Menu Region

Śmiech był jego lekarstwem, jednak i ono zawiodło. Wzloty i...

Śmiech był jego lekarstwem, jednak i ono zawiodło. Wzloty i upadki Robina Williamsa

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Andrew Billen

Prześlij Drukuj
Robin Williams Robin Williams

Robin Williams (© AP Photo/ABC)

"Rozgorączkowany" komediowy styl gry aktorskiej Robina Williamsa stanowił objaw choroby afektywnej dwubiegunowej, na którą cierpiał aktor, a jednocześnie był sposobem artysty na jej kontrolowanie. Doświadczył tego Andrew Billen, autor wywiadu z Williamsem dla "Timesa".
Każdy szanujący się wywiad z Robinem Williamsem musiał częściowo stanowić rozmowę na temat choroby psychicznej.
Spotkałem się z nim w hotelu Dorchester. Spore grono krytyków filmowych. Wiedziałem, że chcę zapytać go o jego alkoholizm, uzależnienie od kokainy i nawracającą depresję. O to, co złego się z nim dzieje. I jak ma się to wszystko do jego sztuki jednego z największych komików, a także osiągających największe sukcesy aktorów charakterystycznych amerykańskiego pokolenia baby boom.

Mogłem też przewidzieć, jak Williams - już wtedy słynny ze swoich ról w serialu "Mork i Mindy" oraz filmach "Good Morning, Vietnam", "Buntownik z wyboru" i "Stowarzyszenie umarłych poetów" - będzie starał się odeprzeć moją "ofensywę".
Bezładna gadka szmatka, "podrasowana" parodia zachowań celebryty i gra słowna oparta na swobodnych skojarzeniach. Cały ten gwar przypominający bzyczenie pszczoły. Poza jednym - tym razem usłyszałem kakofonię całego roju pszczół.

Wciąż mnie rozbrajał. Towarzyszyła mi wtedy wybitna fotografka Jane Bown. Weszła jako pierwsza. Warto pamiętać, że sama była kolejnym ekscentrycznym geniuszem. To najlepsze oko, gdy chodzi o fotografię portretową, ukryte za zachowującą się jak wiercipięta starszą damą. Wszedłem za nią. Przez pierwsze parę minut widziałem tylko jej plecy. Na chwilę "posiadła" samego Williamsa. Ten w nieustannej gorączce, jakby starał się na moich oczach "wypędzić" z niej ducha. Być może potrzebował tego, aby wrócić do siebie na tyle, by zaangażować się w wywiad.

Gdy się uspokoił, okazało się, że bez problemu potrafi rozmawiać przynajmniej o swojej rozedrganej, szalonej stronie. Tym, o czym dziś, po jego śmierci, dyskutujemy otwarcie - chorobie afektywnej dwubiegunowej. Opisał mi, jak podczas improwizacji w jednym z programów realizowanych dla brytyjskiej organizacji charytatywnej Comic Relief wyszedł zbyt daleko "na zewnątrz".

Wsadził ręce między nogi Billy'ego Cristala i udawał, że pełnią one rolę gadającego penisa. W tym momencie obecna na scenie Whoopi Goldberg powiedziała coś obraźliwego pod jego adresem. Williams wsadził ręce między jej uda. Teraz udawał waginę.

- Widzowie mówili, że to najmocniejszy i najzabawniejszy numer, jaki widzieli. Ale ja wiedziałem, że to jedna z tych chwil, gdy twoja wyobraźnia idzie zbyt daleko. Gdy skończyliśmy, powiedziałem sobie usprawiedliwiająco: "Ekstra, było interesujące". Tak naprawdę miałem do czynienia z opętaniem komika.

Były także upadki.

W 1982 r. telewizja ABC po czterech sezonach zrezygnowała z serialu "Mork i Mindy". Aktor popadł w depresję. W takich sytuacjach próbował odwoływać się do komedii. Tym razem ulgę przyniosła praca na planie "The Tale of the Frog Prince". Reżyser i scenarzysta Eric Idle powiedział, że nigdy nie widział go bardziej rozbawionego lub… smutnego. - Zawsze, gdy popadasz w depresję, masz pod ręką komedię, która uratuje ci dupsko - mówił Williams.
1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się