Obama, którego rozwiązania gospodarcze popiera dziś najmniej Amerykanów w historii jego prezydentury, ogłosił sześcioletni plan modernizacji zaniedbanej infrastruktury transportowej. Projekt, który na początku wymagał będzie zainwestowania co najmniej 50 mld dol., zapewni nowe miejsca pracy jeszcze przed 2011 r. Plan Obamy przewiduje przebudowę 240 tys. km dróg i stworzenie 6,5 tys. km sieci torów kolei szybkobieżnej. W celu sfinansowania inwestycji transportowych, których realizacja w tej chwili jest niemożliwa ze względu na rozbieżności w regulacjach federalnych i stanowych, stworzony zostanie specjalny państwowy bank infrastrukturalny.
Czy projekt zyska poparcie Kongresu, to osobna kwestia.
Wczoraj, jeszcze zanim prezydent Obama oficjalnie przedstawił swoją propozycję, przedstawiciele Białego Domu przyznali, że
prawdopodobieństwo, iż plan zostanie zatwierdzony przed wyborami, jest raczej niewielkie. Na dwa tygodnie przed wyborami z sondaży wynika, że zdecydowaną przewagę mają Republikanie, którzy od roku skutecznie blokują wszelkie pomysły Białego Domu mające ożywić amerykańską gospodarkę.
Oprócz planów, wśród których znalazł się remont kapitalny płyt lotniskowych i systemów kontroli ruchu powietrznego, Obama zamierza zaproponować permanentne przedłużenie obowiązujących ulg podatkowych dla biznesów prowadzących inwestycje, co ma kosztować dziurawy budżet 100 mld dol.
To niejedyne propozycje, które wysuwa Obama. Ulgi mają przysługiwać także tym, którzy prowadzą gospodarstwa - w pełni odliczyć będzie można koszt zakupów traktorów, wiatraków czy paneli słonecznych. Zamiast 50 proc. ulgi, która przysługiwała tym, którzy zakupili tego typu sprzęt do tej pory, będzie im przysługiwać 100 proc. Taki prezent dla amerykańskich przedsiębiorców będzie kosztował budżet 30 mld dol. w ciągu 10 lat.
Pomysły prezydenta krytykują Republikanie. Obama przypomina, że od samego początku sprzeciwiają się oni wszystkim jego próbom ratowania gospodarki. Odchodząc na moment od tekstu przemówienia, zaatakował lobbystów, którzy robili wszystko, by prezydenckie plany zreformowania Wall Street i systemu ubezpieczeń społecznych nie wypaliły. - Szczekają na mnie jak psy - powiedział prezydent.
Przedstawiciele Białego Domu spodziewają się, że Obama jeszcze w tym tygodniu odłoży na bok politykę zagraniczną i skoncentruje się na tym, co najbardziej interesuje 15 mln amerykańskich bezrobotnych oraz tysiące walczących o byt właścicieli małych firm.
Jeden z pracowników administracji zaprzeczył sugestii, że sześcioletni plan rozbudowy infrastruktury to za mało i za późno, by zapewnić Demokratom zwycięstwo w listopadowych wyborach. - W ciągu miesiąca od rozpoczęcia urzędowania pan prezydent podpisał największy projekt zwiększenia inwestycji w infrastrukturę od czasów programu budowy międzystanowej sieci autostrad prezydenta Eisenhowera - powiedział urzędnik, przywołując ubiegłoroczny pakiet stymulacyjny wart 814 mld dol.
Z badania przeprowadzonego przed Kongresowe Biuro Budżetowe wynika, że dzięki pakietowi stymulacyjnemu z 2009 r. w ciągu 18 miesięcy stworzono 3,3 mln miejsc pracy. Mimo tego sukcesu drugi pakiet pomocowy wciąż pozostaje tematem tabu. - To nie jest plan stymulacyjny - zapewnia źródło z Białego Domu. - To sześcioletnia odgórna gwarancja finansowania infrastruktury transportowej.
Demokraci uprawiają podobną gimnastykę słowną, gdy mowa o reformach służby zdrowia. Zamiast odwoływać się do nich bezpośrednio, niedawno w wystąpieniu radiowym prezydent przekonywał, że nowe przepisy regulujące funkcjonowanie przemysłu ubezpieczeń zdrowotnych pomagają ożywić gospodarkę.
Giles Whittell
Tłumaczenie: Lidia Rafa