Schorowana czekała parę godzin na lekarza w szpitalu...

    Schorowana czekała parę godzin na lekarza w szpitalu Żeromskiego

    Maria Mazurek

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Totalna bezsilność, wściekłość, strach o życie siostry - wachlarz takich uczuć poznała w czwartek Elżbieta Zielińska. Jej siostrę, Krystynę, o godz. 13 karetka zawiozła na SOR w Szpitalu im. Żeromskiego. Pacjentka najpierw cztery godziny czekała na podstawowe badanie potwierdzające lub wykluczające zawał, a do lekarza dostała się dopiero o godz. 18.30.
    Szpital Żeromskiego w Krakowie.

    Szpital Żeromskiego w Krakowie. ©fot. Adam Wojnar

    Byłaś (-eś) świadkiem bulwersującego wydarzenia? Daj nam znać! Czekamy na informacje, zdjęcia i nagrania wideo! Przyślij je na adres internet@gk.pl. Do Twojej dyspozycji są też nasze profile na Facebooku: Mój Reporter Kraków | Gazeta Krakowska



    Krystyna już raz przeszła zawał, jest też po operacji wszczepienia by-passów. Oprócz tego ma nerwicę, jest ogólnie schorowana. Więc kiedy w czwartkowe południe źle się poczuła, ona i jej rodzina wiedzieli: to może być coś poważnego. Wezwali karetkę. Wcale nie chciała jechać do Żeromskiego, ale należy do tego rejonu. Lekarz w karetce powiedział, że to prawdopodobnie zawał.

    Krystyna została przewieziona na SOR około godz. 13. Pielęgniarka zrobiła (kilka razy) EKG, ale na podstawowe badanie potwierdzające lub wykluczające zawał (na troponinę) kobieta czekała aż do 17.

    Dr Marek Szymański, specjalista chorób wewnętrznych i ratownictwa ze Szpitala im Żeromskiego w imieniu SOR-u tłumaczy (choć to nie on przyjmował pacjentkę), że musiało to trwać tak długo, bo w pierwszej kolejności przyjmuje się pacjentów z bezpośrednim zagrożeniem życia. A badania EKG wskazały, że w przypadku pani Krystyny tego zagrożenia nie było. - Procedury diagnostyczne, niestety, trwają - mówi.

    Lecz Zielińska doskonale pamięta, że kiedy siostra w podobnym stanie trafiła do Szpitala im. Jana Pawła II, badanie na troponinę zostało wykonane natychmiast. Na pierwszy kontakt z lekarzem w Żeromskim kobieta czekała zaś aż do 18.30. I to siedząc. - Dlaczego przynajmniej jej nie położyli, nie podali wody, nikogo przy niej nie było? - pyta Elżbieta Zielińska. - Tylko pielęgniarka przechodząc, od niechcenia rzucała "trzeba czekać". Czy tak traktuje się pacjenta przywożonego karetką, w ciężkim stanie, którego może spotkać najgorsze? - rozgoryczona kobieta zadaje kolejne pytania.

    Dodaje, że w czasie kiedy jej siostra czekała na badanie, a ona przy niej czuwała, pozostali członkowie rodziny bezskutecznie próbowali dodzwonić się na SOR, dowiedzieć się, co się dzieje. - W tym czasie recepcjonistka radośnie gawędziła przez telefon z jakąś znajomą, udzielając jej porad kulinarnych odnośnie frytek i kotletów. Wciąż odchodziła też od stanowiska - opowiada. - Na koniec okazało się, że to rzeczywiście nie zawał, ale te godziny były horrorem.

    Dr Szymański: - Proszę przeprosić tę pacjentkę, że czekała. Ale taką mamy procedurę i takie możliwości.

    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (35)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wszędzie to samo

    gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    W SOR na Kopernika jeszcze gorzej. Mój ojciec w stanie krytycznym (trzy dni potem zmarł) leżał pod własnym swetrem w zimnie przez sześć godzin bez kropli wody. Nikt się nie interesował co się z nim...rozwiń całość

    W SOR na Kopernika jeszcze gorzej. Mój ojciec w stanie krytycznym (trzy dni potem zmarł) leżał pod własnym swetrem w zimnie przez sześć godzin bez kropli wody. Nikt się nie interesował co się z nim dzieje.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    SOR

    KPT (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    SOR Narutowicza jest jeszcze gorszy. Czekałem kiedyś 12h a przez ok 2h SOR był prawie pusty. Ledwo 1-2 osoby.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Masakra

    Matka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Witam. Miałam wczoraj tą nie przyjemność pojechać z synem do szpitala. Pierdoła - kostka napuchnięta pewnie skręcona po wycieczce szkolnej. Do samego zdjęcia RTG 2,5 h. Potem .... wyszłam po 4...rozwiń całość

    Witam. Miałam wczoraj tą nie przyjemność pojechać z synem do szpitala. Pierdoła - kostka napuchnięta pewnie skręcona po wycieczce szkolnej. Do samego zdjęcia RTG 2,5 h. Potem .... wyszłam po 4 godzinach. Ludzie którzy przyszli przed nami 2 godziny wcześniej- ze zdjęciami w rękach czekali na lekarza. Chyba był tylko jeden bo tłumaczenie było takie-że trwała reanimacja i kolejka utknęła na 2 godziny -2 latki 6 latki - 12 latki - w tym ludzie starsi. O 23 godzinie wyszłam, może wrócę dziś choć nie wiem co nas znów czeka. I ktoś poniżej miał rację - pijak z rozbitą głową w pierwszej kolejności. Omijać z daleka jak jest gdzie się udać. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    xxx

    xxx (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    całkiem nie dawno byłam w tym szpitalu i wrażenia nie zbyt miłe a zaczeło sie tak.kilka dni wcześniej bolał mnie palec u ręki..ok nic takiego żeby iśc do lekarza a tym bardziej do szpitala..jednak...rozwiń całość

    całkiem nie dawno byłam w tym szpitalu i wrażenia nie zbyt miłe a zaczeło sie tak.kilka dni wcześniej bolał mnie palec u ręki..ok nic takiego żeby iśc do lekarza a tym bardziej do szpitala..jednak dwa dni póżniej palcem juz nie ruszałam spuchł niesamowicie do tego zaczeła puchąć dłoń i "szła" czerwona pręga do przedramienia.wtedy poszłam do lekarza .pielęgniarka obejrzała i lekarz powiedziałi natychmiast do szpitala na SOR. więc pojechałam..odczekałam swoje bo 5 godz ale o to pretensji nie mam bo pacjentów było naprawdę dużo..gdy weszłam do gabinetu kobieta potraktowała mnie jak idiotke że zawracam im głowe głupotami że chyba nie mam co w domu robić to sobie przyjechałam i że jak sobie paluszek zraniłam to sobie trzeba było plasterek przykleić..szczęka to mi chyba do kolan opadła..powiedziałam jej że tak mi powiedział lekarz że mam natychmiast jechać więc na co miałam czekać przeciez lekarzem nie jestem i nie wiem co mi było..a potem mi sie zapytała czy mnie "rwie" palec to powiedziałam zgodnie z prawda ze tak to mi powiedziała żebym przestała cudować..
    może sie wydawać ze pisze o głupim palcu czy coś ale gdyby ten lekarz u którego byłam najpierw powiedział" wypisze pani skierowanie do chirurga prosze sie zapisać bo to nic takiego ale lepiej żeby to zobaczył" to przeciez bym nie jechała do szpitala a jak powiedział "natychmiast na SOR"to co miałam robić?

    była dziewczyna z bólem brzucha.. pielęgniarka zawołała ją po nazwisku a ona biedna ledwo szła..druga osobą ją podtrzymywała pod ręke a ta "no szybko szybko bo inni też czekają" :/ trochę empatii.. nikt nie przyjezdza do szpitala dla jajzwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dwoje rodzeństwa zmarło.

    bolo - szeryf (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3

    Ja uważam że ten szpital to najgorszy szpital w rejonie Krakowa. Straciłem tam siostrę kiedy miała 24 lata przy drugim porodzie, oraz 50 letniego brata który zmarł na zapalenie płuc.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    z innej strony....

    gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 8

    Pani trafiła na SOR od razu jak źle się poczuła. Tam kilkakrotnie wykonano EKG, które nie pokazywało świeżych zmian martwiczych-czyli ok. Skąd takie domaganie się oznaczania troponin od razu,...rozwiń całość

    Pani trafiła na SOR od razu jak źle się poczuła. Tam kilkakrotnie wykonano EKG, które nie pokazywało świeżych zmian martwiczych-czyli ok. Skąd takie domaganie się oznaczania troponin od razu, przecież ich poziom we krwi rośnie ok 6 godzin od wystąpienia zawału, więc gdyby zrobiono je od razu mogłyby być w normie, co wcale nie wykluczałoby zawału. Przy braku zmian w EKG trzeba poczekać i oznaczyć troponiny po kilku godzinach, czyli w tym przypadku czekanie było jak najbardziej zasadne, więc nie rozumiem w czym problem.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    cuda dziwy z ta .....

    pacjentka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

    co to sie dzieje ....jest selekcja ludzi i nic wiecej.NP:w limanowej gdy dzwonisz po karetke to dzwonisz do Tarnowa i Oni tam dysponuja wyjazdami karetek do chorych.Jedynie u Pana Boga nie ma...rozwiń całość

    co to sie dzieje ....jest selekcja ludzi i nic wiecej.NP:w limanowej gdy dzwonisz po karetke to dzwonisz do Tarnowa i Oni tam dysponuja wyjazdami karetek do chorych.Jedynie u Pana Boga nie ma kolejek ...CHWALA PANU BOGO....zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Czy to przypadek?

    At At (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4 / 3

    W tym szpitalu urodził się mój wnuk. Cudem żyje i rozwija się prawidłowo. Podobno w szpitalu nie było anastezjologa i synowa na cesarkę ( o jej potrzebie było wiadomo od początku ciąży) czekała od...rozwiń całość

    W tym szpitalu urodził się mój wnuk. Cudem żyje i rozwija się prawidłowo. Podobno w szpitalu nie było anastezjologa i synowa na cesarkę ( o jej potrzebie było wiadomo od początku ciąży) czekała od godz.2 do godz.11.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Czekając na Godota.

    Czytelnik (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 8 / 2

    Od dżumy, cholery i szpitala Żeromskiego uchowaj mnie "Panie!"

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    kolejność

    xyz (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 10 / 3

    w pierwszej kolejnosci sa przyjmowan śmierdzący nawaleni bezdomni z rozbitymi główkami . Im sie należy, bo sa przecież nieubezpieczeni

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo