Menu Region

"Gwiezdne Wojny" wracają w wydaniu Disneya. Moc będzie z...

"Gwiezdne Wojny" wracają w wydaniu Disneya. Moc będzie z nami!

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

James Jackson, Rhys Blakely redakcja@polskatimes.pl

Prześlij Drukuj
"Gwiezdne Wojny" wracają w wydaniu Disneya. Moc będzie z nami! "Gwiezdne Wojny" wracają w wydaniu Disneya. Moc będzie z nami!
Fani tego kultowego filmu na całym świecie już zacierają ręce. Nie mogą się doczekać rozpoczęcia pierwszych zdjęć, a jeszcze bardziej premiery. Carrie Fisher liczy na powrót w "Gwiezdnych wojnach: część VII", dając do zrozumienia, że plotki o jej powrocie do tej produkcji są prawdziwe. Co więcej, aktorka zasugerowała, że w nowym filmie zobaczymy ją u boku Marka Hamilla i Harrisona Forda.
W wywiadzie dla "TV Guide" Fisher, która w pierwszej trylogii odtwarzała postać księżniczki Lei, powiedziała, że troje aktorów grających główne role w filmach z lat 1977-1983 powróci w części siódmej, do której zdjęcia ruszają wiosną.

- Chciałabym znów nosić dawną fryzurę, tyle że tym razem z siwych włosów - żartowała. - Myślę, że to byłoby zabawne.
Jak to zwykle bywa w przypadku plotek dotyczących obsady, ich prawdziwość natychmiast podważono. Nikt oficjalnie niczego nie potwierdził.

Podczas internetowego czatu w serwisie Reddit Mark Hamill skomentował wypowiedź Fisher: - Jedyna postać, która, z tego co wiem, na pewno powróci, to mój przyjaciel R2-D2. Nie przestaje nadawać na ten temat.
- Nie jestem nieśmiały, serio - dodał. - Jak tylko dowiem się czegoś więcej, zaraz wszystkich powiadomię. Na razie nie zapadły żadne decyzje.

Reżyser nowej trylogii J. J. Abrams także nie jest zbyt rozmowny. Kilka dni temu zapytany o komentarz w sprawie plotek na temat filmu powiedział: - Och, tyle ich krąży. Aż dziw bierze, skąd tyle plotek. Ale to miłe, bo pokazuje, że film, który przecież wkrótce powstanie, wzbudza tak wielkie zainteresowanie.

W jednym z wywiadów telewizyjnych, którego udzielił w październiku ub.r., Harrison Ford powściągliwie stwierdził, że jeszcze nie podjął decyzji.

Wśród aktorów, których nazwiska kojarzy się z nowymi filmami, są: Michael Fassbender, Hugo Weaving, Benedict Cumberbatch i Judi Dench. Saoirse Ronan, znana z "Pokuty" i Michael B. Jordan z serialu "Prawo ulicy" potwierdzili, że oboje niedawno uczestniczyli w przesłuchaniach do roli w nowych "Gwiezdnych wojnach".

W ubiegłym tygodniu Abrams poinformował, że scenariusz "Części VII" jest już gotowy. - Ciężko pracujemy, mamy już scenariusz, przygotowania idą pełną parą - powiedział.

"Gwiezdne wojny: część VII" trafi do kin 18 grudnia 2015 r. Fani Gwiezdnych Wojen z zapartym tchem czekają, kiedy i jak Disney użyje Mocy.

Pierwszy film cyklu opowiadał historię epickiej walki na skalę kosmiczną. Jednak w porównaniu z wybuchłą obecnie debatą na temat dalszych losów kultowej serii zniszczenie Gwiazdy Śmierci przypomina zwykły pokaz towarzyszący imprezie głównej.

Na wieść o kupieniu przez wytwórnię Walt Disney Company studia filmowego George'a Lucasa Lucasfilm w globalnej społeczności fanów science fiction zapanował stan gorączkowego podniecenia. Prawdziwe trzęsienie ziemi. Gigant medialny w 2015 r. wprowadzi na ekrany siódmą część sagi. Kolejne będą pojawiać się co 2-3 lata. Już kilka godzin po tych zapowiedziach w internecie dosłownie zawrzało. Jaka będzie fabuła? Kto wyreżyseruje? Kto zagra główne role? W sieci natychmiast pojawiło się co najmniej 2 tys. artykułów i tekstów!

Najnowszy film zacznie się tam, gdzie skończył się "Powrót Jedi", który wszedł na ekrany w 1983 r. Znamy zapiski, co stało się po tym, gdy rebelianci pod wodzą Luke'a Skywalkera podbili Imperium.

Wydany w latach 1991-1993 cykl książek Timothy'ego Zahna "Trylogia Thrawna" zaczyna się w chwili, gdy Skywalker nawiązuje romans z Marą Jade, zniewalająca zabójczynią - prawdziwą ręką Imperium. Jade ma go zabić. Zamiast tego para bierze ślub. Bohater chce odbudować Zakon Jedi. W tym samym czasie Leia i Han Solo zostają rodzicami bliźniaków. Czarnym charakterem jest wielki admirał Thrawn. Ten prawdziwy geniusz taktyki prowadzi resztki floty Imperium do serii niezwykłych zwycięstw w walce o odzyskanie władzy nad galaktyką rządzona tera przez Nową Republikę.

- To jedyna najbardziej konkretna idea. Cała reszta, gdy chodzi o treść nowej trylogii, to czyste spekulacje - mówi Eric Geller z portalu The Force.net. Jednak źródła w Lucasfilm podają, że sequel będzie miał zupełnie nową fabułę. Kolejne filmy będą "dosłownie czymś, czego przedtem w uniwersum Gwiezdnych Wojen nie widziano i nie czytano". Jeśli - a chodzi o wielkie "jeśli" - informacja ta jest prawdziwa, to w filmie nie zobaczymy Luke'a, Lei ani Hana.

Inne spekulacje mówią, że twórcy kolejnej trylogii będą szukać inspiracji w obecnej sytuacji geopolitycznej. Podobno, zdaniem Lucasa, w pierwszym filmie Imperium Galaktyczne symbolizowało amerykański imperializm w Wietnamie. W "Zemście Sithów" powstanie Imperium miało stanowić paralelę do losu Ameryki po zamachach z 11 września 2001 r. Z tej nieco przerażającej analogii wynikałoby, że Jedi to po prostu coś na kształt Al-Kaidy. Wyobraźnia fanów nie zna granic.

Wiadomo już, że najnowszy odcinek słynnej sagi wyreżyseruje Jeffrey Jacob Abrams, który w bardzo udany sposób wskrzesił kultowy "Star Trek". Pewne jest też i to , że Disney jest dziś właścicielem niezwykle dojnej i kochającej kasę krowy.
I nie tylko. Z Myszką Miki pozostaje sama Moc. Gigant zapłacił za Lucasfilm nieco ponad 4 mld dol. Właściciel studia68-letni George Lucas, połowę otrzyma w gotówce, połowę w akcjach Disneya. Przypomnijmy, że założył je w 1977 r. właśnie z myślą o "Gwiezdnych wojnach". - Przez ostatnie 35 lat jedna z największych przyjemności, których doświadczałem w swoim życiu, polegała na patrzeniu, jak "Gwiezdne wojny" przechodzą z jednego na drugie pokolenie widzów i fanów. Zawsze wierzyłem, że ten cykl mnie przeżyje. Uważałem też za rzecz bardzo ważną, by zmiana dokonała się jeszcze za mojego życia. Teraz projektem zajmie się ktoś inny - powiedział twórca słynnej sagi.

Przejęcie Lucasfilm stanowi kolejny krok na drodze niezwykle ekspansywnej i konsekwentnie realizowanej strategii Disneya. W 2009 r. za 4 mld dol. nabył on imperium komiksowe Marvel Entertainment. Trzy lata wcześniej kupił za 7,4 mld znakomicie prosperujące Pixar Animation Studios.

Nie wiadomo jeszcze, czy i jaką korzyść ze sprzedaży Lucasfilm odniosą sami fani. Pierwszy obraz z serii cieszył się niezwykłą popularnością. Jego sukces polegał między innymi na pokazaniu - co lubią widzowie na całym świecie - zniszczenia złego reżimu. Jednak wraz z upływem czasu wielu zaczęło dostrzegać, że przedsięwzięcie - lub raczej: przedsiębiorstwo - pod nazwą Gwiezdne Wojny przeszło swoistą mutację i samo stało się bezwzględnym imperium.

Opinie tego typu silnie doszły do głosu także w styczniu br. W odpowiedzi na krytykę George Lucas obiecał, że nie będzie już reżyserował żadnego z kolejnych filmów. - Dlaczego miałbym zrobić jeszcze jakiś kolejny, gdy wszyscy wokół wrzeszczą, jakim okropnym jestem facetem? - pytał w wywiadzie dla opiniotwórczego "The New York Times".

Z gniewną reakcją purystów Lucas spotkał się już w 1997 r., gdy wypuścił zmodyfikowaną wersję pierwszego filmu sagi. Dodatkowe trzy prequele - pierwszy to powstałe w 1999 r. "Gwiezdne Wojny: część I. Mroczne widmo" - tylko utwierdziły przeciwników nowych pomysłów twórcy w swoich racjach. Niektórym zagorzałym miłośnikom nie podobało się też, że Lucas majstrował przy oryginalnych scenariuszach.

I pomyśleć tylko, że po latach krytyki ze strony swoich byłych najbardziej zagorzałych fanów George Lucas na zawsze zostawił Gwiezdne Wojny i skończył nowe projekty. Jak oznajmił, wybiera się na emeryturę. Przypomnijmy - słynna filmowa saga opisywała zniszczenie i upadek rządów zła. Jednak wraz upływem lat wielu zaczęło dostrzegać, że samo potężne przedsięwzięcie zmieniło się w swojego mutanta - bezlitosne i skorumpowane imperium.

George Lucas jest dziś miliarderem. Oświadczył , że w końcu jest już gotów do zostawienia Gwiezdnych Wojen. Wydawało się wtedy, że dalszych filmów z tej serii już nie będzie. Reżyserem nowych części będzie J.J. Abrams, a George Lucas, który zapowiadał wycofanie się z głównego nurtu przemysłu filmowego, ma jednak pozostać "kreatywnym konsultantem" przy ich produkcji.

- Po jaką cholerę miałbym je jeszcze robić, gdy cały czas wszyscy wrzeszczą na ciebie i gadają, jakim to potworem jesteś - powiedział spory czas temu George Lucas w wypowiedzi dla "The New York Times".

Jego długoletni partner producencki Rick McCallum potwierdził, że już ukończony obraz Lucasa "Red Tails" będzie jego ostatnim komercyjnym projektem. Film opowiada historię afroamerykańskiego lotnika służącego w siłach powietrznych USA podczas II wojny światowej.

- Po skończeniu tego filmu, może sobie z czystym sercem powiedzieć, że zrobił wszystko, co chciał. Spełnił swoje cele i marzenia - jako człowiek i reżyser - dodał McCallum.

Już od 1997 r. George Lucas nieustannie musi stawiać czoła wściekłym atakom zagorzałych purystów w kwestii Gwiezdnych Wojen. Wtedy właśnie na ekrany weszła zmodyfikowana wersja pierwszej części sagi nakręconej dwie dekady wcześniej. Później doszły jeszcze trzy prequele.

Od ukończonego w 1999 r. obrazu "Gwiezdne wojny Część I. Mroczne Widmo" poczynając. Cała trylogia prequeli natychmiast tylko dolała oliwy do ognia i wywołała gorący sprzeciw purystów.

Niektórych najbardziej zagorzałych fanów starej serii szczególnie oburzyło to, że Lucas "ośmielił" się dodać cokolwiek w kulminacyjnej scenie "Powrotu Jedi". Ratując Luke'a Skywalkera przed świetlistym mieczem Imperatora, Darth Vader przed okrzykiem "Nieeeee" mówi po prostu "Nie".

Brytyjski aktor Simon Pegg był jednym z takich krytyków. Na Twitterze głośno narzekał że zawsze uwielbiał [przewrotnie] bezsłowne pełne poświęcenie się Vadera.

Na ocenę tego, co przedstawi nowy obraz Disneya, jak użyje Mocy, przyjdzie fanom poczekać cierpliwie do końca przyszłego roku.
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się