Szczuka: Patriarchat trzyma się mocno. Gdyby mężczyźni brali...

    Szczuka: Patriarchat trzyma się mocno. Gdyby mężczyźni brali urlopy, sytuacja matek poprawiłaby się

    Anna J. Dudek

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Macierzyństwo ciągle nie ma właściwego miejsca w polityce społecznej - mówi feministka Kazimiera Szczuka w rozmowie z Anną J. Dudek
    Szczuka: Patriarchat trzyma się mocno. Gdyby mężczyźni brali urlopy, sytuacja matek poprawiłaby się

    ©GRZEGORZ GALASINSKI/ POLSKAPRESSE

    Co Pani sądzi o tekście Katarzyny Staszak i Natalii Waloch-Matlakiewicz w "Gazecie Wyborczej"? Mądry, przydatny, ważny głos w dyskusji czy nieuzasadniony lament na temat rocznego urlopu macierzyńskiego i związanych z nim strachów? Blogerka Boska Matka pisze o tym tekście tak: "Każda linijka tego tekstu jest jak strzał w ryj, a przy okazji gwóźdź do trumny feminizmu rozumianego jako lata starań o poszanowanie odmienności kobiet i walkę z ich dyskryminacją właśnie ze względu na tę odmienność. To, co zaprezentowały autorki, to jakiś cholerny, chory genderowy neokolonializm. Do końca swoich dni będą udowadniać, że są dość dobre, równie dobre. I przepraszać, że nie są facetami. Że mają macice. Że urodziły dzieci. I że chcą się nimi zajmować". Słuszne oburzenie?

    Absolutnie niesłuszne. W jaki ryj? O co chodzi? Dziewczyny, zamiast po prostu głosić słuszne teorie, opisują swoje własne doświadczenia. Chciały mieć dzieci, chcą się same nimi opiekować, spędzać z nimi czas, więc wybrały opcję roczny urlop i teraz opowiadają, jak to jest. Godzenie ról matki i pracownicy to kwadratura koła, zawsze coś kosztem czegoś. I duży wysiłek, również psychiczny. Bo owszem tak, rok spędzony z dzieckiem to również lęki i niepokoje o powrót do pracy. Tak po prostu jest. Więc o co to ten wrzask na blogu? O to, że dwie młode matki opisały to na własnym przykładzie?

    Według Pani nie należy tego traktować jako głosu reprezentatywnego dla pokolenia współczesnych matek?
    To głos jeden z wielu. Macierzyństwo ciągle nie ma właściwego miejsca w polityce społecznej, w praktykach pracodawców, w systemie emerytalnym, w mitach i wzorach kultury. Między konserwatywnym mitem o posłannictwie, świętości rodzenia i wierze, że "Bóg da na dzieci" a neoliberalną doktryną superwoman, która zapycha w korporacji trzy dni po porodzie, jest jeszcze wiele kwestii. Takich jak niska pensja, kolejka chętnych na moje miejsce w pracy, dziecko, którego nie umiemy powierzyć opiekunce na cały dzień, partner, który pomaga albo nie, zarabia albo nie, babcie i ich możliwości pomocy i tak dalej. Codzienność, realia. To nie Katarzyna Staszak i Natalia Waloch-Matlakiewicz stworzyły tę rzeczywistość. One w niej są i dzielą się własnym doświadczeniem.

    Godzenie ról matki i pracownicy to kwadratura koła

    "Denerwuje mnie wieszczenie niektórych feministek, że długa przerwa w pracy zdezaktualizuje moją profesjonalną wiedzę, a samo macierzyństwo ogłupi tak, że moja sieć neuronowa będzie reagować już tylko na słowa: kupa, karmienie, misiu" - pisze jedna z dziennikarek. Czy Pani zdaniem faktycznie przerwa w pracy związana z urodzeniem dziecka utrudnia później powrót do życia zawodowego?
    Nie wiem, które feministki coś takiego wieszczą, ja takich nie znam. Myślę, że powrót do pracy utrudniać mogą poważne problemy, takie jak depresja poporodowa, choroby dzieci czy kryzysy rodzinne. Ale samo w sobie macierzyństwo nie. Gdyby tak było, matki byłyby masowo wykluczane z rynku pracy, a jednak większość kobiet jakoś tę całą kwadraturę koła ogarnia. Nie mają innego wyjścia, po prostu muszą zarabiać na życie.

    Czy kobiety powinny mieć prawo do długiego urlopu macierzyńskiego, czy jednak lepiej go skrócić? I kto powinien o tym decydować: sama kobieta, która właśnie została matką, czy jej pracodawca?
    Prawo do urlopu jest prawem, a nie obowiązkiem. Natomiast kobiety patrzą na to bardzo różnie. Z jednej strony, chcą być z dziećmi, ale z drugiej - obawiają się "utknięcia" w domu. Po pewnym czasie, z tego, co obserwuję, nawet najbardziej oddane matki chętnie podejmują pracę - jeśli ją mają, rzecz jasna. A pracodawca? Nie jest chyba właścicielem niewolnic, musi przestrzegać prawa. Choć na pewno z punktu widzenia pracodawców, zwłaszcza tych drobnych, kobieta na urlopie jest problemem, obciążeniem. Pamiętam jednak z Kongresu Kobiet wystąpienia pracodawczyń, które twierdziły, że stawiają na kobiety i dobrze na tym wychodzą, gdyż te, które są uczciwie traktowane, wracają z urlopów i pracują świetnie, są lojalne wobec swego miejsca pracy. Pracodawcy też powinni rozumieć, że dobrze jest przestrzegać zasady różnorodności - warto zatrudniać nie tylko młodych pracowników, ale także kobiety starsze, z już odchowanymi dziećmi.

    Część kobiet stosuje taką strategię - jak tylko podpiszą umowę o pracę na czas nieokreślony, natychmiast zachodzą w ciążę, idą na zwolnienie, a później na roczny macierzyński. Jak Pani ocenia takie działanie?
    Nie umiem oceniać takich uogólnień. Może to się zdarza, ale zapewne z różnych przyczyn. Przedsiębiorcy lubią szafować takimi argumentami, przedstawiać ogół młodych kobiet jako grono naciągaczek. I w ten sposób koło się zamyka, nie zatrudniają młodych kobiet.

    Matki chcą, ale też muszą wrócić do pracy. Nie są jednak niewolnicami.

    Zdarza się, że podczas rozmów kwalifikacyjnych pada pytanie o życie osobiste i plany dotyczące posiadania dzieci. Ale pytane o to są tylko kobiety, choć teoretycznie jest to przecież bezprawne, w dodatku takich pytań nigdy nie zadaje się mężczyznom. Czy ten przykład dobrze obrazuje ogólną sytuację dotyczącą tego, jak pracodawcy traktują kobiety i mężczyzn?
    Tak, to można uznać za przejaw dyskryminacji. Ale łatwo to rozwiązać. Wystarczy, żeby mężczyźni na serio zaczęli traktować możliwość brania urlopów wychowawczych. To by wiele zmieniło i poprawiło sytuację młodych matek.

    Czy wobec tego, że mniej zarabiamy od mężczyzn - różnica w wynagrodzeniach jest faktem - jesteśmy często dyskryminowane na rynku pracy, ten roczny macierzyński jest niejako zadośćuczynieniem za to?
    Nie widzę żadnego związku między jednym a drugim, to jakieś absurdalne myślenie.

    Co to znaczy być dzisiaj feministką? Współczesne sufrażystki to ukraiński Femen czy raczej Kongres Kobiet? I czy takie postawienie sprawy: urodziłam dziecko i zostanę z nim w domu tak długo, jak będzie trzeba, jest wyrazem feminizmu czy jego zaprzeczeniem?
    Feminizmów jest wiele i na szczęście nie istnieje żaden komitet centralny, który pilnuje słuszności postaw i poglądów. A potrzeba urodzenia i wychowywania dziecka nie podlega ocenie ideologicznej.

    "Fajnie jest zostać w domu z dzieckiem. Tylko, niestety, trzeba myśleć o sobie także w kategoriach odpowiedzialności i statystyk, które znamy. Kobiety powinny wiedzieć, że jeśli decydują się na pozostanie w domu, to jednocześnie często decydują się na późniejsze ubóstwo i ubezwłasnowolnienie" - powiedziała prof. Magdalena Środa. Podziela Pani jej punkt widzenia?
    Tak, to jest właśnie ta realna rzeczywistość, która nam się nie podoba i którą chciałybyśmy zmienić. Dziś niestety tak właśnie wygląda rzeczywistość. Właśnie z tego powodu kobiety w Polsce rodzą coraz mniej dzieci. One po prostu się boją o przyszłość swoją i swoich dzieci, które już mają. To jest dowód na złe działanie całego systemu.

    "Istnieje duże ryzyko, że roczna przerwa w pracy spowoduje dezaktualizację kompetencji, a w konsekwencji dezaktywizację zawodową" - powtarzała ekspertka Pracodawców RP Wioletta Żukowska. Czyli wybór: albo dziecko, albo rozwój zawodowy?
    Tak to widzi pani Żukowska, a właściwie nie tyle ona sama, tylko pracodawcy. W ich interesie leży, aby kobiety nie brały urlopów. Ale ten interes stoi bardzo często w sprzeczności z potrzebami kobiet, ich interesem jako pracownic i matek. Pani Żukowska nie myśli jak feministka, tylko jako przedstawicielka środowiska pracodawców.

    Czy urlopy dla ojców są dobrym rozwiązaniem?
    To świetne rozwiązanie. Pomogłyby one rozwiązać wiele problemów - nie tylko finansowych, praktycznych, ale również tych tkwiących w sferze mentalności. To rozwiązanie jednocześnie nowoczesne i prorodzinne. Ale patriarchat trzyma się mocno, niewielu mężczyzn rozumie korzyści, jakie mogliby z tego mieć. Trzymam kciuki za wszystkich dzielnych ojców biorących urlopy.

    Kazimiera Szczuka, historyk literatury, dziennikarka, feministka. Autorka kilku książek, m.in. "Milczenie owieczek. Rzecz o aborcji", "Janion. Transe - traumy - transgresje. 1: Niedobre dziecię"

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Nie przegap

      Wideo