Wojna cenowa na rynku kredytów złotowych rozgorzała na dobre: wróciły oferty z niskimi marżami, na poziomie nawet poniżej 1 proc., znane z czasów sprzed kryzysu finansowego. To m.in. efekt tego, że z impetem do walki na kredyty w rodzimej walucie ruszyły te instytucje, które do tej pory na mieszkanie czy dom chciały nam pożyczać głównie w euro czy we frankach, a teraz chcą zmienić strukturę swojego portfela.
Marża już od 0,7 proc.
Od poniedziałku z ofertą kredytów w rodzimej walucie z marżami zaczynającymi się już od 0,7 proc. ruszył ING Bank Śląski.
Na razie niestety na najniższą, 0,7-procentową marżę mogą liczyć tylko najlepsi, najbardziej pożądani przez bank klienci. - Rodzina, która chce otrzymać 0,7-procentową marżę, musi zaciągnąć kredyt na minimum 750 tys. zł i posiadać co najmniej drugie tyle na wkład własny - sprawdził Michał Sadrak, analityk firmy Open Finance.
Z drugiej strony nie oznacza to, że ING Bank udziela kredytów wyłącznie dla krezusów: nawet osoby, które chcą zaciągnąć kredyt w wysokości ok. 250 tys. zł, również mają szansę na marżę poniżej 1 pkt proc. Niestety także w tym przypadku bank wciąż wymaga co najmniej 50-procentowego wkładu własnego.
- Na razie poprzeczka umieszczona jest bardzo wysoko, ale już teraz można przypuszczać, że to tylko kwestia czasu, kiedy tego typu oferty staną się dostępne dla szerszego grona klientów - uważa Michał Sadrak.
Euro i franki w odwrocie
Bo wojna na rynku kredytów złotowych rozgorzała na dobre.
- Ostro do walki na kredyty złotowe ruszyło wiele banków specjalizujących się do tej pory w kredytach walutowych. Atrakcyjne oferty na kredyty złotowe zaoferowały w ostatnim czasie m.in. Nordea, DnB Nord, BPH - wymienia Halina Kochalska z Gold Finance.
Na przykład Bank BPH, który do tej pory oferował jedne z najmniej atrakcyjnych warunków na rynku, zdecydował się obniżyć marżę na kredyty w złotych nawet o 2,6 pkt proc. W efekcie w przypadku kredytu z 25-procentowym wkładem własnym klient może uzyskać w banku marżę w wysokości od 1,4 pkt proc.
- Banki wzięły sobie do serca sugestie Komisji Nadzoru Finansowego, że struktura kredytów powinna zostać zmieniona, tj. że powinny zwiększyć udział w portfelu kredytów w rodzimej walucie - uważa Halina Kochalska. Zwłaszcza że KNF ujawniła niedawno projekt nowelizacji rekomendacji S, czyli specjalnego zbioru zaleceń dla banków. Pojawił się tam zapis, by w portfelach banków pożyczki na mieszkanie czy dom udzielane w walutach obcych nie mogły przekroczyć 50 proc. całkowitej wartości puli kredytów hipotecznych w danej instytucji finansowej. Komisja już wcześniej zalecała, by pożyczki na mieszkanie czy dom były udzielane w tych walutach, w których zarabiają klienci. Nowelizacja rekomendacji S miałaby wejść w 2011 r.
- Widać, że banki do tych zmian już teraz się przygotowują: w ostatnich miesiącach wyraźnie spada nacisk na promocję kredytów walutowych, a średnie marże albo się utrzymują na podobnym poziomie, albo nawet rosną. Natomiast bardzo szybko spadają marże na kredyty złotowe - mówi Halina Kochalska.
Wojnę na wysokość marż widać już też w statystykach. Obecnie średnia marża na kredyty w złotych z 20-procentowym wkładem własnym, przy kwocie ok. 280 tys. zł wynosi już tylko 1,9 proc. - wynika z zestawienia sporządzonego przez firmę Gold Finance na podstawie ofert 28 banków. Tymczasem przed miesiącem przekraczała jeszcze ponad 2 proc., a w listopadzie 2009 r. wynosiła średnio 2,82 proc.
- Natomiast średnie marże dla kredytów walutowych utrzymują się od kilku miesięcy na stałych poziomach, a nawet rosną - podkreśla Kochalska. Na przykład w przypadku kredytów w euro średnia marża wynosi obecnie ok. 2,8 proc. Jeszcze wyższa jest marża dla kredytu we frankach - obecnie średnio ok. 3,6 proc.
To dopiero początek?
Eksperci są zdania, że wojna na bankowe marże tak naprawdę dopiero się rozpoczyna. Ich zdaniem w ślad za ING Bankiem Śląskim czy BPH z atrakcyjnymi ofertami wystartują wkrótce kolejne. - Ożywienie na rynku nieruchomości cyklicznie występujące po wakacjach oraz obiecujące wyniki sektora bankowego w pierwszym półroczu 2010 r. pozwalają przypuszczać, że to nie ostatnie słowo wypowiedziane przez banki - uważa Michał Sadrak.
Chociażby dlatego, że rywalizacja na nowo rozpoczęła się dopiero po wakacjach. Poza tym bardzo duże apetyty wydaje się mieć m.in. DnB Nord, który zajął wcześniej mocną pozycję na rynku kredytów walutowych. - Historia pokazuje, że w przeszłości DnB Nord czy ING Bank Śląski wywierały silną presję na konkurencję, więc można spodziewać się dalszych obniżek oprocentowania kredytów mieszkaniowych - uważa Sadrak.
Niestety, na najbardziej atrakcyjne cenowo oferty mogą na razie liczyć głównie najlepsi klienci. - Czyli tacy, którzy udowodnią, że potrafią oszczędzać - mówią eksperci. - Stąd m.in. wymagania stosunkowo wysokiego wkładu własnego w przypadku najbardziej atrakcyjnych ofert - mówi Halina Kochalska. W BPH wymogów w przypadku najbardziej atrakcyjnych marż jest dużo więcej. Klient musi m.in. założyć tam rachunek ROR, mieć nieskazitelną historię kredytową. - W BOŚ marża na kredyt z 25-procentowym wkładem wynosi 1,4 proc., ale jeśli klient skorzysta z programu długoterminowego regularnego oszczędzania, to spadnie ona do 1,2 proc. - wylicza Sadrak.
Wojna cenowa nie oznacza jednak, że kredyty będą bardziej dostępne. Zwłaszcza że od stycznia wejdzie w życie część przepisów rekomendacji T: banki nie będą mogły udzielić kredytu, jeśli łączna suma rat przekroczy 50 proc. dochodów rodziny (65 proc. w przypadku lepiej zarabiających). Zwłaszcza że wciąż duża jest obawa o tzw. złe kredyty. Z danych NBP wynika, że kredyty zagrożone przyrosły w I kwartale 2010 r. o 6,9 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału, a ich udział w portfelu wzrósł z 7,4 do 7,9 proc.
Eksperci dodają, że o ile jednak łagodzenie polityki kredytowej w bankach jest mało prawdopodobne, to już możliwość upowszechniania kredytów atrakcyjnych cenowo dla szerszej grupy odbiorców jest całkiem realna. - Dlatego kredyty z marżą poniżej 1 pkt proc. z biegiem czasu powinny objąć też klientów ubiegających się o znacznie niższy kredyt, również z niższym wkładem własnym - uważa Sadrak.
Joanna Pieńczykowska