Menu Region

Uczeni panicznie boją się wyjeżdżać za granicę

Uczeni panicznie boją się wyjeżdżać za granicę

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Kula

5Komentarzy Prześlij Drukuj
Rządowy pomysł wspierania nauki nie znalazł odzewu. Naukowcy wolą święty spokój niż wyjazdy na staż.
Ponad 6 milionów złotych zarezerwował w tym roku rząd na opłacenie zagranicznych staży dla polskich uczonych. Ale wyjechało zaledwie 13 osób. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego właśnie zastanawia się, dlaczego inicjatywa zakończyła się klapą.

Uruchomiony dwa lata temu rządowy program "Wsparcie międzynarodowej mobilności naukowców" miał otworzyć nasze uczelniane katedry i ośrodki badawcze na świat. Po latach komunizmu i izolacji polskiej nauki zagraniczne stypendia i udział w międzynarodowych projektach to szansa na odrobienie naukowych zapóźnień.

Młody uczony (nie później niż siedem lat po doktoracie), który chce dołączyć do międzynarodowego zespołu badaczy i współpracować przy projektach w Stanach Zjednoczonych, Niemczech czy Wielkiej Brytanii, może liczyć w ramach programu na aż 10 tys. zł miesięcznego stypendium od rządu. Jeśli wyjedzie z małżonkiem - dostaje dodatkowo 2 tys. zł. Do tego po 1 tys. zł na każde dziecko. A jeżeli wybierze kraj należący do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, pula wzrośnie o 30 proc. Pieniądze zostaną wypłacone niezależnie od innych źródeł dochodu.

Mimo kuszącej oferty chętnych zabrakło. W tegorocznej edycji programu, adresowanej do naukowców zajmujących się badaniami nad państwem i społeczeństwem, nowymi materiałami, technologiami informacyjnymi oraz energią i jej zasobami, wpłynęło tylko 27 wniosków. Stypendia przyznano 13 badaczom (trzy wnioski były źle wypełnione, pozostałe projekty komisja uznała za zbyt słabe).

W pierwszej edycji programu było jeszcze gorzej. Rząd chciał wspierać naukowców zajmujących się zdrowiem, środowiskiem, rolnictwem i żywnością. Ale wpłynęły 24 wnioski, a granty dostało ledwie 18 osób.

- Zastanawia nas, dlaczego wniosków było aż tak mało. Trudno w tej sytuacji mówić o możliwości wyboru najbardziej istotnych projektów - przyznaje Bartosz Loba, rzecznik Ministerstwa Nauki.
Prof. Jerzy Woźnicki, szef Fundacji Rektorów Polskich i ministerialnego zespołu ds. mobilności kadry naukowej, przekonuje, że niechęć naszych uczonych do dłuższych zagranicznych wyjazdów wynika z uwarunkowań kulturowych. - Wciąż mają bardzo ograniczone kompetencje językowe. Obawiają się zetknięcia nie tylko z międzynarodowym zespołem badaczy, ale też codziennością w obcym kraju - uważa.

W Polsce pokutuje też skostniała hierarchia na uczelniach. Ci, którzy decydują się na zagraniczne wyjazdy, boją się, że po dwóch latach nie będzie do czego wracać, bo ich biurka i etaty zajmie ktoś inny.

Ministerialny raport sprzed pół roku o mobilności polskich naukowców ostrzega: "Za wzorcową uważa się karierę - od studenta do profesora na tej samej uczelni. Zwykle podkreśla się permanentny związek z uczelnią przy wyborach na stanowiska uczelniane. Ktoś, kto od studenta spędził wiele lat w tej samej instytucji, ma większe szanse".

Wracający do kraju uczeni bywają dyskryminowani przez lokalny uczelniany układ. Przełożeni obawiają się, że utracą stanowisko, bo naukowiec wracający ze stażu przywozi wysokie kwalifikacje i międzynarodowe kontakty.

Tomasz Perkowski, wiceprezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej: - W Wielkiej Brytanii zagraniczny staż to ważny punkt naukowego CV. W Polsce musi być podobnie, doświadczenie w międzynarodowych projektach powinno być warunkiem naukowego awansu.

Najwięcej stypendiów dla naukowców rozdają Wielka Brytania, Niemcy i Francja. Według danych z 2004 r. przeciętna długość stypendium po doktoracie wyniosła w Europie dwa lata.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

4

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

sporo hipokryzji w jednym temacie

+4 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

polak emigrant (gość)  •

jeden uwaza ze naukowcy obawiaja sie obcego otoczenia (to ten skostnialy i stary) inny uwaza ze po dwoch latach nie ma do czego wracac... kto ma racje?
praktyka dowodzi ze na uczelni pozostaja miernoty i one sie najbardziej obawiaja o swoje etaty (o jakosci ksztalcenia nie wspominajac)
i jak mozna zrobic habilitacje bez postdoka??? mozna na superuniwersytecie w poznaniu co jest stala praktyka!!!

odpowiedzi (0)

skomentuj

Nie ma mozliwosci powrotu

+7 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

malgorzata.academicus (gość)  •

Niestety nie moge sie zgodzic z opinia prof. Woznickiego, autora ustawy z 2005r, ktora zlikwidowala obowiazek przeprowadzania konkursow na stanowiska akademickie zamiast wprowadzic ustawowe warunki, ktore uniemozliwily/utrudnily by przeprowadzanie powszechnych obecnie fikcyjnych konkursow ustawianych pod jednego 'wlasciwego' kandydata z tzw. "wchowu wsobnego".
Podobnie ustawodawcy nie zrobili nic w 2005r. na rzecz stymulowania mobilnosci i uniemozliwienia obecnej sytuacji gdzie promotor traktuje opieke nad doktorantem jako (zachowana kolejnosc waznosci):
1. wymog do profesury belwederskiej (przepychanie 'na sile' kosztem jakosci);
2. wychowanie sobie przyszlego podleglego mu pracownika pracujacego na promotora (czesto zajmujacego sie administracja wiec nie majacego czasu na nauke) zamiast wyksztalcenia doktoranta na poziomie umozliwiajacym mu konkurowanie w nauce swiatowej (patrz fatalne wyniki w ostatnim konkursie europejksim). Do rzadkosci nalezy rowniez sytuacja gdy promotor promuje swojego doktoranta poprzez rekomendowanie go do pracy w innych osrodkach, zwlaszcza poza granicami kraju.
Przy decyzji o wyjezdzie bardzo istotnym czynnikiem jest mozliowsc ksztaltowania swojej kariery. Bardzo trafne uwagi mozna znalezc pod linkiem:
interdyscyplinarni.blogspot.com/2008/07/tooling-up-review-your-career.html

Ze swoich wlasnych doswiadczen (lacznie 7 lat pracy w CH, D, UK) doktorat + 2 postdoci moge tylko napisac, ze w siedem lat po powrocie do kraju do tej pory NIE PROWADZE zadnego wykladu dla studentow polskich, za to Z REKOMENDACJI czolowej polskiej uczelni technicznej prowadze wyklady jako profesor wizytujacy we Francji, gdy rownoczesnie ten sam przedmiot (abecadlo dla inzyniera-projektanta) na rekomendujacej mnie uczelni NIE JEST WYKLADANY.

www.esse-est-percipi.com

odpowiedzi (0)

skomentuj

płodzą dzieci

+9 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

emil (gość)  •

Widzę ,że jesteś sfrutrowany.Wyluzuj albo rób karierę za granicą.Polska do ciebie troche nie pasi.

odpowiedzi (0)

skomentuj

W polskiej nauce obowiazuje selekcja negatywna

+7 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Michał (gość)  •

Zazwyczaj jest tak, że na polskich uczelniach zostają ci którzy na wolnym rynku nie mieliby szans. Szczególnie dotyczy to wydziałów humanistycznych. Proszę zobaczyć, kto robi doktoraty na polonistyce, albo takich filologiach :P jak bułgarystyka. Myślę o Uniwersytecie Warszawski. Zostają niezgóły. By zrobić doktorat na UW bardzo czesto wystarczy odklepywać pracę które wyznacza promotor. Nie potrzeban jest znjaomość jeżyka obcego. Jak taki doktorant ma się nie bać wyjechać za granicę. Płodzą dzieci a Uniwersytet staje się dla nich stabilną przystanią do końca życia.

odpowiedzi (0)

skomentuj