2010-09-08 07:50:44, aktualizacja: 2010-09-08 07:50:44
Gdzie 12 sierpnia był poseł PiS Łukasz Zbonikowski? Czy - jak twierdzi sam zainteresowany - na nadzwyczajnym posiedzeniu Sejmu, gdzie posłowie w trybie pilnym przegłosowali tzw. pakiet ustaw powodziowych? Czy - jak uważają jego polityczni konkurenci z woj. kujawsko-pomorskiego - poseł PiS nie był na posiedzeniu, a listę obecności podpisał kilka dni później?
Niezależnie od tego, jaka jest prawda, spór najprawdopodobniej znajdzie swój finał w sądzie. Do Prokuratury Warszawa-Śródmieście jeszcze wczoraj trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez posła Zbonikowskiego. - Zarzuty to jedna wielka manipulacja. Dziś złożę pozew o pomówienie - zapowiada w rozmowie z "Polską" poseł PiS.
Był czy nie był?
Zdaniem Krzysztofa Kukuckiego, sekretarza generalnego Młodych Socjaldemokratów, Zbonikowskiego nie było na posiedzeniu, choć należało to do jego obowiązków. Jako dowód Kukucki wskazuje kopię listy obecności z nadzwyczajnego posiedzenia, którą podpisywali posłowie. Na dokumencie, który polityk SLD dostał 30 sierpnia z Kancelarii Sejmu, brakuje podpisu Zbonikowskiego.
Poseł PiS odpowiada, że na posiedzeniu był, a o podpisaniu listy po prostu zapomniał. - Dojeżdżając już do Włocławka, zorientowałem się, że zapomniałem tego zrobić. Zawiadomiłem o tym Kancelarię Sejmu - opowiada. On także ma kopię listy obecności z posiedzenia, na której znajduje się jego podpis.
Problem polega na tym, że druga lista jest datowana na 31 sierpnia. Działacze młodzieżówki Sojuszu oskarżają posła PiS, że ten, gdy wyszło na jaw, że nie przyjechał na nagłe posiedzenie parlamentu, dopisał się do listy.
- Istnieje prawdopodobieństwo, że mogło dojść do naruszenia prawa, polegającego na dopisaniu się do listy - mówi "Polsce" Michał Więckiewicz z młodzieżówki SLD zajmujący się sprawą. I dodaje: - Nie chodzi nam o karanie kogokolwiek. Chcemy tylko zwrócić uwagę posłów na przestrzeganie regulaminu sejmowego. Jeżeli poseł Zbonikowski udowodni, że był - Sejm jest monitorowany, więc jeżeli mówi prawdę, nie powinno być z tym żadnego problemu - to nie będzie sprawy, jeśli nie, powinien oddać uposażenie za dzień pracy w Sejmie - uważa Więckiewicz.
- Mam kilkunastu świadków, którzy mogą zaświadczyć, że byłem na obradach - odpowiada poseł PiS. Tymczasem lewica zaapelowała do marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny o zajęcie się tą sprawą.
Kampania samorządowa
Spór o polityków PiS i SLD jest najpewniej ściśle związany ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Zbonikowski jest kandydatem PiS na prezydenta Włocławka, z kolei Kukucki jest kojarzony z bliskim otoczeniem urzędującego prezydenta miasta Andrzeja Pałuckiego związanego z SLD. Z ustaleń "Polski" wynika, że obie strony już dawno rozpoczęły kampanię wyborczą, której elementem jest też spór o obecność Zbonikowskiego na posiedzeniu Sejmu z 12 sierpnia.
Jednak najważniejszą rzeczą, która poróżniła oba środowiska, są plany prywatyzacji miejskiej spółki Baza. Do spółki należy restauracja i hotel przy dawnym budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR we Włocławku oraz dwa bazary. - Baza to relikt poprzednich czasów. Restauracja i hotel 0d lat są niedochodowe, a pieniądze od kupców z bazarów, szacowane na 1,5 mln zł rocznie, idą na pokrycie strat oraz na duże apanaże ulokowanych w spółce partyjnych popleczników rządzących - opisuje Zbonikowski, który przygotował projekt uchwały zakładający prywatyzację spółki. Uchwała zostanie prawdopodobnie przyjęta - poprze ją nie tylko PiS, ale także PO oraz radni zrzeszeni we Włocławskiej Wspólnocie Samorządowej.
Cypryjski melex
Spór o obecność Łukasza Zbonikowskiego jest już chyba dostatecznie wyraźnym znakiem, że w samorządach rozpoczęła się kampania samorządowa. Poseł PiS, który w niej staruje, już raz stał się negatywnym bohaterem mediów. Razem z Karolem Karskim, stołecznym posłem PiS, zostali oskarżeni w grudniu 2008 r. przez cypryjski hotel, że będąc pod wpływem alkoholu, spowodowali zniszczenia wycenione na 10 tys. euro. Dewastacji ulec miały m.in. dwa wózki golfowe.
List został wysłany do MSZ i Kancelarii Sejmu. Ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski tak oceniał korespondencję: - Jeśli byłaby to próba wyłudzenia pieniędzy przy stosowaniu fałszywego oskarżenia przez hotel - to jest skandal, a jeśli historia jest prawdziwa - to jest to dramat - mówił obecny prezydent, wówczas marszałek.
Politycy zdementowali informacje zawarte w liście z Cypru. Sprawa nie miała ciągu dalszego - hotel nie wszedł na drogę prawną. Z podobnego rozwiązania zrezygnowali też posłowie PiS.
Andrzej Grzegrzółka