(© Piotr Krzyżanowski/Polskapresse)
Małgorzata Gołota
2010-09-07 21:16:12, aktualizacja: 2010-09-09 19:02:38
Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale to nie do końca prawda. Zgodnie z badaniem, które ostatnio przeprowadzili amerykańscy naukowcy, odpowiednie sumy na naszym koncie faktycznie sprawiają, że czujemy się szczęśliwi i spełnieni. Sytuacja odwraca się dopiero, gdy zaczynamy zarabiać zbyt dużo.
Do takich wniosków - jak pisze brytyjski "The Times" - doszło dwóch ekonomistów z Uniwersytetu Princeton - Daniel Kahneman (laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2002 r.) i jego współpracownik Angus Deaton. Opierając eksperyment na sondażowej metodzie badań Gallupa, przeanalizowali oni opinie 4,5 tys. Amerykanów.
Okazało się, że osoby zarabiające poniżej 80 tys. dol. (ok. 250 tys. zł) rocznie częściej się uśmiechały i miały bardziej pozytywne podejście do życia. Ci ludzie mieli również więcej życiowego entuzjazmu i z większym zapałem zabierali się do pracy. Siłą rzeczy szybciej dostawali podwyżki, premie i awanse. Co jednak najważniejsze, takie stany i zachowania dużo rzadziej pojawiały się u osób, którym w ciągu roku przybywało więcej niż 250 tys. zł.
Jak to wyjaśnić? Optymalnie wysokie dochody dają nam poczucie stabilności i finansowego bezpieczeństwa, dzięki czemu nie doświadczamy stresu związanego z zapewnieniem - nam lub naszej rodzinie - odpowiednich warunków życia. Dobrze na naszą psychikę wpływa i świadomość, że stać nas, by wydawać pieniądze wyłącznie dla przyjemności.
Gdy jednak zarabiamy więcej niż magiczne 250 tys. zł, uruchamia się prawo zmniejszającego się zysku. Innymi słowy długie godziny spędzane w pracy, zmęczenie czy bóle głowy - zjawiska typowe przecież dla dobrze płatnych stanowisk - odbierają nam możliwość korzystania z naszych sukcesów.
Prawdopodobnie wysokość dochodu większa niż ta wyżej wymieniona to granica, w której kończy się przewaga zysków nad stratami powodowanymi przez bogactwo. - Ludzie tracą orientację w tym, co jest dla nich najważniejsze, i zapominają o zaspokajaniu emocjonalnych potrzeb takich jak spędzanie czasu z rodziną czy znajomymi - mówi Deaton.
Szczęśliwi są ci, którzy zarabiają poniżej 250 tys. zł. rocznie. Bogatsi mają masę kłopotów
Zdaniem naukowców zbyt wysokie dochody odbierają nam też przyjemności płynące z drobnych, codziennych czynności. Zupełnie niepotrzebnie skupiamy się za to na ekstrawaganckich wygodach.
Na dodatek, choć zyski mogą wywołać u nas chwilowe poczucie satysfakcji, długoterminowe skutki bogactwa najczęściej daleko od definicji szczęścia odbiegają. - Jeśli zarobisz 150 tys. dol., będziesz uśmiechać się cały dzień, ale po jakimś czasie to znika i - o ile nie masz innych do tego powodów - uśmiechasz się tyle samo co wcześniej. A pół roku później będziesz prawdopodobnie myślał, że bez tych pieniędzy w zasadzie byłeś szczęśliwszy - wyjaśniają zgodnie Kahneman i Deaton.
Potwierdzają to psycholodzy: zbyt duży majątek to jedna z przyczyn pogarszającego się samopoczucia, problemów rodzinnych czy dodatkowego stresu związanego z inwestycjami. - Mnóstwo ludzi jest nieszczęśliwych, ale bogatych, więc twierdzi, że i tak ma fantastyczne życie. Pieniądze tworzą im swoistą iluzję - mówi Deaton.
Badania naukowców z Uniwersytetu Princeton identyfikują również rozmaite zjawiska powiązane ze stopniem naszej zamożności. Tak na przykład palenie, otyłość czy rozwody to przypadłości częściej występujące u ludzi bogatych niż u biednych.
Teorie, do których doszli Kahneman i Deaton, już opublikowało czasopismo "Proceedings of the National Academy of Sciences". Zdaniem ekspertów mogą one zresztą wkrótce wywołać niezłą burzę i po raz kolejny stać się przyczynkiem do naukowej dyskusji na temat tego, czy szczęście człowieka bardziej zależy od jego bogactwa, czy od ludzi, którymi się otacza.
Kontrargument na wnioski dwóch amerykańskich ekonomistów już jest gotowy. Chodzi oczywiście o teorię, która zakłada, że pełne szczęście osiągamy dopiero wówczas, gdy uda nam się stworzyć udany związek i sensowną pracę. - Pieniądze nie mają nic do tego. Ważne jest jedynie posiadanie świadomości sensu swojego istnienia i regularne wyznaczanie sobie celów w życiu.
To wszystko zresztą mocno powiązane jest także z religijnością, ale ewidentnie bardzo silnie i pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Czysty biznes i zarabianie pieniędzy bynajmniej nie są priorytetami naszego istnienia. - mówi prof. Leslie Francis, specjalista od psychologii i religii na uniwersytecie w Warwick.
Małgorzata Gołota