Menu Region

LeBron James dla "Polski": Pekin jest fantastyczny

LeBron James dla "Polski": Pekin jest fantastyczny

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Przemysław Franczak, Pekin

Prześlij Drukuj
Z LeBronem Jamesem, gwiazdą ligi NBA i koszykarskiej reprezentacji USA, rozmawia w Chinach Przemysław Franczak
W pierwszym meczu na igrzyskach nie daliście szans Chińczykom. Wynik 101:70 na wszystkich zrobił wrażenie. Czyżby w niedzielę wieczorem narodził się nowy Dream Team?
Może, może. Po jednym spotkaniu nigdy nie wie się takich rzeczy na sto procent. Zobaczymy, jak będzie dalej.

Chińczycy, gospodarze igrzysk, mieli być dla was trudną przeszkodą, a wyglądało na to, że nawet nie zauważyliście jej na drodze.

Bez przesady. W dwóch kwartach dotrzymywali nam kroku, a na samym początku nie mogliśmy sobie poradzić z wysokimi graczami, jak Yao Ming. Potem było znacznie lepiej. Myślę, że graliśmy nieźle. Tak, "nieźle" to najlepsze słowo. Jednak od niego jest jeszcze daleko do "bardzo dobrze".

Klimat na trybunach w olimpijskiej hali przypominał trochę ten z NBA. Nawet bardzo.
Wiedziałem, że w Chinach ludzie szaleją na punkcie koszykówki, ale nie sądziłem, że aż tak. Atmosfera była naprawdę super.

Chińczycy przywitali was wrzawą, głośno dopingowali podczas meczu, bili brawo po efektownych akcjach. Byliście zaskoczeni takim przyjęciem?
Trochę. Zachowali się miło, zresztą o to chyba powinno chodzić w sporcie. Ja jednak podczas meczu i tak nie zwracam uwagi na reakcje widowni. Widzę tylko przeciwnika, piłkę i kosz. Czasem też kolegów, bo inaczej trener zabiłby mnie w szatni (śmiech).

Trener mówił wam przed olimpijskim turniejem: "Pamiętacie lekcje z Sydney i Aten"?
W Australii zajęliście dopiero szóste miejsce, w Grecji zdobyliście tylko brązowy medal. Nie, nic takiego nie mówił. Nie musiał. My dobrze wiemy, jaką pracę mamy tutaj do zrobienia. Trochę wstyd, że reprezentacja USA po raz ostatni zdobyła złoto na igrzyskach dwanaście lat temu. My jesteśmy tutaj po to, by to zmienić.

To dlatego w meczu z Chinami pokazaliście cechy, których brakowało amerykańskim koszykarzom na dwóch poprzednich igrzyskach, czyli zaangażowanie i pracowitość?
Nie wracajmy już do przeszłości i nie porównujmy naszego zespołu z innymi. Też przecież byłem w Atenach. Było, minęło. A co do meczu, to z Chinami staraliśmy się grać zespołowo, agresywnie broniliśmy i wyglądało to bardzo obiecująco.

Podoba się Panu na igrzyskach?
Jak dotąd jest fantastycznie. W powietrzu czuć, że to niezwykłe wydarzenie.

Nie żałuje Pan jednak, że nie mieszkacie w wiosce olimpijskiej?

Zewsząd słychać opinie o panującej tam niepowtarzalnej atmosferze. Potwierdzam. Wybrałem się tam trzy, może cztery razy i podobało mi się. Nie przeszkadza mi jednak, że tam nie mieszkamy. W każdej chwili mogę się tam przejechać, więc problem nie istnieje.

Jakie wrażenie wywarł na Panu Pekin?
Jedyne, co zdążyłem zauważyć, to fakt, że jest ogromny. Miasta nie zwiedzaliśmy, a przez okna autokaru niewiele widać. Nie wiem zresztą, czy w ogóle będziemy mieli okazję coś zobaczyć. Nie przyjechaliśmy tutaj na wycieczkę.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się