Menu Region

Bush krytykuje Rosję, walki w Gruzji trwają

Bush krytykuje Rosję, walki w Gruzji trwają

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Aktualności

IAR

1Komentarz Prześlij Drukuj
George Bush skrytykował zaangażowanie militarne Rosji w konflikcie z Gruzją. Amerykański prezydent, który przebywa w Pekinie, stwierdził, że używanie przemocy jest nie do przyjęcia, a odpowiedzialność Rosji za rozwój konfliktu - "niewspółmierna".
W wywiadzie dla amerykańskiej telewizji NBC Bush wyraził ogromne zaniepokojenie niewspółmierną - jak stwierdził - odpowiedzią Rosji i zdecydowanie potępił bombardowania, do których doszło poza terytorium zbuntowanej gruzińskiej republiki - Południowej Osetii. Amerykański przywódca przeprowadził także rozmowę telefoniczną z rosyjskim prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem. Bush oświadczył, że w sposób stanowczy rozmawiał również z premierem Władimirem Putinem. Dodał jednak, że wierzy w pokojowe rozwiązanie konfliktu.

W niedzielę amerykański wiceprezydent Dick Cheney w rozmowie z gruzińskim prezydentem stwierdził, że działania Rosji nie mogą pozostać bez odpowiedzi, a pogłębienie się kryzysu, będzie niosło ze sobą poważne konsekwencje dla amerykańsko-rosyjskich stosunków.

Tymczasem mimo mediacji nie ustają działania wojenne w Gruzji. W nocy rosyjskie samoloty miały zbombardować miasto Gori na północy kraju oraz cele wojskowe w pobliżu Tbilisi. Do starć dochodzi także w separatystycznej Abchazji.

Według strony gruzińskiej, w nocy Rosjanie zbombardowali bazę wojskową oraz centrum radarowe oddalone o kilka kilometrów od Tbilisi. Obyło się bez ofiar, a straty prawdopodobnie są niewielkie. Nocą pociski miały też spadać na położone niedaleko granicy z Osetią miasto Gori. Sami Rosjanie zaprzeczają doniesieniom o bombardowaniach i twierdzą, że to Gruzini wciąż prowadzą operację w Osetii. Rosyjskie media donoszą, że w porannym ostrzale stolicy Osetii Południowej Cchinwali zginęły 3 osoby, a 18 zostało rannych.

Walki prawdopodobnie nasilają się także w drugiej ze zbuntowanych republik, Abchazji. Wczoraj dochodziło do gruzińsko-rosyjskich starć w wąwozie Kodori, a dzisiaj światowe agencje doniosły, że Rosjanie zwiększyli liczebność swoich wojsk do dziewięciu tysięcy.

Rezultatu nie przyniosły na razie międzynarodowe mediacje. Szef francuskiej dyplomacji Bernard Kouchner spotkał się w Tbilisi z gruzińskim prezydentem Micheilem Saakaszwilim, a dzisiaj ma udać się do Rosji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Gadanie dziada do obrazu

+5 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Machaj (gość)  •

Historia pokazuje że Rosja liczy się tylko z tymi,którzy reprezentują siłę i konsekwencje w działaniu.UE poświęci Gruzję,a Bush nawet na koniec kadencji nie kiwnie palcem w obronie jakiegokolwiek państwa zaatakowanego przez rosyjskiego niedżwiedzia.

odpowiedzi (0)

skomentuj