(© Polskapresse)
2010-09-02 08:02:39, aktualizacja: 2010-09-02 08:02:39
Podział w PiS istniał od dawna, wystarczy przypomnieć, jak Paweł Poncyljusz wysyłał Jarosława Kaczyńskiego do symbolicznego Sulejówka. Ostatnio widać wyraźnie, że frakcja gołębi ma poczucie, że jest w stanie zmodernizować PiS - z Norbertem Maliszewskim, specjalistą od marketingu politycznego, rozmawia Anita Czupryn.
Paweł Poncyljusz, Czesław Bielecki, Mariusz Błaszczak, a może Zbigniew Ziobro? Jak Pan ocenia kandydatów na prezydenta Warszawy, których nazwiska pojawiły się ostatnio na giełdzie?
Ze Zbigniewem Ziobrą jest taki problem, że on nie jest kojarzony z Warszawą, a z Krakowem. Myślę, że warszawiacy odrzuciliby z miejsca taką kandydaturę. Czesław Bielecki nie jest osobą powszechnie znaną i w takim pojedynku by przegrał. Najlepsza byłaby osoba znana, która się wyróżnia, o dużym doświadczeniu i związana z Warszawą, jak Zbigniew Romaszewski. Nominowanie Mariusza Błaszczaka pokazałoby, że prezes kontynuuje linię faworyzowania frakcji jastrzębi w PiS. W Warszawie jednak ogromną przewagę nad innymi kandydatami ma Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zatem jej kontrkandydat musi się od niej różnić. Mógłby to być Paweł Poncyljusz, który mówiłby o młodości, o zmianach, które by zaszły w mieście, ale z drugiej strony stałby się kandydatem podobnym do Wojciecha Olejniczaka.
Ale Paweł Poncyljusz oficjalnie dołączył do frakcji gołębi, która z konserwatywnymi jastrzębiami jest dziś w ostrym sporze. I wiele wskazuje na to, że może znaleźć się na bocznym torze.
Podział w PiS istniał od dawna, wystarczy przypomnieć, jak Paweł Poncyljusz wysyłał Jarosława Kaczyńskiego do symbolicznego Sulejówka. Ostatnio widać wyraźnie, że frakcja gołębi ma poczucie, że jest w stanie zmodernizować PiS i dać szansę tej partii na uzyskanie, jeśli nawet nie zwycięstwa, to bardzo dobrego wyniku w wyborach parlamentarnych. Ale przez nową strategię, faworyzującą jastrzębi, tę możliwość traci.
Paweł Poncyljusz we wczorajszym wywiadzie dla RMF FM, powiedział, że z takim Jarosławem Kaczyńskim PiS nigdy nie będzie rządzić. Jarosław Kaczyński otoczony ludźmi związanymi z dawnym Porozumieniem Centrum chce osiąść w opozycji? Możliwy jest jego powrót do wizerunku, który poznaliśmy w kampanii prezydenckiej, a do czego namawia prezesa frakcja gołębi?
Gołębie wierzą, że taka zmiana jest możliwa. List Marka Migalskiego do Jarosława Kaczyńskiego w pewnej mierze odniósł skutek, bo PiS zajął się życiowymi problemami Polaków, podatkiem VAT, zaproponował własne rozwiązania dla problemów finansów państwa. Zatem frakcja gołębi o to walczy, choć na razie przegrywa z jastrzębiami. Ostatnie wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego na zjeździe Solidarności było mimo wszystko w duchu jastrzębi. Jest obawa, że jeśli frakcja gołębi będzie bardziej sfrustrowana, może odlecieć do PO, która chętnie ją przyjmie.
Prezes Jarosław Kaczyński nie potrzebuje już ludzi, którzy pomogli mu w osiągnięciu dobrego wyniku w wyborach prezydenckich?
Prezes funduje nam krucjatę moralną, i to problem nie tylko politologiczny, ale także psychologiczny. Jarosława Kaczyńskiego cechuje syndrom oblężonej twierdzy. Wydaje mu się, że media się od niego odwróciły, więc co mu pozostaje do zrobienia? Postanawia walczyć o prawdę smoleńską.
A nie jest tak, że to frakcja jastrzębi, ze Zbigniewem Ziobrą, Macierewiczem, zaszantażowała go moralnie, niejako zmuszając, aby wyjaśnił prawdę o śmierci brata?
Ale to Jarosław Kaczyński podjął taką decyzję, bo ona była mu też na rękę. Nie jest prawdą, że musiał oddać część władzy w ręce jastrzębi, bo inaczej ci by go zaatakowali. Po wyborach prezydenckich prezes PiS był na fali wznoszącej.
Czy Zbigniew Ziobro, jeśli zostanie szefem kampanii, ugra więcej, idąc w retorykę smoleńskiej prawdy, niż ci, którzy pokazywali łagodnego i merytorycznego Jarosława Kaczyńskiego?
Linia smoleńska nie jest dobra, co widać w sondażach. Ludzie nie chcą wracać do traumy. Myślę, że Zbigniew Ziobro na skutek nacisku opinii publicznej, choćby nacisku Marka Migalskiego, będzie realizował oprócz tej linii prawdy również linię chleba. Można się spodziewać, że pojawią się wystąpienia, których celem jest pokazanie, że środowisku PO należy się żółta kartka, bo mamy do czynienia z kolesiostwem i aferami, a jest bezrobocie, drogi nie są budowane, więc mamy rząd nicnierobienia i nie należy oddawać władzy na poziomie samorządów. W polityce często wykorzystuje się nastroje, wyborcy PiS są na nie podatni, więc to będzie taka strategia: prawdy i chleba.
Frakcja gołębi zostanie odsunięta na boczny tor?
Gdyby tak się stało, to PiS czekałaby marginalizacja, stałby się partią prawicowych radykałów i w miarę upływu czasu straciłby poparcie. Podejrzewam, że mimo wszystko w PiS są prowadzone analizy, jaką drogę obrać. Myślę, że będzie kompromis, nie będzie zwycięstwa jednej albo drugiej frakcji. A prezes pokaże, że ma władzę i jedna, i druga frakcja coś dostanie. Na zasadzie: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.
Rozmawiała Anita Czupryn