Michał Borowski odpowiada za Euro 2012, czyli polski sukces lub kompromitację (© Grzegorz Jakubowski/POLSKA)
Katarzyna Borowska
2008-08-05 07:55:15, aktualizacja: 2008-09-01 15:59:19
Michał Borowski, szef Narodowego Centrum Sportu i jedna z najważniejszych dla Euro 2012 osób, ma poważne kłopoty. Ujawniamy wyniki śledztwa naszej ambasady.
"Polska" dotarła do pisma z ambasady RP w Szwecji, z którego wynika, że Borowski figurował we władzach tamtejszych spółek, pracując już w urzędzie miasta jako naczelny architekt stolicy. Nie wykazał tego w oświadczeniu majątkowym.
Pismo to odpowiedź na list stołecznego ratusza, który poprosił dyplomatów o sprawdzenie interesów Borowskiego. Ratusz zaś postąpił tak na prośbę Julii Pitery, ministra do spraw walki z korupcją. Teraz pismo jest w rękach funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Minister sportu Mirosław Drzewiecki nie wyklucza, że Borowski straci stanowisko.
Miesiąc temu zarzut zatajenia w oświadczeniu majątkowym działania w szwedzkich spółkach postawił Borowskiemu "Dziennik". 24 lipca sprawą zajęło się CBA. Jednak jeszcze wcześniej Borowskim postanowili zająć się urzędnicy związani z Platformą Obywatelską. Jak udało się ustalić "Polsce", już 10 lipca z inicjatywy Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy i wiceszefowej PO, ratusz wysłał pismo do ambasady polskiej w Sztokholmie. Poprosił, by służby dyplomatyczne sprawdziły, w jakich spółkach i kiedy zasiadał Borowski. Urząd miasta zapytał o to, mimo że Borowski nie pracuje w nim od dwóch lat.
- Po doniesieniach prasowych, w których sugerowano, że oświadczenia majątkowe Borowskiego mogą być nieprawdziwe, uznałam, że trzeba to sprawdzić, mimo że już u nas nie pracuje - mówi Gronkiewicz-Waltz. Dodaje, że "z tego, co pamięta", o takie informacje prosiła Julia Pitera, pełnomocnik rządu do spraw walki z korupcją.
Co na to Pitera? - Ja prosiłam? No nie. Rzeczywiście, rozmawiałyśmy, ale mówiłam tylko, że takie dane można łatwo sprawdzić - mówi "Polsce" Pitera. Faktem jest, że pismo od ambasady w Szwecji prosto z urzędu miasta trafiło na biurko Pitery, a od niej do CBA. - Przewidywany termin zakończenia kontroli prawidłowości oświadczenia przypada na październik - mówi "Polsce" Piotr Kaczorek z CBA.
Jednak los Borowskiego może być przesądzony znacznie wcześniej. Jeszcze dziś kopię pisma z ambasady Pitera ma pokazać Mirosławowi Drzewieckiemu, ministrowi sportu. Ten na jutro zaplanował konferencję prasową, na której ma podsumować dotychczasowe prace w Narodowym Centrum Sportu. I ogłosić, co dalej z Borowskim. - Decyzję podejmę po zapoznaniu się z pismem i rozmowie z Piterą - mówi "Polsce" Drzewiecki.
Jak się dowiedzieliśmy, pismo z ambasady nie zawiera korzystnych dla Borowskiego informacji. Wymienione są w nim spółki, w których figurował jako członek zarządu już po tym, jak został naczelnym architektem miasta (objął to stanowisko 18 sierpnia 2003 r.). Na przykład w spółce Forvaltningsbolaget Sodermalm Kommanditbolag miał być do 9 listopada 2004 r. - Moje wykreślenie z części spółek zarejestrowano po tym, jak zostałem urzędnikiem, ale ja rezygnacje składałem wcześniej - zaręcza Borowski. I pokazuje pismo z sierpnia 2003 roku, jakie wysłał do osoby zajmującej się sprawami formalnymi w tych firmach. Poprosił w nim o wykreślenie z zarządów tych spółek.
Z kolei w firmie Ahlgren & Borowski Arkitekter SAR Handelsbolag widniał jako współwłaściciel do 2008 r. - Drugi współwłaściciel zmarł na białaczkę w 1979 r., więc ta spółka była fikcją na papierze - tłumaczy Borowski. Dodaje, że pismo z ambasady w Sztokholmie zawiera poważne błędy. - Na przykład piszą tam, że mam 1500 akcji pewnej spółki. A to nie ja mam, tylko spółka, w której kiedyś miałem udziały - zapewnia. I drwi: - Tak działa nasz wywiad: zadzwonili do jakiejś pani Zosi z urzędu i nie sprawdzili informacji.
Jednak minister sportu Mirosław Drzewiecki uważa, że jeśli zarzuty się potwierdzą, to Borowski powinien odejść. I to jak najszybciej, jeszcze przed zakończeniem postępowania CBA. - Dla dobra inwestycji powinien się nią zajmować człowiek, który nie musi odpierać medialnych zarzutów i może w stu procentach poświęcić się pracy - mówi Drzewiecki. - Narodowe Centrum Sportu to inwestycja, od której zależy Euro 2012. Nie możemy utrzymywać jej w stanie zawieszenia - deklaruje minister sportu.
***
Historia kłopotów dyrektora Narodowego Centrum Sportu
Czarne chmury nad Michałem Borowskim, jednym z najbogatszych urzędników w Polsce, zbierają się od lat. Gdy był naczelnym architektem Warszawy - w stolicy rządził wtedy Lech Kaczyński - głośno było o jego interesach na rynku nieruchomości. W marcu 2005 r. belgijska firma Ghelamco kupiła od niego za 12 mln zł zrujnowaną kamienicę przy luksusowej ulicy Foksal w Warszawie. Sprawę badał miejski audyt, ale nic złego w transakcji nie znalazł.
Miesiąc temu "Dziennik" zarzucił Borowskiemu - już jako szefowi Narodowego Centrum Sportu - że gdy pracował w ratuszu, to kłamał w oświadczeniach majątkowych. Zdaniem gazety Borowski zataił, że miał udziały w szwedzkich spółkach. Z kolei "Rzeczpospolita" napisała, że Borowski pojawia się w zeznaniach Tadeusza M. - współpracownika Tomasza Lipca - na temat korupcji w Centralnym Ośrodku Sportu. Miał on opracowywać plan wyprowadzenia pieniędzy. Borowski zaprzeczył.