Menu Region

Schetyna: Wiem, że jesteśmy nudni

Schetyna: Wiem, że jesteśmy nudni

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Grzegorz Schetyna

Prześlij Drukuj
Kolejny głos w toczonej na łamach "Polski" debacie o skutkach rządów Plat formy Obywatelskiej zabrał wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna, z którym rozmawiali Andrzej Godlewski i Mariusz Staniszewski. W poniedziałek debatę podsumuje Wiktor Świetlik, komentator "Polski"
Jak to jest, że znaleźliśmy się w sytuacji kryzysowej, zaprzyjaźniony kraj zostaje zaatakowany, a nasze najwyższe władze zajmują się wewnętrznymi sporami?
Od początku kryzysu gruzińskiego rząd zajmował się zorganizowaniem ewakuacji naszych obywateli z rejonu konfliktu. To było dla nas absolutnym priorytetem i zakończyło się sukcesem. Po drugie, premier zabiegał o stworzenie wspólnego frontu w ramach Unii Europejskiej i NATO w celu przywrócenia pokoju w Gruzji. Prezydent i premier różnili się co do oceny sytuacji, ale tonacja wypowiedzi była podobna. Uważam, że aktywność dyplomatyczna Polski w tej sprawie zakończyła się sukcesem.

Minister Radosław Sikorski, będąc członkiem delegacji lecącej do Gruzji, kwestionował sens wizyty.
Informację o wyjeździe prezydenta do Gruzji Radosław Sikorski otrzymał od dziennikarki podczas wywiadu w jednej ze stacji telewizyjnych. Minister spraw zagranicznych nie znał ani celu, ani planu tej wizyty. W przyszłości trzeba lepiej budować wspólne stanowisko rządu i prezydenta w takich sprawach. Chciałbym podkreślić, że w tym czasie toczyły się bardzo intensywne rozmowy dyplomatyczne w sprawie wspólnego stanowiska Unii i NATO w sprawie konfliktu w Gruzji. Minister Sikorski - nie znając planu wizyty Lecha Kaczyńskiego - miał prawo obawiać się, czy nie zakłóci ona rozmów polskich dyplomatów z naszymi partnerami w UE.

Powinniśmy się więc bać. Nawet w obliczu wojny władza nie potrafi się dogadać.
To nieprawda. To nie było proste, ale nie pokłóciliśmy się, bo sprawa była ważna. Minister Sikorski poleciał z Lechem Kaczyńskim i na zewnątrz Polska mówiła jednym głosem.

Prezydent mówi, że Polacy są w Gruzji, by walczyć. I co rząd na to?
Polska miała wielką szansę, by stać się pomostem między Unią Europejską i Gruzją. Szczególnie przy prezydencji francuskiej. Dla Francji Kaukaz nigdy nie był priorytetem w polityce zagranicznej, nie leżał też w jej sferze zainteresowania. Polska mogła być przewodnikiem Francji i UE na tym obszarze.

I tej szansy nie wykorzystała?
Nie. Było to słychać w wypowiedziach francuskiego ministra spraw zagranicznych, który mówiło polskim wychodzeniu przed szereg. Wolałbym, by prezydent Kaczyński pojechał do Tbilisi i Moskwy razem z prezydentem Sarkozym. To byłoby lepsze dla polskiej racji stanu niż sympatyczne, symboliczne i solidarne występy na placu w Tbilisi. Od występowania na wiecach ważniejsze dla zapewnienia pokoju w Gruzji jest działanie organizacji międzynarodowych, takich jak Unia Europejska czy NATO.

Czy rząd ma jakiś pomysł, jak budować relacje z prezydentem w sprawach zagranicznych?

W trakcie kryzysu gruzińskiego na bieżąco informowaliśmy Lecha Kaczyńskiego o rozwoju sytuacji i dyplomatycznych wysiłkach premiera i rządu. Gdy zaczynał się konflikt gruziński, siedzieliśmy do pierwszej w nocy i dyskutowaliśmy, jak najlepiej ułożyć współpracę z prezydentem.

Było lepiej, ale po wywiadzie ministra Witolda Waszczykowskiego znów porozumienie legło w gruzach. Według niego dla sukcesu marketingowego jesteście w stanie poświęcić nawet polską rację stanu.
Wywiad Waszczykowskiego, wypowiedź Adama Bielana i dalszy ciąg negocjacji w sprawie tarczy - to jest dla mnie ciąg wydarzeń.

Uważa Pan, że w ten sposób Amerykanie rozgrywają konflikt prezydenta z premierem?
Tak. Nie sposób tych wydarzeń rozdzielić. To jest elementarz polityki i ja tak ją czytam. Dziwię się politykom PiS, którzy z powodu takiego obrotu wydarzeń zacierają ręce pod stołem.

Ale co było celem tej akcji?
Ten wywiad miał ustawić nas w kącie i zmusić rząd do podpisania zgody na tarczę na byle jakich warunkach. W przeciwnym razie miało się okazać, że Waszczykowski wszystko załatwił, a my to odrzuciliśmy.

A macie jakiś sposób, by nie dać się blokować prezydentowi?
Nie jestem takim pesymistą jak wielu moich kolegów z PO i nie uważam, że prezydent będzie wetował wszystkie strategiczne ustawy.

Ale przy ustawie medialnej przegraliście.
Przegraliśmy z koalicją PiS-SLD. Ta sytuacja udowodniła, że Napieralski i bracia Kaczyńscy zawarli układ w tej sprawie. W dalszej perspektywie okaże się, że to oni przegrali.

Czy jesienią, przy okazji projektu nowej ustawy ministra Bogdana Zdrojewskiego, spróbujecie kupić SLD?
Nie będzie żadnego handlu. Przedstawimy nowoczesną wizję mediów publicznych i zapytamy, czy jest większość, która pozwala odrzucić prezydenckie weto do tej ustawy. To jest zresztą ciekawe, że weto stało się orężem politycznym. Dziś nie liczy się zwykła większość parlamentarna, ale taka, która pozwala obalić weto.

Taką większość, która pozwala nie liczyć się z prezydentem, dadzą dopiero kolejne wybory.

Rozwiązaniem jest ordynacja większościowa i okręgi jednomandatowe. Musi być tak, że zwycięzca bierze wszystko. Bo mamy teraz trudną koalicję, która nie wystarcza do rządzenia.

PSL nigdy się nie zgodzi na okręgi jednomandatowe.
Być może rozwiązaniem będzie ordynacja mieszana, która zwiększy efekt wyborczy.

Po co Platformie większa władza? Na czym Wam tak zależy?
By Polska rosła w siłę, a ludziom się żyło dostatniej.

Ale jakoś tego nie widać. Stefan Niesiołowski pisze w "Polsce", że od zwycięstwa PO ludzie są szczęśliwsi, bo więcej się uśmiechają. Po dziewięciu miesiącach rządów to trochę za mało.
Nigdy dosyć uśmiechu i optymizmu życiowego, ale wiem, że media chcą krwi. Ciągle pytacie: kiedy rząd zacznie wprowadzać trudne reformy? A ja zapytam: dlaczego reformy muszą być trudne? Wiem, że jesteśmy nudni. Nie kłócimy się tak jak PiS z Samoobroną, ale mamy sporo sukcesów.

Na przykład?
Pensje lekarzy wzrosły o siedemdziesiąt procent. W szpitalach się uspokoiło, bo uszczelniamy system i jest więcej pieniędzy.

Z autostradami Wam się nie udaje.

Najważniejsze jest przygotowanie inwestycji. Zwłaszcza sprawy środowiskowe są trudne, bo jeśli jest jakaś niezgodność, Unia Europejska wstrzymuje pieniądze. Dlatego powołujemy Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. To ona będzie odpowiedzialna za każdy projekt autostradowy pod względem ochrony środowiska.

Kolejna administracja.
Robimy to trochę wbrew sobie, ale to przyspieszy przygotowanie projektów. Dokumenty nie będą krążyć od urzędu do urzędu. Skoro pan tak dobrze zna się na budowaniu dróg, to może zastąpi pan ministra Cezarego Grabarczyka, bo on sobie nie radzi, żeby zbudować autostradę z Wrocławia do Warszawy? (śmiech) Jestem skupiony na sprawnym zarządzaniu moim resortem, takie jest moje zadanie w rządzie.

To co Pan mówi, to jest ciągle kampania wyborcza. Słyszymy tylko, że będzie lepiej.
Już jest lepiej, bo ludzie się więcej uśmiechają. Bardzo wysokie poparcie dla premiera jest dowodem, że ludzie widzą sprawy idące w dobrym kierunku. Ludzie zobaczą niedługo, że budujemy drogi. Ale żeby się to udało, najważniejsze jest załatwienie spraw biurokratycznych.

Pan mówi o biurokracji, a brakuje wielkiej wizji skoku cywilizacyjnego. Czy nie jest tak, że - jak pisał Paweł Fąfara, redaktor naczelny "Polski" - tą doraźną grą zabijacie marzenia Polaków? Że PO jest takie samo jak PiS?
To nieprawda. PO i PiS są biegunowo różne. W naszej koalicji nie ma awantur i afer jak w rządzie PiS, Samoobrony i LPR.

Ale dzisiaj najpopularniejszymi twarzami Platformy są Janusz Palikot i Stefan Niesiołowski…
Bo taki jest język polityki w polskim parlamencie. Bo prezydent 38-milionowego państwa rozmawia z ministrem spraw zagranicznych w taki sposób, jak opisano to w prasie. Spór między PO i PiS znalazł brutalny język.

Czyli nie możemy liczyć, że zamiast się kłócić, przygotujecie porządny pakiet ustaw zdrowotnych?
Przygotujemy dobry pakiet ustaw zdrowotnych. A potem pan Fąfara napisze, że pakiet jest do kitu, bo nie przekonaliśmy do niego SLD. A w tej sytuacji prezydent będzie mógł go zablokować wetem.

Czyli macie z głowy. Nie musicie nic robić, bo i tak prezydent zawetuje…
Oczywiście, że przedstawimy dobre projekty. Jeśli prezydent je zawetuje, będziemy zmiany wprowadzać inaczej. Na przykład rozporządzeniami. Podzielimy NFZ na sześć podmiotów, uszczelnimy system, podniesiemy składkę. Będzie więcej pieniędzy.

Ale rządzenie rozporządzeniami to fikcja.
Jedną czy drugą rzecz można w ten sposób wprowadzić. A fikcją jest rządzenie, gdy wszystkie ustawy będą odbijać się od weta, ponieważ prezydent wspiera swoją partię PiS. Jeśli tak będzie, będziemy musieli zostawić nowe ustawy do końca kadencji obecnego prezydenta. Jak już mówiłem, mam nadzieję, że zwycięży rozsądek.

Nie obawia się Pan, że efekt Waszych zapowiedzi będzie taki jak z naszymi sportowcami na olimpiadzie: szumne obietnice i marne efekty.
Trzeba konsekwentnie robić swoje i rozwiązywać problemy, wtedy odnosi się sukces.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się