Menu Region

Marek Zając: Olimpijski rachunek sumienia

Marek Zając: Olimpijski rachunek sumienia

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

publicysta dziennika "Polska"

Prześlij Drukuj
Staram się nie oglądać igrzysk w Pekinie. Nie z powodu, że nieraz bladym świtem trzeba się zerwać z łóżka, żeby obejrzeć zawody. Nie dlatego, że Polakom idzie jak po grudzie, bo nasi przeciętniacy nie wznoszą się na wyżyny swoich możliwości, a faworyci zawodzą.
Staram się nie oglądać igrzysk w Pekinie. Nie z powodu, że nieraz bladym świtem trzeba się zerwać z łóżka, żeby obejrzeć zawody. Nie dlatego, że Polakom idzie jak po grudzie, bo nasi przeciętniacy nie wznoszą się na wyżyny swoich możliwości, a faworyci zawodzą. Przyczyną nie jest nawet szlachetny indywidualny bojkot w proteście przeciw łamaniu praw człowieka.

Staram się nie śledzić igrzysk olimpijskich - notabene słowo: śledzić w chińskim kontekście wydaje się pasować jak ulał - ze wstydu. Ta olimpiada jest jak lustro, w którym oglądam gorzką prawdę o sobie samym.

Ale od początku: od kilku lat w Auschwitz-Birkenau prowadzę warsztaty z reportażu historycznego.
Razem z licealistami i studentami zastanawiam się np., dlaczego świat nie powstrzymał Zagłady, chociaż wiarygodne wiadomości o nazistowskich okrucieństwach regularnie trafiały do alianckich rządów. W rozmowie padają gorzkie oskarżenia o globalną znieczulicę. Pod pręgierzem młodzież stawia Churchilla, Roosevelta i innych wielkich tamtego świata.

Gdy temperatura dyskusji sięga zenitu, zwykle pytam: "A czy wiecie, co przez ostatnie lata działo się w Czeczenii? Znacie wstrząsające reportaże, które z Kaukazu posyłała zamordowana potem rosyjska dziennikarka Anna Politkowska? Czy protestowaliście przeciw mordowaniu niewinnych cywilów w Czeczenii?". Bo ja nie protestowałem...

Równie dobrze znam przykłady niesprawiedliwości i przemocy w Chinach. Znam, ale nigdy nie zrobiłem nic konkretnego, by zaprotestować. Zawsze znajdę dla siebie zgrabne usprawiedliwienie. Cóż może zmienić sprzeciw szarego człowieka, skoro nie protestuje ani prezydent George W. Bush, ani nawet papież Benedykt XVI?

Po co bojkotem i demonstracjami psuć Bogu ducha winnym sportowcom najważniejszą imprezę w ich karierze? Po co sprawiać przykrość milionom Chińczyków, którzy z reżimem nie mają nic wspólnego, a tyle potu wylali przy budowie olimpijskich stadionów i hal? Recytuję sobie litanię tych usprawiedliwień. Ale nie potrafię znieczulić sumienia w stu procentach. Po prostu się wstydzę. A Ty?

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się