Menu Region

Nerwy taty Radwańskiej zostały wystawione na próbę

Nerwy taty Radwańskiej zostały wystawione na próbę

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Przemysław Franczak, Pekin

Prześlij Drukuj
Człowieku, ja mam atak serca, a ty mnie chcesz stawiać przed kamerą. Litości! - nie na żarty zdenerwował się Robert Radwański, gdy dziennikarz TVP podsunął mu pod nos mikrofon. Chwilę wcześniej Agnieszka Radwańska posłała zwycięską piłkę w meczu z reprezentantką Chińskiego Tajpej (czyli de facto Tajwanu) Yung- -Yan Chan.
Człowieku, ja mam atak serca, a ty mnie chcesz stawiać przed kamerą. Litości! - nie na żarty zdenerwował się Robert Radwański, gdy dziennikarz TVP podsunął mu pod nos mikrofon. Chwilę wcześniej Agnieszka Radwańska posłała zwycięską piłkę w meczu z reprezentantką Chińskiego Tajpej (czyli de facto Tajwanu) Yung- -Yan Chan.

Ojcu, a zarazem trenerowi krakowskiej tenisistki ciśnienie skoczyło nie przez przypadek. Wprawdzie początek debiutu jego córki w igrzyskach był wymarzony - wygrany łatwo w dwa kwadranse pierwszy set - ale potem zaczęły się schody. Agnieszka wspięła się jednak po nich do II rundy olimpijskiego turnieju, pokazując, że ma mocniejsze nerwy od taty. Rywalkę pokonała 6:1, 7:6 (8:6 w tie-breaku). W II rundzie zmierzy się z Włoszką Francescą Schiavone.

Radwańska jest w niezłej formie, mimo że z powodu kontuzji palca ciągle zażywa leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i chodzi na specjalne zabiegi. - Podczas meczu wszystko było OK - raportowała. W końcówce 1. seta Polka grała do tego stopnia swobodnie, że jej zagrania Radwański skomentował: - Zaczyna się buzerka.

Nic nie wskazywało, że za kilka minut sytuacja odwróci się szybciej niż spadająca ze stołu kromka chleba posmarowana masłem. W przerwie między setami Tajka poprosiła o przerwę i zeszła z kortu. Wróciła po kilku minutach. Niby ta sama, a jednak jakaś inna. Nikt jednak nie uznał za stosowne zadać pytania: "kim jesteś i co zrobiłeś z Yan Chan?". A obca istota w skórze tenisistki zaczęła gonić Radwańską po całym korcie, zagrywać trudne piłki, a nawet sprytne loby. Ni stąd, ni zowąd Polka przegrywała już 1:5 i znajdowała się w poważnych opałach.

Siedzący na trybunach Radwański nie miał w tym momencie wzroku trenera, tylko zaniepokojonego i zatroskanego ojca. Sam chyba nie mógł uwierzyć, że zapowiadający się na godzinę z niewielkim okładem mecz trzeba będzie rozstrzygać w dwóch setach.

- Gramy, Isia, gramy - dyskretnie dopingował Agnieszkę. A ona pokazała, że jak Robert Kubica, jest takim polskim sportowcem, który w bardzo trudnych momentach potrafi na chłodno ocenić sytuację i skutecznie wydostać się z pułapki. Stalowe nerwy i precyzyjny forhend sprawiły, że straty Polki zaczęły topnieć. Zachęcona przez ojca postanowiła uratować tego seta.

- Ryzykuj, graj ofensywnie. Goń ją z lewej na prawą stronę - sypały się po polsku instrukcje z trybun.

- Czy pomogły? - zastanawia się Agnieszka. - Tylko w tym sensie, że dobrze się gra, czując wsparcie. Ja dobrze wiem, jak powinnam grać. Trener nie steruje z boku zawodnikiem jak samochodzikiem. Po prostu dobrze jest wiedzieć, że ktoś trzyma za mnie kciuki.
Przy stanie 5:5 zaczął kropić deszcz i Radwańska zastanawiała się, czy nie zaproponować przerwania pojedynku.

- Graj, ona waży już sto kilo! - pokrzykiwał tata, spoglądając na coraz wolniej ruszającą się Tajkę. Agnieszka kiwnęła głową i po chwili, w tie-breaku jeszcze raz pokazała żelazne nerwy i konsekwencję. Po ostatniej piłce uśmiechnęła się szeroko, a tata nakrzyczał na telewizyjnego reportera. Ot. Dzień jak co dzień.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się