Menu Region

Rywalki za

Rywalki za silne, majtki za ciasne, a medali brak

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Romaniuk

Prześlij Drukuj
Otylia marudzi, Gruchała ma dość, Radwańska biadoli. Cztery lata temu na polski medal czekaliśmy trzy dni Kibice przed telewizorami na polski medal w Pekinie czekają, czekają, dalej czekają i doczekać się nie mogą.
Kibice przed telewizorami na polski medal w Pekinie czekają, czekają, dalej czekają i doczekać się nie mogą. Cztery lata temu w Atenach pierwszy sukces przyszedł już trzeciego dnia. Otylia Jędrzejczak popłynęła po srebrny medal na 100 m motylkiem. W 2000 r., w Sydney, czekaliśmy równie długo jak teraz, bo aż pięć dni, gdy złoto wystrzelała Renata Mauer.

A w Atlancie w 1996 r.? Igrzyska jeszcze na dobre nie ruszyły, a Mauer już miała na szyi najcenniejszy medal. Krążki dorzucili jeszcze Paweł Nastula i zapaśnicy i po trzech dniach prowadziliśmy w klasyfikacji medalowej.

Teraz też prawie prowadzimy. Odwróć tabelę, Polska na czele! I wiele wskazuje na to, że po raz pierwszy od igrzysk w Melbourne (1956 r.) zdobędziemy poniżej dziesięciu medali. Jak tu być optymistą, skoro nawet ci, na których liczyliśmy najbardziej, zawodzą na całej linii?

Weźmy pływanie. Ponoć jeszcze niedawno byliśmy potęgą. Paweł Korzeniowski chciał bić rekordy Michaela Phelpsa, ale na treningach pocić się już nie za bardzo. Otylia Jędrzejczak, jeszcze niedawno synonim wszystkiego, co ma związek z sukcesem, brak awansu do finałów na 100 motylkiem i 400 dowolnym w Pekinie tłumaczy tym, że majtki miała za ciasne i że w ogóle nie za bardzo wie, co się dzieje. Pozostał jej start na 200 m motylkiem. Jeszcze niedawno zastanawialiśmy się, czy Otylia wygra trzy czy cztery konkurencje. Teraz modlimy się o choćby jeden brązik.

Ciśnienia nie wytrzymał też trener Paweł Słomiński. Przed igrzyskami zrobił eksperyment i zabrał pływaków na wyczerpujący obóz w góry. Teraz, mimo smogu w powietrzu, zaczął palić papierosy.
Piłkarze ręczni, wszak wicemistrzowie świata, prowadzili z Hiszpanami pięcioma punktami, wcale nie potęgą jakąś wielką, i przegrali. Oczywiście zabrakło nam szczęścia. Podobnie jak siatkarkom.

A Sylwia Gruchała? Dała... się pokonać, i to w pierwszej rundzie, bo - jak twierdzi - szermierka to jej się już właściwie znudziła i chętnie poszukałaby nowych wyzwań. To po jakiego diabła na olimpiadę się jedzie, aż chciałoby się zapytać.

Skoro zawodzą nasi "amatorzy", to liczyliśmy na zawodową tenisistkę - Agnieszkę Radwańską, odkrycie światowych kortów. Ale i ona odpadła szybko, bo już w drugiej rundzie. Co więcej, tłumaczyła się w takim stylu jak pozostali przegrani: - Coś mi od początku w tym Pekinie nie pasowało.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się