Menu Region

Gruzini czują się dziś zdradzeni

Gruzini czują się dziś zdradzeni

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Kazimierz Sikorski, Tony Halpin "The Times"

Prześlij Drukuj
Sojusznicy dramatycznie błagają Stany Zjednoczone i NATO: Pomagaliśmy wam w Iraku, teraz wy przyjdźcie nam z pomocą.
Dlaczego nie pomagają nam USA i NATO? Jeśli dziś nie przychodzą z pomocą, po co wspieraliśmy ich w Iraku? - żali się gruziński rolnik Dżimali Avago mieszkający dotychczas w wiosce niedaleko Gori.

Zostaliśmy zdradzeni - tak uważa dziś wielu Gruzinów, gdy ich żołnierze cofają się pod naporem wojsk rosyjskich, które uderzyły od strony Osetii i Abchazji. Wczoraj wieczorem gruzińskie oddziały w pośpiechu opuściły nadgraniczne Gori, miasto leżące już na terenie ich ojczyzny.
Gruzini chcą bronić się w Mccheta, oddalonym zaledwie 20 km od stolicy, Tbilisi. Jednocześnie Rosja uruchomiła drugi front w Gruzji. Czołgi rosyjskie atakujące z Abchazji zajęły miasto Senaki, odcinając port Poti od reszty kraju.

Nad atakowanym przez Rosjan mostem, stanowiącym granice między Osetią a Gruzją, unosił się wczoraj dym. Rosjanie ostrzelali ciężarówkę pełną gruzińskich żołnierzy. Ci wyskakiwali w pośpiechu, gdy pojazd z przestrzelonymi oponami zaczął tańczyć na szosie. Wszyscy pobiegli w kierunku granicy. Pod naporem Rosjan oddziały gruzińskie straciły serce i wolę walki. Wielu żołnierzy opowiadało, jak toczyli walki w Cchinwali, stolicy Osetii Południowej, gdy nadszedł rozkaz wycofania się ze zbuntowanej republiki.

To prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili nakazał przerwanie walk. W obecności szefów dyplomacji Francji i Finlandii podpisał dokument o rozejmie w Osetii. Rosja odrzuciła jednak zawieszenie broni i ściągnęła w rejon starć tysiące żołnierzy i kilkaset czołgów. - Poza granice Osetii Południowej nie wchodzimy - zapewniał wcześniej zastępca szefa rosyjskiego sztabu generalnego gen. Anatolij Negowicyn, ale nikt mu w Gruzji nie wierzył.

Zanim Gruzini wycofali się z Gori, liczące 50 tys. mieszkańców, nękane rosyjskimi nalotami miasto całkiem opustoszało. - Boimy się, że wpadną tu Rosjanie i nas zabiją. Ludzie nie musieliby porzucić domów, gdybyśmy mieli silną armię - mówi Georgi, mieszkaniec miasteczka Tirdznisi.

Iego Jokadze uciekł z położonej niedaleko Tirdznisi wsi Ergneti tuż po zbombardowaniu przez samoloty rosyjskie. - Zostawiłem wszystko. Nawet ostatnią koszulinę. Rosjanie, gdy raz wejdą, nigdy już stąd nie wyjdą. Ich wojska zaraz tu będą. Chcą pokazać nam i światu swą potęgę.

1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się