Doniesienia ze sztabu reprezentacji w piłce ręcznej, a przede wszystkim te z kolejnych klinik, jak również wypowiedzi samego cierpiącego Karola, nie pozwalały uśmiechnąć się nawet przez łzy, więc wydawało się wtedy, że optymistyczne zawołanie "Och, Karol!" będzie jedynie możliwe wtedy, gdy gotowe dzieło Piotra Wereśniaka i Ilony Łepkowskiej trafi do kin początkiem 2011 roku, czyli gdy szczypiorniści Bogdana Wenty wyruszą na mistrzostwa świata do Szwecji po kolejny medal wielkiej imprezy.
Nasz skrzydłowy i rozgrywający miał po długiej rekonwalescencji co najwyżej korzystać z wątpliwych uroków życia na sportowej emeryturze, dołączyć do grona kibiców i poprawiać sobie humor, oglądając występy kolegów z reprezentacji Polski, którzy nie raz i nie dwa tęsknie westchnęliby za brakującym w ich szykach kolegą.
Tymczasem nie jest wcale wykluczone, że po prawdziwym jedenastobramkowym popisie strzeleckim, jaki Karol zaprezentował 31 sierpnia w barwach Lwów z Rhein-Neckar Löwen, już wkrótce imię Karol będzie nie tylko na afiszach zapowiadających nową polską produkcję filmową, ale też trafi na afisz reprezentacyjny wraz z Orłami Wenty.
Bielecki już teraz pisze piękną i wzruszającą historię. Był wielkim zawodnikiem przed stratą oka, teraz pokazuje, że, co więcej, jest także wielkim i silnym człowiekiem. Niepełnosprawność (czy w tym wpadku można to w ten sposób określać?) pozwoliła mu się narodzić do nowego wymiaru życia. Zresztą pojęcie niepełnosprawności w sporcie jest bardzo względne, bo wystarczy wspomnieć tylko naszą tenisistkę stołową Natalię Partykę, która nigdy w zasadzie nie przyjęła do wiadomości, że miałaby być niepełnowartościowa. Jest, podobnie jak Karol, pełnosprawna i pełnowartościowa inaczej, niż zakłada średnia populacyjna. Ta przesympatyczna dziewczyna żyje na podwójnej prędkości, łącząc świat olimpijski z paraolimpijskim, a na igrzyskach w Pekinie była prawdziwą gwiazdą.
Już wiadomo, że Karol nie przygotowuje się do paraolimpiady w Londynie w 2012 roku. Pokazał, że jest twardzielem, a pokłady energii, jakie jest w stanie uruchomić w sobie ten dojrzały zawodnik w sytuacji kryzysowej, mogą dać naprawdę fenomenalne efekty. Takiego zawodnika, zawodnika z jednym okiem, ale z drugim życiem, na pewno selekcjoner Bogdan Wenta nie odpuści. Być może już wkrótce imię Karol stanie się najpopularniejszym imieniem nadawanym chłopcom, których rodzice, czy to będąc kibicami, czy wielbicielami polskiej kinematografii, zakochają się w pełnym pozytywnej energii westchnieniu "Och, Karol!".
Robert Korzeniowski, mistrz olimpijski w chodzie