jarosławem Kaczyńskim, z papieżem, ze znajomymi, a nawet, co udowodniła kilka dni temu niezawodna Agnieszka Szulim, ze świnią. - W ludzkiej naturze leży potrzeba bycia cenionym. Zawsze podświadomie liczyliśmy, że inni nas wreszcie dostrzegą, docenią. Teraz technologia dała nam tylko wymierny wskaźnik: liczbę polubień pod naszym zdjęciem. Możemy więc udowodnić innym, a przede wszystkim sobie, jacy wspaniali jesteśmy - wyjaśnia Sikorski. Również Makowski zauważa rosnący wpływ technologii: - Selfie ma swoje źródło w autoportrecie. Z tym że kiedyś wykonywali go wielcy artyści, a teraz, dzięki najprostszym telefonom komórkowym, może go zrobić każdy. Efekty, jakie są, każdy widzi. Ludzie nie starają się wyjść poza pewien schemat, utrwalają konkretne wzorce, uznając je za atrakcyjne.

AUTOPORTRET OBAMY NA POGRZEBIE MANDELI, CZYLI SZAŁ NA SELFIE [ZDJĘCIA]


Nierzadko warunkiem powodzenia wszelkich viralowych internetowych akcji jest po prostu ich spontaniczność, szybka reakcja. Przykładem są choćby, popularne już nawet za granicą, przedsięwzięcie #jedzjabłka zainicjowane przez dziennikarzy "Pulsu Biznesu" w ramach sprzeciwu wobec polityki Władimiria Putina, czy fotografowanie się uśmiechniętych Turczynek protestujących przeciw kuriozalnym zasadom wprowadzanym w ich państwie. Do tej drugiej akcji włączyła się nawet znana z filmów o Harrym Potterze Emma Watson.



Choć korzenie tego typu akcji są zgoła inne niż w przypadku na przykład selfie, schemat pozostaje ten sam - natychmiastowe rozprzestrzenianie się w mediach społecznościowych. Marcin Sikorski twierdzi: - Gdy 20 lat temu w mojej rodzinnej miejscowości zainstalowano telefony, pierwsze, co zaczęliśmy robić z kolegami, to dzwonić do przypadkowych ludzi. Dla żartu. Wszelkie psikusy, dowcipy, sprzeciwy leżą po prostu w ludzkiej naturze. Dzięki sieci możemy pokazać je całemu światu, co czyni je jeszcze atrakcyjniejszymi. Michał Makowski: - Tego typu zjawiska będą się utrwalać, gdyż marki oraz organizacje społeczne będą wykorzystywać w swoich działaniach marketingowych wcześniejsze doświadczenia.

W sieci aż roi się od mnóstwa znacznie mniej popularnych akcji. Wprawni internauci znajdą przedsięwzięcie namawiające do zadzwonienia do przypadkowego twitterowicza lub do bojkotu pewnej sieci sklepów odzieżowych. Młodsi użytkownicy Facebooka wyzywają się, choć już coraz rzadziej, do publicznego picia piwa. Są też tacy, którzy wstawiają odpowiednie zdjęcia, mając nadzieję, że tym samym zmienią świat lub wesprą daną fundację charytatywną. Wygląda na to, że tego typu działań będzie coraz więcej. - Splash, jak większość podobnych akcji, zapewne zakończy swoje istnienie śmiercią naturalną. Tak było choćby z wyzwaniami dotyczącymi odchudzania - przewiduje Makowski. Podobnego zdania jest Marcin Sikorski: - Ludzie w kulturze obrazkowej coraz szybciej się nudzą. Była woda, woda z lodem, podpalanie, będą kolejne mody, które nas zaszokują. Nie skreślajmy ich jednak z góry, ale klikajmy odpowiedzialnie - tłumaczy współtwórca Nagłówków nie do ogarnięcia.

Do #IceBucketChallange nominowani zostali również przywódcy polityczni. Barack Obama, wyzwany przez piosenkarza Justina Biebera i koszykarza LeBrona Jamesa, wymigał się z akcji i od razu wpłacił sto dolarów na konto organizacji charytatywnej. Vin Diesel wytypował z kolei Władimira Putina. Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow stwierdził, że nie wie, czy jego przełożony przyjmie wyzwanie amerykańskiego aktora. Czekamy z - co tu kryć - niecierpliwością.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się