Menu Region

MŚ 2014: Scolari i van Gaal, czyli dyktatura znów w modzie

MŚ 2014: Scolari i van Gaal, czyli dyktatura znów w modzie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Hubert Zdankiewicz

Prześlij Drukuj
Scolari i van Gaal - dwaj trenerzy ekscentrycy słynący z kontrowersyjnych decyzji i... zachowań. Brazylijczyk przylał kiedyś na boisku piłkarzowi rywali, Holender ściągnął przed swoimi... spodnie.
  • Louis van Gaal
  • Louis van Gaal
  • Louis van Gaal
  • Louis van Gaal
"Zręczni wojownicy najpierw czynią się niezwyciężonymi, a potem szukają słabości przeciwników" - to cytat ze "Sztuki wojny", ulubionej książki Luiza Felipe Scolariego, napisanej prawie 2,5 tys. lat temu przez chińskiego generała Sun Zi. Selekcjoner Brazylijczyków wierzy - w sumie nie bez racji - że zawarte w niej mądrości i rady znajdują zastosowanie również w wojnach na piłkarskim boisku. Podobnie jak wiedza zawarta w... gwiazdach, bo zdarzało mu się zatrudnić astrologa.

- Bieganie jest dla zwierząt. Potrzeba mózgu i piłki, by grać w futbol - tak opisuje swoją filozofię pracy selekcjoner Holendrów Louis van Gaal. Obaj są pewni siebie, czasem aż za bardzo. Obaj nie znoszą sprzeciwu, potrafią zgromić nie tylko piłkarza w szatni, ale również namolnego dziennikarza. Brazylijczyk wtargnął kiedyś nawet na boisko i przylał rywalowi z przeciwnej drużyny w eliminacjach Euro 2008. - Czy to ja jestem taki inteligentny, czy ty taki głupi? - tak Holender potrafił odpowiedzieć na irytujące go pytania na konferencjach prasowych. Kiedyś, w przypływie emocji, obnażył się nawet przed drużyną w szatni Bayernu Monachium. - Chciał nam uświadomić, że może zastąpić każdego piłkarza, bez względu na to, jak ten się nazywa. Bo on ma jaja - opowiadał później Włoch Luca Toni.

Obaj grali kiedyś w piłkę, ale co najwyżej przeciętnie (na Scolariego wołano w ojczyźnie "perna-de-pau", co oznacza "drewniana noga"). Obaj są za to wielkimi trenerami, choć w ich karierach nie brakowało wzlotów i upadków.
Obaj mają szansę wygrać trwający właśnie mundial...

Scolari już raz dokonał tej sztuki. W 2002 roku - jechał wówczas do Korei i Japonii prawie jak na szafot, bo nie posłuchał życzliwych rad i zostawił w domu ulubieńca kibiców Romario. Za tę decyzję znienawidziło go pół Brazylii, ale trener uznał, że jego zespół poradzi sobie lepiej bez tyleż zdolnego, co krnąbrnego napastnika. Miał rację, ale mistrzostwo świata nie wszystkich usatysfakcjonowało, bo w kraju kawy liczy się również styl, rzecz dla Scolariego drugorzędna.

"Felipao" spakował więc manatki i przeniósł się do Portugalii, którą dwa lata później doprowadził do wicemistrzostwa Europy. Tu również nie obyło się bez kilku zgrzytów.

- Prowadzić tę reprezentację na wielkiej imprezie to jak spędzić upojną noc z piękną dziewczyną i nad ranem odkryć, że... jest brzydka - stwierdził filozoficznie po porażce w meczu otwarcia z Grecją. Drugie miejsce też nie wszystkich usatysfakcjonowało, bo przecież Portugalia była gospodarzem. W dodatku w finale znów uległa niedocenianej Grecji.

W 2006 roku Scolari doprowadził jeszcze Cristiano Ronaldo i spółkę do czwartego miejsca na mundialu w Niemczech, by po kolejnym Euro (już bez sukcesów) przenieść się do Chelsea. Jego pobyt w Londynie był jednak pasmem niepowodzeń i po zaledwie ośmiu miesiącach został zwolniony. Z Anglii trafił do... Uzbekistanu, gdzie został trenerem miejscowego Bunyodkoru.

Na pocieszenie została mu gigantyczne pensja, bo właściciel klubu Isok Akbarov zapłacił mu za półtora roku pracy 13 mln euro. W czerwcu 2010 roku wrócił do kraju. Z Palmeiras zdobył Puchar Brazylii, ale później został zwolniony z powodu słabych wyników.
1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się