To zaskakująca decyzja. Odejście Elżbiety Jakubiak będzie dużą stratą dla PiS - tak wczoraj większość polityków tej partii, którzy wypowiadali się w mediach, komentowała zawieszenie posłanki w prawach członka PiS. Szef klubu parlamentarnego partii Mariusz Błaszczak nie chciał podać powodów decyzji Jarosława Kaczyńskiego. Być może poznamy je dziś.
Na czwartek zaplanowano bowiem posiedzenie komitetu wykonawczego partii. Na razie nie wiadomo, czy grupa polityków związanych z Jakubiak zdecyduje się na publiczne gesty solidarności wobec koleżanki.
Sama Jakubiak nie znała wczoraj ani oficjalnego stanowiska prezesa partii w swojej sprawie, ani powodów jego decyzji. W TVN 24 mówiła, że dowiedziała się o niej z "paska w telewizji". Prawdopodobnie do zawieszenia posłanki przyczyniło się wsparcie, którego udzieliła Markowi Migalskiemu, który w zeszłym tygodniu został wykluczony z delegacji PiS do Parlamentu Europejskiego, oraz jej publiczny spór ze Zbigniewem Ziobrą co do oceny kampanii wyborczej.
Jakubiak zapowiedziała, że dziś będzie próbowała spotkać się Jarosławem Kaczyńskim i poprosić go o wyjaśnienie sytuacji.
Wątpliwe jednak, by szef partii zmienił swoją decyzję. W opublikowanym w poniedziałek liście do członków PiS skrytykował on strategię, jaką jego komitet wyborczy przyjął w kampanii, oraz zapowiedział wykluczenie z partii osób, które są nielojalne i prowadzą "medialne gry do własnych celów". Nie padło w tym kontekście nazwisko Jakubiak, ale jako pozytywny przykład działalności dla dobra ugrupowania Kaczyński wskazał Zbigniewa Ziobrę.
Wiceszef PiS jest obecnie głównym przeciwnikiem tzw. liberałów w partii i po wyborach zyskał duży wpływ na prezesa Kaczyńskiego. Wczoraj wieczorem politycy bliscy Jakubiak nie wiedzieli jeszcze, jaką przyjmą taktykę w partyjnym sporze. Joanna Kluzik-Rostkowska, która była szefową kampanii prezydenckiej Kaczyńskiego, zapowiedziała, że także ona jest gotowa ponieść karę za przegrane wybory, ale zastanawiała się też, czy spotka ona również innych członków sztabu wyborczego. Miała na myśli m.in. Ziobrę, który w czasie kampanii nie uczestniczył aktywnie w pracach sztabu. Zdaniem osób dobrze znających byłego ministra sprawiedliwości nie chciał on brać odpowiedzialności za prawdopodobną porażkę i wolał przy okazji powyborczych rozliczeń wzmocnić swoją pozycję w partii.
Takiego rozwoju wypadków "liberałowie" spodziewali się od połowy lipca, kiedy Jarosław Kaczyński zerwał z łagodnym wizerunkiem, który prezentował podczas kampanii. - Przed wyborami byliśmy naprawdę przekonani, że on się zmienił. Nawet kiedy mówił, że chce zostać świętym, nie przywiązywaliśmy uwagi do jego słów. Dziś jednak widać, że on nie prowadzi normalnej polityki, ale chce "dawać świadectwo" i żąda tego od innych - wspomina jeden z rozczarowanych działaczy PiS. Jego zdaniem prezes rozumie jedność partii jako ślepą lojalność, a nie wierność zasadom, zaś realną politykę zredukował do kwestii katastrofy smoleńskiej.
Nie wiadomo, czy dojdzie do kolejnych rozliczeń w PiS. Możliwe, że partyjna kara spotka Pawła Poncyljusza. Politycy PiS spodziewają się powtórki sytuacji po wyborach w 2007 r., kiedy zawieszano prominentnych członków PiS.
Andrzej Godlewski