Warto może wspomnieć jeszcze, że życie zdążyło dopisać do tej historii kolejny rozdział, bo pogromczyni Polki oddała walkowerem kolejny mecz, z Niemką Andreą Petković. Powód? Kontuzja uda, na którą narzekała ponoć już w trakcie pojedynku z Radwańską. Szczerze mówiąc, nie było widać. Dlaczego nasza najlepsza zawodniczka (10. WTA) zawiodła? Zdania są podzielone. Jedni, w tym jej ojciec i trener, powiedzą, że Peng zagrała mecz życia, i jest w tym sporo racji, bo Chinka naprawdę prezentowała się znakomicie.
Inni, jak nasz najbardziej utytułowany tenisista Wojciech Fibak, rozłożą bezradnie ręce i wspomną o kolejnym wielkim rozczarowaniu. Tym większym, że Radwańska miała świetne losowanie (czytaj: ani śladu Venus Williams, Kim Clijsters, Marii Szarapowej, ani Swietłany Kuzniecowej w drodze do półfinału). Do tego w poprzedzających US Open turniejach prezentowała się co najmniej nieźle (m.in. półfinał w Stanford i finał w San Diego).
Oni również będą mieli rację, bo nie jest to pierwszy raz, gdy Agnieszka nagle sprawia wrażenie, jakby ktoś wyłączył jej zasilanie. W efekcie skupia się na obserwacji własnych butów, a jeśli już podnosi głowę, to tylko po to, żeby w coraz bardziej niewybredny sposób komentować swoje zagrania.
- No, ile można?! Ja pier..., cały czas to samo - krzyknęła w pewnym momencie w piątek. Jak na nią, i tak łagodnie. W trakcie przegranego z Jarosławą Szwedową meczu drugiej (znowu) rundy tegorocznego Roland Garros powiedziała do ojca, żeby spier... z trybun. Właśnie po tamtym meczu wspomniany już Fibak stwierdził, że Radwańska zaczyna tracić swoją legendarną odporność psychiczną. Dlaczego? Na to pytanie nie potrafi na razie odpowiedzieć nawet jej ojciec, który sugerował swojego czasu jeszcze inny powód. W jednym z wywiadów stwierdził, że Agnieszka nigdy nie będzie numerem jeden na świecie, bo oni "w pewien biznes nie wejdą".
Nie rozwijał tematu (i trudno się dziwić, jeśli nie ma się dowodów). Wszyscy domyślamy się jednak, że chodziło mu o doping - temat w tenisowym światku wstydliwie przemilczany, choć chyba tylko niepoprawni romantycy są zdania, że biały sport jest od niego wolny. Wystarczy przypomnieć sobie nagły wzrost masy mięśniowej i formy u niektórych zawodniczek. Cóż... w tej sprawie doradzać Radwańskim się nie odważymy.
Raczej skupimy się na śledzeniu losów jej przyjaciółki Caroline Wozniacki. Dunka o polskich korzeniach jest na dobrej drodze, by co najmniej powtórzyć w Nowym Jorku ubiegłoroczny sukces (finał). Jest tylko jedno ale - musi pokonać dziś wracającą do wielkiej formy Rosjankę Marię Szarapową. W niedzielę do ćwierćfinału awansowała z kolei Kim Clijsters. Broniąca tytułu Belgijka nie dała szans Serbce Anie Ivanović (6:2, 6:1). Do 1/4 przebiła się także Włoszka Francesca Schiavone, która pokonała 6:3, 6:0 Rosjankę Anastazję Pawliuczenkową.